Smaki włoskiego dzieciństwa

Od czasu do czasu mam przyjemność spacerować po ulicach moich ukochanych, zalanych słońcem Włoch.Wyjątkowy, śródziemnomorski klimat,wieki historii i kuchnia: prosta, a zarazem wykwintna. Pełna niezwykłych smaków i kolorów.

Należę do tych osób, które mogą powiedzieć, że mają w sercu dwie ojczyzny. Dla mnie to Polska i Włochy. Miłość do słonecznej Italii wyssałam, najprawdopodobniej z mlekiem matki, ponieważ to mama przekazywała mi swoją fascynację rozgrzaną słońcem Italią. Dość powiedzieć, że, gdy miałam pięć lat, moim muzycznym idolem był Drupi. Ilekroć  jestem we Włoszech-odpoczywam. Sprawia to nie tylko, niemal wszechobecne słońce i radosny, włoski temperament, ale także przepyszna kuchnia, którą uwielbiam. Zawsze przywożę z Włoch kawę  i dżem pomarańczowy. To prawda, że można je kupić także w Polsce, ale te przywiezione wprost z Italii, mają dla mnie zupełnie inny, wyrazisty smak. W ostatnich latach przekonałam się, jak wiele jest w Warszawie- moim ukochanym, rodinnym mieście- włoskich pizzerii, osterii, czy sklepów z włoską żywnością. Ale, ku mojemu zaskoczeniu, całkiem niedawno odkryłam w Warszawie miejsce, jakiego do tej pory w Stolicy nie widziałam. Bottega del Gusto: Sklep z oryginalnym, włoskim jedzeniem, kawiarnia i winiarnia w jednym. Jak powiedziała mi Właścicielka- Mariana Voitovych, jest to takie miejsce, którego brakowało w Warszawie, sklep, w którym każdy Włoch (i nie tylko), dostanie to, czego szuka. Staramy się mieć wszystko: Kiedy klient mówi mi, czego szuka, wiem, o czym mówi. To przysmaki, za którymi Włosi tęsknią. Często mówią z zachwytem, że wiele dostępnych w Bottega del Gusto produktów, pamiętają jeszcze z dzieciństwa. Jesteśmy, więc lokalem, który wielu przypomina włoskie dzieciństwo.  Z całej Warszawy przyjeżdżają Wlosi, mieszkający w Polsce. Mimo, że jesteśmy w Ursusie  –mówi z uśmiechem na ustach Mariana Voitovych.
Bottega del Gusto- sklep albo, jeśli ktoś woli- pracownia smaków, to nie tylko miejsce, gdzie można zrobić dobre zakupy. Tu można się także napić wina, zjeść włoskie wędliny i sery, których we Włoszech jest ponad siedemdziesiąt gatunków. W sklepie Mariany Voitovych przybywa asortymentu, a Właścicielka planuje zakup większych chłodni. Można się tu napić aromatycznej, włoskiej kawy.  Jak mówi Voitovych-w Ursusie przyjęła się już tradycja włoskich śniadań- popularnego cornetto, podanego  z filiżanką cappuccino, z naprawdę puszystym, prawdziwie spienionym mlekiem. Dlaczego w Ursusie? Bo tu mieszkam. Nie myślałam o lokalizacji w Centrum. Tam wszyscy jadą. Ja chciałam, żeby było jak we Włoszech, gdzie do dobrej restauracji jedzie się czasami czterdzieści kilometrów. W  Polsce to jeszcze tak nie funkcjonuje. Myślę, że Polacy cenią przede wszystkim wygodę,ale widzę, że mentalność się powoli zmienia i Polacy też, coraz częściej odkrywają, że warto pojechać dalej, poświęcić trochę czasu, by otrzymać lepszą jakość.  opowiada Pani Mariana, a w jej oczach widać prawdziwą Pasję  i radość z codziennej pracy.
Bottega del Gusto to, w mojej opinii coś więcej niż sklep, pełen włoskich delikatesów, winiarnia i kawiarnia. To miejsce, integrujące lokalną społeczność. Miejsce spotkania dwóch kultur i tardycji, które, choć bzrdzo sobie bliskie, to jednak odrębne. Mariana Voitovych powiedziała mi otwarcie o swoim zaskoczeniu gotowością mieszańców Ursusa do korzystania z oferty Bottega del Gusto: Mam klientów, którzy w każdy niedzielny poranek, po dziesięciokilometrowym spacerze, przychodzą na kieliszek wina. Przychodzą właściciele psów, ze swoimi pupilami, by wypić  u mnie kawę. Ale wiele radości dają wszystkim klientom, organizowane przez nas koncerty. Bo ludzie chcą się bawić. Chcą siadać wspólnie  przy dużym stole, który integruje.Często gra i śpiewa u nas  Luigi Pagano-  mieszkający w Polsce, który prezentuje głównie włoskie hity z lat 70. XX. w., które kochają Włosi i Polacy. Można u nas potańczyć i pośpiewać. Nasi klienci, to głównie ludzie w wieku powyżej trzydziestego piątego roku życia. Odbywają się u nas także konwersacje językowe- spotkania dla miłośników Włoch i języka włoskiego. Zapraszamy.
Jako Polka, mogę powiedzieć, że Bottega del Gusto, to miejsce niezwykłe. Dla mnie to swoista Maleńka Italia w Warszawie. Bez ksenofobii, z otwartością na wszystkich. Tu jest wszystko to, czego doświadczam we Włoszech: serdeczność, radość, prawdziwa integracja i fantastyczne smaki. Tego ostatniego w polskiej kuchni nie brak. Reszty wciąż musimy się uczyć.
Pani Marianie dziękuję za rozmowę i chęć współpracy przy moim Projekcie „Dyskusje ze smakiem”.
Więcej na oficjalnej stronie: bottegadelgusto.pl
Bottega Del Gusto, Gierdziejewskiego 7, Warszawa- Ursus.
Lokal całkowicie dostępny dla osób niepełnosprawnych.

