Niebiańska Uczta

Na śmierć nie można się przygotować.  Niezależnie od okoliczności, najczęściej przychodzi nieproszona. Rozumieją to wszyscy, którym przyszło się zmagać ze stratą bliskiej osoby. Ta rozłąka boli, zwłaszcza, gdy jest  wynikiem śmierci nagłej, której nikt się nie spodziewał.

Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego śmierć Prezydenta Gdańska-Pawła Adamowicza, wywołała we mnie tak ogromny żal i smutek. Teoretycznie, mogę to tłumaczyć  atmosferą społeczną, doniesieniami medialnymi i niekończącymi się pytaniami o winę, zbrodnię i karę. Teoretycznie. Prawda jest jednak taka, że mimo iż nigdy nie miałam okazji poznać Pana Prezydenta osobiście, na długo przed jego tragiczną śmiercią, ilekroć widziałam go w telewizji, najpierw, zauważałam jego szeroki, budzący moją sympatię uśmiech. Jestem pewna, że nie stanowię tu wyjątku. Podobne odczucia miały pewnie tysiące osób, uczestniczących w marszach milczenia, mszach świętych w intencji Zmarłego, a w końcu w jego pogrzebie. Może także ten uśmiech, jasne spojrzenie i mocny męski głos, pozwoliły mi ignorować niesprawiedliwe, często wręcz ohydne komentarze, pojawiające się w różnych mediach w trakcie kampanii samorządowej. Krótko mówiąc, Paweł Adamowicz wzbudzał moje zaufanie. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to subiektywne odczucie, a ja nie o odczuciach chcę tu pisać. Po co, więc jest ten tekst? Otóż, próbuję znaleźć odpowiedź na pytanie o granicę nieprzyzwoitości. Tak, ponieważ uważam, że granicę przyzwoitości w obszarze chamstwa, brutalizacji języka, werbalnej agresji, także wobec przeciwników politycznych, część polskiego społeczeństwa dawno przekroczyła. W dużej mierze, odpowiadają za to, oczywiście sami politycy i dziennikarze,  którzy coraz rzadziej używają siły racjonalnego argumentu i mocy dialogu. Mam podstawy, by twierdzić, że problem ten dotyczy głównie prawej strony sceny politycznej. Choć nie tylko.  Tu pojawiają się dwie, moim zdaniem bardzo ważne kwestie: Po pierwsze, można przyjąć założenie, że od brutalnej polityki uda się obywatelowi odciąć, jeśli tylko nie  będzie korzystał z Internetu, nie włączy telewizora, radia lub nie kupi gazety. Nic bardziej błędnego! Wystarczy porozmawiać z sąsiadem, by przekonać się, że polityka jest w życiu Polaków niemal wszechobecna. To dobrze. Pytanie jednak, czy jest to polityka czy zbyt często kłótnie, generujące głęboki podział, wykluczający dialog i wzajemny szacunek? I to jest właśnie druga, zupełnie oddzielna sprawa. Szczególnie, że przykład idzie z góry i to, między innymi politycy tworzą społeczną atmosferę i mniej lub bardziej brutalny język, którego używamy. Zastanawiam się nad tym  jako człowiek, obywatelka Polski, Europejka i katoliczka. Do szczególnej refleksji skłania mnie przede wszystkim mój katolicyzm. Chrystus, bowiem wzywa mnie do miłości bliźniego, wybaczenia win. Nie tylko mnie. Dotyczy to wszystkich chrześcijan. Dlatego, nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć, czym kierują się katolicy, oskarżający Pawła Adamowicza także po śmierci. O, co chodzi? Podobno był zwolennikiem aborcji, wspierał gejów i lesbijki i… nie był Polakiem. Pewnie dlatego, że, zdaniem niektórych, zbyt mocno otwierał się na imigrantów. W końcu, nie bez powodu otrzymał, jak dziesięciu innych prezydentów miast polskich, akt zgonu politycznego. Ohyda nie zasługuje na komentarz.