 

 

 

 

 

 

 

 

Aby byli jedno

Dobra Nowina niesie pokój, wiarę, nadzieję i miłość. Tego uczył Chrystus swoich uczniów i wszystkich, którzy Go słuchali. Jego Słowo wiecznie trwa, a więc mimo upływającego czasu, nie traci na aktualności. Także dzisiejsi wyznawcy Chrystusa wezwani są do niesienia światu miłości, pokoju i nadziei, które w wielu mogą obudzić żywą wiarę w Boga. Jak, współcześni chrześcijanie, zwłaszcza polscy katolicy wypełniają swoją misję?

A kto jest moim bliźnim? (Łk. 10, 29.) –zapytał pewien uczony w Prawie Jezusa. To pytanie powraca do mnie coraz częściej, zwłaszcza w chwilach, gdy przychodzi mi konfrontować się z bardzo skrajnymi opiniami na temat Kościoła. Przy czym, chcę mocno podkreślić, że słowo skrajne nie ma także tu, wyłącznie negatywnego znaczenia.  Czasem zastanawiam się również, który zwrot: Kryzys w Kościele, czy Kościół w kryzysie jest obecnie bardziej popularny. Najłatwiej byłoby pewnie w ogóle się nad tym nie zastanawiać i po prostu robić swoje ale, moim zdaniem to sprawy wcale nie kończy. Dlaczego?  Bo Kościół budują wszyscy ochrzczeni.  Usłyszałam ostatnio mądre zdanie, które brzmiało, mniej więcej tak, że skoro Kościół ma jakiś kryzys, to co ja, jako członek Kościoła mogę z tym zrobić? Zaczęłam się także i  nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że również moim zadaniem w tym zakresie jest przede wszystkim poszukiwanie prawdy: i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J. 8, 32)- powiedział Jezus .
Jaka zatem jest prawda? Prawdą jest, że Kościół powołał Bóg i dlatego jest piękny. Prawdą jest również to, że jest dobry. Bo wszystko, co powołał Bóg, jest dobre i piękne. Ale Bóg zna swoje dzieci lepiej niż ktokolwiek, lepiej niż one znają siebie. Zna do końca i kocha do końca. I dlatego wie, że Jego dzieci grzeszą upadają i dopuszczają się czasem, niestety różnych podłości.  Tak bywa także w Kościele. I dotyczy wszystkich stanów. Jednak o, ile nie można pominąć i zignorować zła, trzeba zadośćuczynić,  o tyle nie można  nie widzieć dobra. Bo człowiek został stworzony przez Boga, zatem jest dobry, choć czasem świadomie wybiera grzech. To dlatego Jezus powiedział: Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mk 2. 17) Kościół  naucza, że trzeba oddzielać czyn od człowieka. Ten istotny rozdział  jest także po to, by nazywać rzeczy po imieniu: Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi (Mt 5,37) – powiedział Chrystus. To znaczy, że jeśli pojawia się problem, czy też problem grzechu, trzeba go najpierw dostrzec, nazwać, znaleźć jego przyczynę i rozwiązywać. W podobnym tonie wypowiada się Papież Franciszek. Tylko taka droga umożliwia dotarcie do prawdy, pomoc