https://gloswielkopolski.pl/mlodziez-wszechpolska-polityczny-akt-zgonu-powtorzylibysmy-w-takiej-samej-formie/ar/13809422
Ale nie ma nikogo, kto chciałby wziąć odpowiedzialność za słowa i czyny, przyznając, że słowo może zabić. Jak widać, nie tylko w sensie metaforycznym. Nawoływanie do nienawiści nie pozostaje bez konsekwencji. Podobnie jak kłamstwo, na którym  oparta była cała, poniżająca zmarłego Prezydenta narracja. Dominikanin, ojciec Wiśniewski, powiedział dziś na pogrzebie Adamowicza, że budujący karierę na kłamstwie, nie może pełnić wysokich funkcji.
(https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/owacje-na-pogrzebie-adamowicza-budujący-karierę-na-kłamstwie-nie-może-pełnić-wysokich-funkcji/ar-BBSsmFQ?MSCC=1547913338&ocid=spartanntp) 
Ja dodam, że nie buduje się kariery politycznej także na ludzkiej krzywdzie. Słuchałam i czytałam wiele wypowiedzi na temat działań Pawła Adamowicza. Wypowiadali się  księża, którzy znali go od lat, jego przyjaciele. Wniosek mam jeden: Prawy, uczciwy Człowiek. Przez duże C . Może właśnie on najbardziej rozumiał słowa Pisma: Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: „Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?” Jezus, usłyszawszy to, rzekł do nich: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mk 2, 13-17) Może zrozumieją to także ci, którym nazwisko Adamowicza nie przechodzi przez gardło nawet po jego śmierci. Znam takie osoby.  Także takie, które nie zaakceptowały żałoby narodowej.  Jedności nam trzeba, by Bóg i patriotyzm nie był tylko na sztandarach, Może obudzą się ci, którzy nie chcieli towarzyszyć Zmarłemu w ostatniej drodze, lekceważąc chrześcijańską powinność. Nie godzi się, by chrześcijanin, katolik mówił fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu swemu, nie godzi się, by go pozbawiał godności. Nie godzę się na katolicyzm, który ma odwagę oskarżać bliźniego także po śmierci.  Bo stoi on już przed Sądem Bożym. To Bóg zaprasza na Ucztę Niebiańską. Bo tylko On zna ludzkie serce. A przed Nim, nikt nie staje bez grzechu. Potrzeba czujnosci i otwartości serca.Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych (Mt, 22-14).   Dzisiaj potrzebna jest nam cisza, ale cisza nie może oznaczać milczenia –powiedziała dziś Magdalena Adamowicz na pogrzebie męża. Nie może oznaczać zgody na zło. Trzeba, by każdy z nas powiedział: Dość! Opamiętania nam trzeba. Zwlaszcza, że świat się odrodził. Wraca Jurek Owsiak. Dobre słowo ma większą siłę niż mowa nienawiści. To zależy od nas.
Panie Prezydencie, dziękuję za Gdańsk, za Polskę. Jest mi bardzo przykro. Widocznie Dobrzy Ludzie potrzebni są Bogu także w Niebie. Do zobaczenia kiedyś. 