bliźniemu, czy zadośćuczynienie złu. Nie sprzyja temu ani wyidealizowany, infantylny obraz Kościoła, a przez to unikanie prawdy, ani stanowisko ludzi spoza Kościoła, krytykujących każde działanie księży, biskupów, i Papieża, często bez rzetelnej wiedzy. Ale dochodzenie do prawdy utrudnia też czasem postawa samych katolików, którzy  do tworzenia, wspomnianego idealnego obrazu Kościoła się przyczyniają lub również krytykują wszystko, nie pojawiając się często nawet na niedzielnej Mszy Świętej. Cóż, bowiem znaczy stwierdzenie: Jestem wierzący ale niepraktykujący? To głębokie nieporozumienie. Owszem, Bóg jest wszędzie. Wszędzie też widzi i słyszy człowieka. Patrzy z Miłością. Ale Bóg Wcielony, którego Najświętsza  Ofiara uobecnia się na ołtarzu podczas każdej Mszy Świętej, jest tylko w Kościele.  Zatem, jeśli wierzący katolik, nie praktykuje, wierzy na pół gwizdka, bo nie doświadcza i nie pogłębia relacji z  Żywym Bogiem. Co Oznacza, że nie do końca wie, Komu i w co wierzy.  Jednak trzeba  też pamiętać, że Boga można doświadczyć w drugim człowieku. To nie przypadek. Człowiek przychodzi na świat w rodzinie- wspólnocie,  kochających się i bliskich sobie osób. Przynajmniej tak być powinno. Wspólnotę tworzył także Chrystus ze Swoimi uczniami, wskazując, że bliskość z NimBogiem Żywym i Prawdziwym jest ważniejsza niż więzy krwi : Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je (Łk. 8,21)  Wspólnotą jest ,więc także Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół  Chrystusa na ziemi. Ale, czy zawsze, tworzący Go ludzie czują się świadomymi i odpowiedzialnymi za Tę Wspólnotę? Za parafię i podejmowane w niej inicjatywy? Za innych, potrzebujących różnego wsparcia parafian? A, co z modlitwą za kapłanów? Być może, w wielu wypadkach powinna być ona bardziej gorliwa?  Jedność  jest krucha, trzeba o nią dbać, bazować na wzajemnym szacunku i prawdzie ale bez modlitwy jest niemożliwa. Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą (Flp 2,13). Zatem, by  kościoły były pełne, trzeba wracać wciąż do Źródła, czerpać z Chrystusa. Nie wolno też ukrywać prawdy- najpierw tej o sobie samym, a potem także tej, dotyczącej bliźniego, nie wyłączając stanu duchownego. Nie można jej jednak przekazywać inaczej, jak w duchu wzajemnej miłości. Kościół otwarty dla każdego człowieka, buduje jedność, opartą na miłości bliźniego, z szacunkiem dla różnorodności. Chrześcijanin, wezwany jest do budowania ewangelicznego pokoju, który ma  łączyć, nie dzielić. Ważny jest, więc  także dialog, zwłaszcza z tymi, którzy mają inne poglądy, a poszukują prawdy i miłości. Dzięki temu mogą odnaleźć Boga. Bo On  dał wszystko ludziom, jako dar i zadanie.                         
 