Oczekiwanie

Kolejny tydzień, upływający w pośpiechu i natłoku spraw. Wszystko wydaje się równie ważne i potrzebne. I, zdarza się, że dopiero pod koniec dnia znajduje człowiek chwilę, by niechętnie przyznać, że  nie wszystko zależy od niego, że nie zatrzyma umykającego czasu. Są jednak i takie chwile, w których warto się zatrzymać, oczekując Najważniejszego. To On jest Panem czasu.

Niemal wszyscy, od przynajmniej dwóch tygodni składają sobie życzenia świąteczne: Zdrowia, radości, sukcesów w pracy, ewntualnie pociechy ze współmałżonka i dzieci. W tym zestawie nie może też zabraknąć życzeń zarobienia dużych pieniędzy. W sklepach, nie tylko wielkopowierzchniowych, widać tłumy ludzi, chcących kupić gwiazdkowe prezenty. Coraz częściej zastanawia mnie, ile z tych osób pamięta jeszcze, że owe święta, to niezwykły czas- czas Narodzin Boga-Człowieka. I nie jest to jedynie pamiątka wydarzenia, jakie miało miejsce w Betlejem Judzkim tysiące lat temu. Ja Jestem Bogiem żywym– mówi Pan. Bóg Wcielony- Jezus Chrystus, przychodząc na świat, oddał się człowiekowi, w pełni mu ufając.
Święta Bożego Narodzenia, to czas rodzinnych spotkań, często przy wspólnym stole. Ale, tym razem nie chodzi tylko o biesiadowanie. Wigilia ma swój niepowtarzalny charakter, bo przy stole często spotykają się także ci, którzy od dawna nie potrafią ze sobą rozmawiać. Bo, Bóg przynosi pokój, miłość i pojednanie. Ludzie rozdają je sobie, dzieląc się opłatkiem. Tu, nie chodzi tylko o tradycję, to coś znacznie głębszego, czego można doświadczyć, mając oczy pełne wiary i otwarte serce-  na radość spotkania Boga, także w drugim człowieku. On nie przychodzi jedynie do tych, którzy w Niego wierzą. Decyzja radosnego oczekiwania, a w końcu przyjęcia Niezwykłego Gościa, jest zawsze po stronie człowieka.   Życzę zatem, radosnych, pełnych pokoju i nadziei Świąt Narodzenia Pańskiego.

Aby byli jedno

Dobra Nowina niesie pokój, wiarę, nadzieję i miłość. Tego uczył Chrystus swoich uczniów i wszystkich, którzy Go słuchali. Jego Słowo wiecznie trwa, a więc mimo upływającego czasu, nie traci na aktualności. Także dzisiejsi wyznawcy Chrystusa wezwani są do niesienia światu miłości, pokoju i nadziei, które w wielu mogą obudzić żywą wiarę w Boga. Jak, współcześni chrześcijanie, zwłaszcza polscy katolicy wypełniają swoją misję?

A kto jest moim bliźnim? (Łk. 10, 29.) –zapytał pewien uczony w Prawie Jezusa. To pytanie powraca do mnie coraz częściej, zwłaszcza w chwilach, gdy przychodzi mi konfrontować się z bardzo skrajnymi opiniami na temat Kościoła. Przy czym, chcę mocno podkreślić, że słowo skrajne nie ma także tu, wyłącznie negatywnego znaczenia.  Czasem zastanawiam się również, który zwrot: Kryzys w Kościele, czy Kościół w kryzysie jest obecnie bardziej popularny. Najłatwiej byłoby pewnie w ogóle się nad tym nie zastanawiać i po prostu robić swoje ale, moim zdaniem to sprawy wcale nie kończy. Dlaczego?  Bo Kościół budują wszyscy ochrzczeni.  Usłyszałam ostatnio mądre zdanie, które brzmiało, mniej więcej tak, że skoro Kościół ma jakiś kryzys, to co ja, jako członek Kościoła mogę z tym zrobić? Zaczęłam się także i  nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że również moim zadaniem w tym zakresie jest przede wszystkim poszukiwanie prawdy: i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J. 8, 32)- powiedział Jezus .
Jaka zatem jest prawda? Prawdą jest, że Kościół powołał Bóg i dlatego jest piękny. Prawdą jest również to, że jest dobry. Bo wszystko, co powołał Bóg, jest dobre i piękne. Ale Bóg zna swoje dzieci lepiej niż ktokolwiek, lepiej niż one znają siebie. Zna do końca i kocha do końca. I dlatego wie, że Jego dzieci grzeszą upadają i dopuszczają się czasem, niestety różnych podłości.  Tak bywa także w Kościele. I dotyczy wszystkich stanów. Jednak o, ile nie można pominąć i zignorować zła, trzeba zadośćuczynić,  o tyle nie można  nie widzieć dobra. Bo człowiek został stworzony przez Boga, zatem jest dobry, choć czasem świadomie wybiera grzech. To dlatego Jezus powiedział: Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mk 2. 17) Kościół  naucza, że trzeba oddzielać czyn od człowieka. Ten istotny rozdział  jest także po to, by nazywać rzeczy po imieniu: Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi (Mt 5,37) – powiedział Chrystus. To znaczy, że jeśli pojawia się problem, czy też problem grzechu, trzeba go najpierw dostrzec, nazwać, znaleźć jego przyczynę i rozwiązywać. W podobnym tonie wypowiada się Papież Franciszek. Tylko taka droga umożliwia dotarcie do prawdy, pomoc bliźniemu, czy zadośćuczynienie złu. Nie sprzyja temu ani wyidealizowany, infantylny obraz Kościoła, a przez to unikanie prawdy, ani stanowisko ludzi spoza Kościoła, krytykujących każde działanie księży, biskupów, i Papieża, często bez rzetelnej wiedzy. Ale dochodzenie do prawdy utrudnia też czasem postawa samych katolików, którzy  do tworzenia, wspomnianego idealnego obrazu Kościoła się przyczyniają lub również krytykują wszystko, nie pojawiając się często nawet na niedzielnej Mszy Świętej. Cóż, bowiem znaczy stwierdzenie: Jestem wierzący ale niepraktykujący? To głębokie nieporozumienie. Owszem, Bóg jest wszędzie. Wszędzie też widzi i słyszy człowieka. Patrzy z Miłością. Ale Bóg Wcielony, którego Najświętsza  Ofiara uobecnia się na ołtarzu podczas każdej Mszy Świętej, jest tylko w Kościele.  Zatem, jeśli wierzący katolik, nie praktykuje, wierzy na pół gwizdka, bo nie doświadcza i nie pogłębia relacji z  Żywym Bogiem. Co Oznacza, że nie do końca wie, Komu i w co wierzy.  Jednak trzeba  też pamiętać, że Boga można doświadczyć w drugim człowieku. To nie przypadek. Człowiek przychodzi na świat w rodzinie- wspólnocie,  kochających się i bliskich sobie osób. Przynajmniej tak być powinno. Wspólnotę tworzył także Chrystus ze Swoimi uczniami, wskazując, że bliskość z NimBogiem Żywym i Prawdziwym jest ważniejsza niż więzy krwi : Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je (Łk. 8,21)  Wspólnotą jest ,więc także Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół  Chrystusa na ziemi. Ale, czy zawsze, tworzący Go ludzie czują się świadomymi i odpowiedzialnymi za Tę Wspólnotę? Za parafię i podejmowane w niej inicjatywy? Za innych, potrzebujących różnego wsparcia parafian? A, co z modlitwą za kapłanów? Być może, w wielu wypadkach powinna być ona bardziej gorliwa?  Jedność  jest krucha, trzeba o nią dbać, bazować na wzajemnym szacunku i prawdzie ale bez modlitwy jest niemożliwa. Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą (Flp 2,13). Zatem, by  kościoły były pełne, trzeba wracać wciąż do Źródła, czerpać z Chrystusa. Nie wolno też ukrywać prawdy- najpierw tej o sobie samym, a potem także tej, dotyczącej bliźniego, nie wyłączając stanu duchownego. Nie można jej jednak przekazywać inaczej, jak w duchu wzajemnej miłości. Kościół otwarty dla każdego człowieka, buduje jedność, opartą na miłości bliźniego, z szacunkiem dla różnorodności. Chrześcijanin, wezwany jest do budowania ewangelicznego pokoju, który ma  łączyć, nie dzielić. Ważny jest, więc  także dialog, zwłaszcza z tymi, którzy mają inne poglądy, a poszukują prawdy i miłości. Dzięki temu mogą odnaleźć Boga. Bo On  dał wszystko ludziom, jako dar i zadanie.                         
 