 

Radość, cuda i niezwykły smak życia

W roku 2018, gdy Kościół przeżywa Synod poświęcony młodzieży, 12-godzinne rekolekcje,pod hasłem: Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania, które 6 października  odbędą się na PGE  Narodowym  w Warszawie, to najprawdopodobniej jeden z najbardziej niesamowitych pomysłów.

To właśnie najbardziej niesamowite pomysły mogą stać się źródłem największej inspiracji, okazją do niespodziewanych spotkań, czy długich rozmów. Każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny, każdy ma coś do zrobienia. Czujemy to my- „Palnikowcy”- grupa charyzmatyczna z Warszawy- Rembertowa i wszyscy, których wraz z  Organizatorem-  księdzem Rafałem Jarosiewiczem i Fundacją SMS z nieba- zaprosiliśmy do włączenia się w działania na rzecz organizacji  rekolekcji STADION MŁODYCH: włącz pełnię wiary.
Osobiste spotkania z ludźmi. Dziesiątki tysięcy rozdanych ulotek, powieszonych plakatów i banerów. To tylko część działań. Pracy jest ogrom, czasu coraz mniej. Ale w wielu sytuacjach  właśnie wtedy, gdy sprawy są skomplikowane i wydaje nam się, że brak nam już sił,do działania włącza się Bóg, zsyłając ogrom łask, nowych pomysłów i rozwiązań. Bo, tak naprawdę, to On jest glównym Organizatorem, który zaprasza na to niezwykle spotkanie.
Kto jest zaproszony na PGE Narodowy w Warszawie 6 października?
 Każdy. Bóg nie robi żadnych wyjątków! Dlatego, jeśli jeszcze masz wątpliwości, a obawa miesza  się z ciekawością, pozwól wygrać tej drugiej i bądź z nami na Stadionie  Młodych… A, jeśli już jesteś przekonany, przyprowadź znajomych. Czekamy na Was!!
Co i jak?
Bóg jest w drugim człowieku. I dlatego, Stadion Młodych…jest dla tych, którzy jeszcze Go nie spotkali  i chcą  doświadczyć Jego niezwykłej Mocy, której nie  sposób zignorować. A, może już Go spotkałeś i chcesz podzielić się z innymi historią swojego życia? Sześćdziesiąt osiem tysięcy ludzi będzie się razem modlić i uwielbiać Boga, by doświadczyć Jego Miłości. Bądź wśród nich Ty! Bo Stadion Młodych…, to także koncerty i spotkania ze znanymi ludźmi. Przyjdź!
Co Ci to da?/ Co to zmieni?
Spotkasz ludzi i Boga, bo nikomu, kto do Niego przychodzi, On nie odmawia Swej łaski. Twoje problemy nie zaczną nagle znikać, ale być może usłyszysz coś, co pomoże Ci je rozwiązywać. On na pewno obdarzy Cię Swoją siłą i nauczy patrzeć na rzeczywistość Jego oczami. Jeśli Mu na to pozwolisz. Wtedy, pomimo  trudów, odkryjesz radość i cuda w codzienności  Doświadczysz niezwykłego smaku życia!
Więcej informacji na oficjalnej stronie: stadionmlodych.eu

Prawo, które działa wstecz

W myśl nowej Ustawy o Sądzie Najwyższym, sędziowie, którzy ukończyli 65. rok życia, mają przejść w stan spoczynku.  Zapis ten stoi, jednak w absolutnej sprzeczności  z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Rządząca większość zdaje się nie słyszeć głosów ekspertów, którzy nie od dziś wypowiadają się w tej sprawie. Władza pozostawała głucha także na  głosy i protesty społeczne w sprawie bezprawnych zmian w Trybunale Konstytucyjnym i zamachu na trójpodział władzy. Do uszu Prezydenta dotarł, jednak krzyk Suwerena w lipcu ubiegłego roku. Niestety, częściowo. Minął rok, a na ulicach miast całej Polski, jak i przed gmachem Sądu Najwyższego w Warszawie i w Parlamencie, trwa walka o wolne sądy. 