 

Radość, cuda i niezwykły smak życia

W roku 2018, gdy Kościół przeżywa Synod poświęcony młodzieży, 12-godzinne rekolekcje,pod hasłem: Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania, które 6 października  odbędą się na PGE  Narodowym  w Warszawie, to najprawdopodobniej jeden z najbardziej niesamowitych pomysłów.

To właśnie najbardziej niesamowite pomysły mogą stać się źródłem największej inspiracji, okazją do niespodziewanych spotkań, czy długich rozmów. Każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny, każdy ma coś do zrobienia. Czujemy to my- „Palnikowcy”- grupa charyzmatyczna z Warszawy- Rembertowa i wszyscy, których wraz z  Organizatorem-  księdzem Rafałem Jarosiewiczem i Fundacją SMS z nieba- zaprosiliśmy do włączenia się w działania na rzecz organizacji  rekolekcji STADION MŁODYCH: włącz pełnię wiary.
Osobiste spotkania z ludźmi. Dziesiątki tysięcy rozdanych ulotek, powieszonych plakatów i banerów. To tylko część działań. Pracy jest ogrom, czasu coraz mniej. Ale w wielu sytuacjach  właśnie wtedy, gdy sprawy są skomplikowane i wydaje nam się, że brak nam już sił,do działania włącza się Bóg, zsyłając ogrom łask, nowych pomysłów i rozwiązań. Bo, tak naprawdę, to On jest glównym Organizatorem, który zaprasza na to niezwykle spotkanie.
Kto jest zaproszony na PGE Narodowy w Warszawie 6 października?
 Każdy. Bóg nie robi żadnych wyjątków! Dlatego, jeśli jeszcze masz wątpliwości, a obawa miesza  się z ciekawością, pozwól wygrać tej drugiej i bądź z nami na Stadionie  Młodych… A, jeśli już jesteś przekonany, przyprowadź znajomych. Czekamy na Was!!
Co i jak?
Bóg jest w drugim człowieku. I dlatego, Stadion Młodych…jest dla tych, którzy jeszcze Go nie spotkali  i chcą  doświadczyć Jego niezwykłej Mocy, której nie  sposób zignorować. A, może już Go spotkałeś i chcesz podzielić się z innymi historią swojego życia? Sześćdziesiąt osiem tysięcy ludzi będzie się razem modlić i uwielbiać Boga, by doświadczyć Jego Miłości. Bądź wśród nich Ty! Bo Stadion Młodych…, to także koncerty i spotkania ze znanymi ludźmi. Przyjdź!
Co Ci to da?/ Co to zmieni?
Spotkasz ludzi i Boga, bo nikomu, kto do Niego przychodzi, On nie odmawia Swej łaski. Twoje problemy nie zaczną nagle znikać, ale być może usłyszysz coś, co pomoże Ci je rozwiązywać. On na pewno obdarzy Cię Swoją siłą i nauczy patrzeć na rzeczywistość Jego oczami. Jeśli Mu na to pozwolisz. Wtedy, pomimo  trudów, odkryjesz radość i cuda w codzienności  Doświadczysz niezwykłego smaku życia!
Więcej informacji na oficjalnej stronie: stadionmlodych.eu