Przejście w stan spoczynku?
Pierwsza Prezes Sadu Najwyższego- Profesor Małgorzata Gersdorf, nadal pozostaje na swoim stanowisku. Dlaczego? Jasna odpowiedź na to pytanie zawarta jest w art. 183. ust. 3.,obowiązującej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej: Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. Zapis ten expresis verbis (dosłownieodnosi się do nieusuwalności Pierwszego Prezesa. Kadencja Prezes Gersdorf kończy się w 2020 roku, co sama, wielokrotnie podkreślała w swoich wypowiedziach. Wynika to z prymatu Konstytucji, a w związku z tym niemożności zmiany jej zapisów, tak zwaną ustawą zwykłą, jaką jest także nowa ustawa o SN.  Na spotkaniu z Prezydentem, do którego doszło 3 lipca, Prezes Gersdorf wyznaczyła Sędziego- Józefa Iwulskiego, jako tego, który ma jedynie zastępować ją podczas jej nieobecności. Na tę propozycje przystał Prezydent Duda. W ten sposób sam zakwestionował  założenia stworzonej przez siebie  ustawy o SN, ponieważ również sędzia Iwulski przekroczył 65. rok życia. Złożył, wprawdzie oświadczenie woli dalszego orzekania, ale powołał się w nim na Konstytucję, a nie  wspomnianą ustawę.  Zatem, wbrew temu, co podał do publicznej wiadomości Minister Mucha, z Kancelarii Prezydenta, Prezes Gersdorf nie  wyznaczyła swojego następcy i nie przeszła w stan spoczynku; dlatego, 4 lipca przyszła do pracy, a pod siedzibą SN witały ją tysiące ludzi. Niezmienność decyzji Prezes Gersdorf (mimo wielu nacisków i krytyki ze strony obozu rządzącego i jego zwolenników), pozwoliła jej stać na straży zapisów konstytucyjnych, a tym samym na straży demokratycznego Państwa prawa i wolności obywatelskiej.   Po urlopie będzie kontynuowała pracę na swoim stanowisku. Trzeba też dodać, że art. 180., ust. 1. Konstyttucji zawiera zapis: Sędziowie są nieusuwalni. To wymaga dodatkowych wyjaśnień: O, ile- jak mówi profesor Matczak- sędziowie, mają obowiązek przejścia w stan spoczynku, a ustawa o wieku emerytalnym obejmuje każdego o tyle,jak wspomniałam, nie może to nastąpić wbrew konstytucyjnym zapisom. Należy też mocno podkreślić, że każda większość rządząca ma prawo wprowadzać zmiany, na mocy nowych  ustaw. Można, więc także zmienić wiek przechodzenia sędziów w stan spoczynku. Pod jednym warunkiem: NOWE PRAWO MOŻE DOTYCZYĆ WYŁĄCZNIE NOWO WYBRANYCH SĘDZIÓW, PONIEWAŻ PRAWO NIE DZIAŁA WSTECZ. To oznacza, że nie obejmuje ono  sędziów, wybranych według poprzedniego porządku prawnego.  W tej sytuacji, jednak jest to wyłącznie teoria.
Przypadkowy brak decyzji?
Niezwykle istotny jest także fakt, że Prezydent Duda nie wydał oficjalnej decyzji o odwołaniu sędziów z pełnionej przez nich funkcji, w której powinna być konkretna data zakończenia ich urzędowania. Dodatkowo, decyzja taka musi mieć kontrasygnatę premiera.  Pisma, które Prezydent skierował do odwołanych sędziów SN (w tym do prezes Gersdorf), jedynie  informują o ich przejściu w stan spoczynku i wymaganej kontrasygnaty nie zawierają. W ten sposób prezydent złamał ustawę o SN. Tu, jednak samo nasuwa się pytanie, dlaczego Andrzej Duda uchyla się od oficjalnych decyzji w sprawie? Odpowiedż, moim zdaniem jest dość prosta: Ani Prezydent, ani tym bardziej nikt w PIS, nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Zwłaszcza, że nie odczytują i nie wykonują  prawidłowo  ustaw, które tworzą. Opór środowiska i protesty społeczne, także stanowisko Komisji Europejskiej (wcześniej, również Komisji Weneckiej, która porównała zmiany w polskim sądownictwie do totalitaryzmu ZSRRR), pokazały, że całkowite rozmontowanie i upartyjnienie sądownictwa nie będzie takie proste. Postawa większości sędziów pozwala nie tracić nadziei na zwycięstwo sprawiedliwości, prawdy i rozsądku.  Trudno też podejrzewać, że Prezydent, mający wykształcenie prawnicze, nie zdaje sobie sprawy, że za złamanie Konstytucji grozi postawienie przed Trybunałem Stanu, na czele którego staje, zresztą Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego.

 Wolność obywatelska i demokracja bez trójpodziału władzy?

Forsowane przez PiS zmiany doprowadziły do wyrzucenia z SN, na mocy ustawy- sędziów orzekających . To przestępstwo konstytucyjne, co mocno podkreśla profesor Matczak (Tak jest, z dnia 09.07. 2018.). Także Zwykły obywatel pozostaje bezbronny wobec organów Państwa i Wymiaru Sprawiedliwości.  Trzeba o tym wiedzieć, bo te zmiany to droga do państwa policyjnego i próba podporządkowania sędziów decyzjom jednej partii .To nie jest przebrzmiały konflikt PO-PIS, który  władza wciąż podgrzewa, odwracając uwagę Społeczeństwa od tego, co istotne. To  upartyjnianie sądów  przez posłusznych partii sędziów. W takiej rzeczywistości nikt nie będzie bezpieczny, bo każdy wyrok, bez względu na to przez jaki sąd wydany- będzie zależał od kaprysu i interesu  władzy. Przed takim stanem (obecnym w systemach totalitarnych), dziś jeszcze chroni Polaków trójpodział władzy (gwarant demokracji i wolności obywatelskiej) i art. 173. ust. 1. Konstyyucji : Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. W tym miejscu, warto także zdać sobie sprawę, że partia PiS doprowadziła do zmian w Trybunale Konstytucyjnym (TK), a w efekcie do jego upolitycznienia, by legitymizował  wszystkie, niezgodne z Konstytucją, a wygodne dla władzy zapisy. W ten sposób TK stracił zaufanie Społeczeństwa i środowiska sędziowskiego.  Dlatego domniemanie konstytucyjności i kierowanie do TK  ustawy o SN, dla wielu ekspertów było bezzasadne. PiS dba  jedynie o swój partykularny interes, bo  trójpodział władz sprawia, że zarówno ta  ustawodawcza, jak i wykonawcza- podlegają sądowniczej, a to dla rządzących wygodne nie jest. Ale wolne sądy to strefa buforowa dla obywateli. Profesor Matczak zwraca uwagę, że utrata stanowisk sędziowskich w wolnym kraju, nie może nastapić na mocy decyzji władzy ustawodawczej. Jest to ingerencja we władzę sądowniczą, a tym samym burzenie fundamentów wolnego państwa.  Zagrożenie usunięciem sędziego, wiąże się wprost z wpływaniem na jego orzekanie.  To niedopuszczalne, bo sędzia ma być niezależny. Trzeba też mocno podkreślić, że proponowane przez PiS zmiany w SN,  otworzą jej drogę do bezpośredniego wpływu na wynik wyborów, co definitywnie skreśla, towarzyszący im przymiotnik: Wolne.
 Reforma sądownictwa? 
Partia rządząca, jak swoistą mantrę powtarza, że sądownictwo potrzebuje reformy. I trudno się z tym nie zgodzić. Tyle tylko, że forsowane zmiany, nie mają nic wspólnego z reformą i nie wpłyną na skrócenie  postępowań sądowych. Przeciwnie, zmiany te, przyczynią się do wydłużenia postępowań. Zwłaszcza, że Prezydent od dawna nie powołuje nowych sędziów SN, paraliżując orzekanie. Przykładem jest także instancja skargi nadzwyczajnej, która pozwala na zrewidowanie  orzeczeń, wydawanych przez ostatnie dwadzieścia lat. Łazarska, w 2017 roku pisała, że zasada stabilności orzeczeń, nawet  w okresie PRL nie była tak deprecjonowana.  