Polska potrzebuje stanowczego głosu Kościoła?

Kościół, głoszący Chrystusa nie zajmuje się polityką, jest powszechny, mówi o miłości Boga do człowieka i miłości bliźniego, o Prawdzie.  Dlaczego, więc w polskim Kościele, Najświętrzej Ofierze Chrystusa nierzadko towarzyszą kazania częściej przypominające agitację polityczną, niż głoszenie Ewangelii ? Dlaczego, owa agitacja mylona jest z prawem do moralnej oceny sytuacji politycznej? Dlaczego, tam, gdzie potrzebny jest zdecydowany głos Kościoła, słychać go nie dość wyraźnie?

Kościół(…) w żaden sposób nie utożsamia się z żadną wspólnotą polityczną, ani nie wiąże się z żadnym systemem politycznym(…)Wspólnota polityczna i Kościół, są w swoich dziedzinach niezależne i autonomiczne (…) Kościół winien mieć jednak zawsze i wzsędzie prawdziwą swobodę w głoszeniu wiary(…) a także w wydawaniu oceny moralnej, nawet w kwestiach, dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz, stosując wszystkie i wyłącznie te środki, które zgodne są z Ewangelią. (Sobór Watykański II; Gaudium et spes. za: Tygodnik Powszechny nr 22./2017).
W świetle tych zapisów nie wolno mi milczeć wobec głosów, krytykujących rozdział Kościoła od państwa, nie mogę godzić się na postawy niektórych księży i biskupów, którzy udostępniając kościelną przestrzeń dla polityków, a co gorsza- głównie dla polityków jednej partii, przyczyniają się do ugruntowania jej nieograniczonej władzy, a tym samym do ograniczenia autonomii Osoby i ochrony jej praw przez państwo. Wszystko to ma miejsce, gdy niedzielne kazania częściej nawiązują, nie tyle do oceny sytuacji politycznej, co do poparcia jedynie słusznej politycznej opcji. Gdy Ewangelia, która winna być w centrum rozważań, staje się tłem dla wygłaszanych przez księży poglądów. Wszystko to ma miejsce również wtedy, gdy Kościół nie dość dobitnie mówi o prawach człowieka w kontekście poszanowania trójpodziału władzy- w interesie wolności Osoby. Tu nie mogę nie zauważyć także częstego pomijania przez wielu księży kwestii szacunku do Konstytucji, zakazu jej łamania i patriotyzmu, który winien być dziś rozpatrywany nieco szerzej – nie tylko w odniesieniu do kultywowania pamięci o narodowych bohaterach. Brakuje mi także stanowczego głosu Kościoła w sprawie miejsca i roli Polski w Unii Europejskiej. Ten głos słyszałam w 2004 roku. Czemu dziś przycichł?? Bo Polak jest też Europejczykiem. Bo Unia nie jest naszym wrogiem, bo jesteśmy jej pełnoprawnym Członkiem, bo współczesny patriotyzm, to także poszanowanie dla prawa unijnego. Unia Europejska jest wspólnotą państw. Każda wspólnota przynosi wszystkim jej członkom korzyści, ale czasem- dla dobra ogólu- jednostka lub państwo musi zrezygnować z partykularnego interesu. Czemu Kościół nie mówi, jak zły i wyimaginowany, często też infantylny jest podsycany przez władzę strach przed Unią? Czemu Kościół tak rzadko przywiołuje teksty Jana Pawła II, który popierał akces Polski do UE, który mówił o szacunku i trójpodziale władzy. Czemu Kościół dziś nie edukuje w kwestii dobra wspólnego, jakm jest państwo i odpowiedzialność za nie? Czemu nie mówi głośno o tym, co oczywiste? Milczenie, a zwłaszcza nienazywanie rzeczy po imieniu, też może przyczyniać się do pogłębiania konfliktów i podziału społecznego. Rolą, zaś Kościoła jest budowanie jedności i głoszenie Prawdy: Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.  (Mt. 5, 37). 
Źródła:
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=248
Sobór Watykański II; Gaudium et spes. za: Tygodnik Powszechny nr 22./2017.
https://opoka.org.pl/biblioteka/I/IK/pysklo_2011_prawa_czl.html