Tak,  władza ustawodawcza i wykonawcza osłabia fundament zasady zaufania do Państwa- władzę sądowniczą.  Tymczasem, bezpieczeństwo prawne i pewność prawa, na pewnym etapie muszą ograniczyć tak zwaną kontrolę instancyjną, ponieważ wielość instancji wydłuża postępowanie.  PiS zdaje się też zapominać, że: …częścią składową sprawiedliwego procesu jest niewzruszalność orzeczeń oraz rozpatrzenie sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. W samo więc założenie istoty skargi umożliwiającej kasowanie orzeczeń sprzed 20 lat, abstrahując nawet od rozwiązań proceduralnych, wpisane jest naruszenie zasady uczciwego procesu. (Łazarska  2017).  Łazarska zwróciła  też uwagę, że  skutki mogą być bardzo dotkliwe dla każdego, kto w ciągu dwudziestu lat otrzymał, na przykład wyrok uniewinniający. Ustawa, bowiem nie przewidywała tu żadnych ograniczeń. W obecnym ksztcie ustawy o SN, jak podaje portal Gazeta Prawna,  skarga nadzwyczajna będzie mogła zostać złożona wyłącznie przez Prokuratora Generalnego lub Rzecznika Praw Obywatelskich, a asesorów sądowych będzie mianował prezydent(…)  W  nowelizacji, do zbioru przesłanek uzasadniających złożenie skargi nadzwyczajnej, dodano „wstępny warunek”. Jak napisano w uzasadnieniu, „w myśl zmienionego przepisu, skargę nadzwyczajną będzie można wnieść niezależnie od zaistnienia bardziej szczegółowych przesłanek (…) tylko wtedy, gdy będzie to absolutnie niezbędne z punktu widzenia zasady demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej”.  W maju, Prezes Sądu Najwyższego zajął stanowisko w sprawie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 2480). Opiniowane zmiany dotyczą skargi nadzwyczajnej oraz powoływania asesorów sądowychZgodnie z opiniowanym projektem nie dojdzie wcale do zawężenia przesłanek jej wnoszenia, ale wręcz do zwiększenia zakresu uznania sądu badającego tę skargę w zakresie oceny, czy przesłanki jej dopuszczalności zostały spełnione. 
Elita sędziowska z dawnego układu?
Profesor Strzembosz, w swoim oświadczeniu, opublikowanym po wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z 18 marca 2017 napisał, że  na mocy ustawy z 20 grudnia 1989 roku, wszyscy, orzekający w SN sędziowie odeszli, na skutek sktócenia ich kadencji. Nowy skład sędziowski wybrała, powołana tą samą ustawą Krajowa Rada Sądownictwa (KRS). SN zyskał, więc najwybitniejszych sędziów i profesorów prawa, którym poprzedni ustrój polityczny uniemożliwił taki awans. Wśród nich byli ludzie o szczególnej odwadze- działacze Solidarności w sądach. Z powodu dawnego składu SN ponownie znalazła się w tym sądzie niewielka grupka sędziów, głównie cywilistów, wobec których nie było zarzutów dotyczących ich wcześniejszego orzecznictwa. Sędziowie ci, ze względu na wiek, już odeszli z SN, a ich miejsce zajęli profesorowie i sędziowie z karierą po 1989 r., w tym absolwenci KUL. Wszyscy byli objęci lustracją i są nią nadal obejmowani, jeśli urodzili się przed 1973 r. Wszyscy sędziowie w Polsce zostali przed laty zlustrowani, tak jak