Prawda na pierwszy rzut oka?

Upływający czas, natłok codziennych zajęć,  zmęczenie, medialny szum, ale też intelektualne lenistwo i lęk przed prawdą, sprawiają, że coraz częściej ta ostatnia umyka. Czy współczesny człowiek poszukuje jeszcze prawdy? A może wystarczją mu jedynie zasłyszane na dany temat opinie?  Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie to, że wiele z  nich, zdecydowanie od prawdy odbiega.

Często zastanawiam się, jak to możliwe, że  część informacji, które słyszę z ust polityków, niektórych dziennikarzy, czy niestety także niektórych ludzi Kościoła, tak bardzo daleka jest  od prawdy.  Kilka dni temu, zdałam sobie sprawę, jak poważny jest to problem. Zwłaszcza, gdy sprawa dotyczy kwestii istotnych dla ustroju Państwa, czy- jak w tym wypadku- dla Kościoła: Adhortacji posynodalnej Amoris Laetitia. Temat nie jest nowy. 19 września 2016 roku, kardynałowie: Walter Brandmüller, Raymond Burke, Carlo Caffarra i Joachim Meisner , zwrócili się do Papieża Franciszka , prosząc o wyjaśnienie niektórych zapisów adhortacji.  Chodziło o kwestie, budzące troskę i niepokój nie tylko wśród części wiernych, ale także wśród duchownych. Kardynałowie oczekiwali jasnej odpowiedzi na pięć, tak zwanych dubio (wątpliwości) , przedłożonych zarówno Papieżowi, jak i Kongregacji Nauki i Wiary, które miały zakończyć spory, dotyczące papieskiego dokumentu. Pierwsza, moim zdaniem główna  wątpliwość dotyczyła dopuszczenia do Komunii Świętej  osób rozwiedzionych, żyjących w związkach niesakramentalnych. Przyznam, że mnie, jako katoliczkę ta kwestia również mocno zastanowiła. Zwłaszcza, że wiele rozmów, jakie prowadziłam na ten temat z różnymi ludźmi, bedącymi świadomymi członkami Kościoła Powszechnego, kończyło się nic nierozstrzygającym, jałowym sporem. Dopiero dzięki kolejnej rozmowie stało się jasne, że wszyscy coś  na ten temat wiemy- czytamy artykuły,opinie, ale praktycznie nikt z nas nie zadał sobie trudu, by przeczytać Amoris Laetitia. Byłam tak zszokowana, że postanowiłam tę adhortację przeczytać w całości. Dowiedziałam się   o służbie, towarzyszeniu i wsparciu dla narzeczonych, małżonków i całych rodzin. O tym, że młodzi małżonkowie nie mogą być pozostawieni sami sobie. Potrzebują duszpasterzy i innych, doświadczonych małżonków, służacych radą i pomocą.  W sytuacjach rodzącego się konfliktu, gdy nie potrafią sobie z nim poradzić, młodzi nie mogą być sami.  Ale w adhortacji przeczytałam  także, a może przede wszystkim- o miłosierdziu. To jest droga dla każdego wierzącego.  Miłosierdzia uczył Chrystus. Nadal uczy. Próżno mi było szukać w adhortacji zapisu o Komunii Świętej dla rozwiedzionych. Znalazłam za to inny zapis: W związku z tym duszpasterz nie może czuć się zadowolony, stosując jedynie prawa moralne wobec osób żyjących w sytuacjach „nieregularnych”, jakby były kamieniami, które rzuca się w życie osób. Tak jest w przypadku zamkniętych serc, które często chowają się nawet za nauczaniem Kościoła, aby „zasiąść na katedrze Mojżesza i sądzić, czasami z poczuciem wyższości i powierzchownie, trudne przypadki i zranione rodziny” (Amoris Laetitia pkt 305). Jest oczywiste, że w przypadku jakichkolwiek niejasności, należy sięgać do Źródła:  Jezus usłyszał to i rzekł do nich: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”(Mk 2,17). Tylko chory szuka pomocy lekarza. Podobnie, jak grzesznik szuka  wsparcia w Kościele.
Konferencja Episkopatu Polski (KEP) – 8 czerwca  przyjęła Wytyczne pastoralne do adhortacji Amoris Laetitia . Biskupi zwracają, między innymi uwagę, że Papież zachęca, aby osoby, które się rozwiodły i zawarły ponowny związek cywilny, były bardziej włączane we wspólnoty chrześcijańskie na różne możliwe sposoby, zważając jednak na to, aby nie powodować zgorszenia (za: https://ekai.pl/ . Kolejne dubio dotyczyło aktualności encykliki Jana Pawła II- Veritatis Splendor, w kontekście zapisów adhortacji. Kocham i szanuję mój Kościół, dlatego nie będę komentować pytań, które zakładają błąd i „winę”Papieża Franciszka. Zwłaszcza, że to pytanie- podobnie, jak trzy pozostałe, dotyczące odpowiedzialności cudzołożnika, grzechu nawykowego i kwestii sumienia,   mają się nijak do treści adhortacji.  Smutne. Dla mnie bolesne. Kwestia niezrozumienia? Jeśli tak, to jak organizować duszpasterstwo i towarzyszenie, o które prosi Papież? Bez umiejętności zrozumienia sedna sprawy, umiejętności rozmowy i aktywnego słuchania, opartego na MIŁOSIERDZIU I SZACUNKU, to niemożliwe.  Papież na dubio nie odpowiedział. Nie mógł. Ma w sobie pokorę i wie, że milczenie jest, w takiej sytuacji złotem.  Dobrze, by pamiętali o tym także polscy katolicy,  zwłaszcza ci, którzy krytykują Franciszka, zarzucając odstępstwa. Pokora i posłuszeństwo Kościołowi wynikają z wiary. Ale, jak pisał Jan Paweł II :Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. (Jan Paweł II, Encyklika Fides et ratio). Docieranie do faktów , nie może zatem polegać tylko na wyszukiwaniu i przetwarzaniu cudzych opinii.  To  nie tylko ogranicza samodzielne myślenie. Może wprowadzić w błąd, oszukać rozum i zmysły. Wprowadza zamęt.   Prawdę można odkryć tylko, gdy dotrze się do źródła. To tak, jakby Czytelnik zastanawiał się, czy na zamieszczonym powyżej zdjęciu prawdziwe są truskawki czy czereśnie.  Może, w razie wątpliwości, trzeba sięgnąć do źródła  i zapytać  Autora.
Źródła:
Posynodalna Adhortacja Apostolska Amoris Laetitia Ojca Świętego Franciszka do Biskupów, do Kapłanów i Diakonów, do Osób Konsekrowanych, do Małzonków Chrześcijańskich i do Wszystkich Wiernych Swieckich O miłości w rodzinie.
biblia.deon.pl
deon.pl
ekai.pl
pch24.pl
stowarzyszeniefidesetratio.pl

Cisza

Współcześni ludzie żyją w coraz większym hałasie. Ruch uliczny, dzwoniące w torbach i plecakach telefony, głośna muzyka, reklamy. To tylko niektóre czynniki, skutecznie zagłuszające ciszę. Ciszę, której człowiek bardzo potrzebuje, i przed którą stara się uciec…w jeszcze większy hałas.

Mnóstwo spraw: praca, dom, dzieci, zakupy, niezapłacone  rachunki. A do tego jeszcze te codzienne korki na ulicach. I znów nie ma czasu.  Dzień podobny do dnia. W ciągłym biegu, z przekonaniem, że odpoczynek to luksus dla wybranych. W pośpiechu czytana gazeta. Rzadziej książka- na tę trzeba mieć przecież ten cenny czas. Tylko gdzie on się, właściwie podział? Skąd wziąć chwilę wytchnienia, refleksji, może nawet zadumy nad człowieczym losem? Jak odnaleźć  w sobie ciszę? Najpierw, trzeba zadać inne pytanie: Po co jej, w ogóle szukać? Mało kto przyzna, że ciągłe zatroskanie i niemal bezustanna gonitwa, to idealny pomysł na życie. Większość ludzi twierdzi, że odpoczynek jest bardzo ważnym elementem ich egzystencji. Znacznie gorzej z praktyką. Tymczasem, odpocznienie to nowy początek, nowa szansa, okazja do zebrania nowych sił. Ale, ów nowy początek bardzo często związany jest z ciszą. Ciszą, w której człowiek odkrywa samego siebie, swoje najgłebsze pragnienia, ale także ból i porażki, zepchnięte często w najskrytsze zakamarki własnej pamięci. Może właśnie dlatego wielu ludzi woli hałas, nie wiedząc, że cisza jest szansą na rozwój, na zmianę i nową rzeczywistość. Rzeczywistość, która rodzi się  dzięki stawaniu w prawdzie, prawdzie o sobie samym. Trzeba ogromnej odwagi i niemało pokory, by tę prawdę przyjąć: Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli  (J.8,31-32)- powiedział Jezus, który dwa tysiące lat temu umierał na krzyżu- wtedy znaku hańby i pogardy. Król Świata wziął na siebie nasze winy: On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu (2 Kor 5,21). Wzgardzony i wyszydzony przez ludzi. Grzechy ludzkośći, które Go przygniotły, sprawiły, że nawet przez Ojca czuł się opuszczony. Dramat Boga-Człowieka, który umiera w samotności. Przegrał? Przecież po Wielkim Piątku- czasie Męki i Śmierci Chrystusa, następuje cisza Wielkiej Soboty. Pan, Stwórca Wszechświata leży w grobie. To już koniec? Wystarczy na chwilę się zatrzymać, by w ciszy Grobu, także w swojej parafii,   człowiek  usłyszał odpowiedź:  JA JESTEM ZMARTWYCHWSTANIEM i ŻYCIEM. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. (J 11,25) 9. Jego Grób okazał się pusty, bo niewysłowiona Męka i Śmierć doprowadziły do radości Niedzieli Zmartwychwstania.
Święta Wielkiej Nocy, to coś więcej niż spotkanie przy zastawionym stole, czy czas weekendowych wyjazdów. Chrystus żyje! Właśnie w tym czasie przychodzi do każdego osobiście- z szansą na to, by  każdy patrzył na siebie i innych Jego oczami. Oczami, w których jest nieskończona miłość. Oddał życie.  To szansa na odrodzenie, na nowy początek: Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary.  Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu.  Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili (Hbr 4,14-16)

Świat jest pełen Boga i Jego niespodzianek!

Byłam niedawno w Lublinie. Kolega, który zgodził się mnie tam zawieźć, dołóżył starań, bym, mimo utrudnień na drogach dojechała na czas. Moja mama jechała na tylnym siedzeniu i dyskretnie zerkała na licznik. Ja, co jakiś czas zerkałam na zegarek. Dojechaliśmy punktualnie. 

Bóg jest przy mnie zawsze. Wspiera w każdym czasie.  Delikatny, z dyskretną obecnością, szanujący moją wolę.
Po dość trudnym, ale ważnym dla mnie spotkaniu, o które się modliłam, a którego efektów nie jestem w stanie przewidzieć- zupełnie niespodziewanie dostałam sms-a o treści : Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu. Zorientowałam się, że nie znam numeru telefonu, który wyświetlił się, gdy odebrałam wiadomość. Poczułam się tak, jakbym dostała sms-a z Nieba. Był dla mnie potwierdzeniem drogi, którą idę, obecności Boga i wezwaniem do zaufania. Ogarnęła mnie radość i ulga. Odetchnęłam i dopiero wtedy zobaczyłam piękno,otaczającej mnie architektury Lublina. Poszliśmy na krótki spacer. Wpadliśmy na pomysł, by jechać na obiad do Nałęczowa. Uwielbiam to miasto. Nawet, jeśli wiosną wciąż utrzymuje się zimowa aura.
Byliśmy głodni, zmarzliśmy. Obiad był pyszny, w jednej z moich ulubionych, nałęczowskich kawiarni Ewelina. Placki ziemniaczane z odrobiną łososia i śmietany. I rewelacyjna sałatka z serem pleśniowym, marynowaną gruszką, żurawiną, morelami i sosem musztardowo-miodowym.  Zadzwoniłam pod nieznany mi numer.  Okazało się, że to mój kolega. Podziękowałam mu za niezwykłą wiadomość. Nie mógł wiedzieć o moim spotkaniu. Ale Bóg wiedział. On pamięta o każdej obietnicy. Trzeba Mu tylko uwierzyć: W taki sam sposób Abraham uwierzył Bogu i to mu poczytano za sprawiedliwość. Zrozumiejcie zatem, że ci którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama (Gal 3,6-7).