prokuratorzy i adwokaci. (Strzembosz 2017). Profesor Strzembosz, w 2017 roku, niejako antycypował również intencje wprowadzonych obecnie przez PiS zmian i działanie  Prezesa Kaczyńskiego, który polecił wprowadzić w życie ustawę o obniżeniu wieku sęziów SN do 65. roku życia, co, jak opisałam powyżej, skutkuje usunięciem ich ze stanowisk. Dzięki temu, na wolnych stanowiskach, przy pomocy upolitycznionej KRS, zasiądą mierni ale wierni. Tu, jak zaznacza Strzembosz, wystarczy dziesięć lat pracy prawniczej. W ten sposób, czy się to komuś podoba czy nie, bliżej nam do standardów białoruskich, niż europejskich (mnie bardzo się to nie podoba!).
Bezprawie w Unii Europejskiej?
W 2004 roku, ponad trzynaście milionów Polaków wybrało Unię Europejską. To dla Polaków oznacza nie tylko prawa, ale także obowiązki- unia gospodarcza, polityczna i monetarna.  Polska, przez lata korzystała także z funduszy europejskich i swobodnego przepływu osób (obywateli), kapitału, towaru i usług. Wiedza o społeczeństwie z zakresu szkoły podstawowej, o której rządzący chyba jednak zapomnieli. A, może, ich zdaniem, nie potrzebujemy już Unii, tak jak przed laty? Fundusze nie płyną już przecież do Polski tak szerokim strumieniem. Otóż, jest w tym ziarno prawdy. Tyle, że negocjować trzeba umieć. Udawadnianie racji, których nie ma, legitymizowanie zmian nielegitymizowalnych, nie zagwarantuje środków.  Nade wszystko, trzeba przestrzegać prawa i tworzyć demokratyczne ustawy we własnym Kraju. Tymczasem,w  negocjacjach z Komisją Europejską  reformatorzy, wprowadzając jedynie drobne zmiany w ustawie, starają się stworzyć wrażenie rozwiązywania, a nawet wycofywania się z zapisów, prowadzących do upolitycznienia sądów. W praktyce,  jednak zmiany w obszarze skargi nadzwyczajnej i wyboru sędziów- asesorów, mają charakter kosmetyczny i w sposób oczywisty nie zadowalają Komisji (por. /komunikat-122018kolejne-zmiany-w-ustawach-o-sadach-kolejna-czesc-pozorowanego-dialogu.pdf.) Wtrącają się w nasze sprawy? Tyle, że Traktat o Unii Europejskiej wspomina i wymienia wartości wspólne wszystkim Państwom Unii. W normalnych warunkach oczywistym jest, że jedną z tych wartości jest wolność obywateli, którą gwarantują, między innymi wolne sądy. Trójpodział władzy powinien być fundamentalną zasadą, której bronią wszyscy Polacy, bez względu na sympatie polityczne. Czy to jeszcze możliwe?
Podziękowania:
Panu Profesorowi Marcinowi Matczakowi i Klubowi Swobodnej Myśli, dziękuję za spotkanie, rozmowę i informacje, które w dużej mierze przyczyniły się do powstania tego tekstu.
Źródła:
1, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997.
2. http://www.rp.pl/Rzecz-o-prawie/303209919-Sad-Najwyzszy-nie-jest-spuscizna-PRL—oswiadczenie-prof-Adama-Strzembosza-w-reakcji-na-wypowiedz-Jaroslawa-Kaczynskiego.html
3. http://www.rp.pl/Sady-i-prokuratura/312239989-Aneta-Lazarska-Nienadzwyczajna-ta-skarga-nadzwyczajna.html?gclid=EAIaIQobChMIwpSZw-KR3AIV2prVCh16SQjKEAAYASAAEgIJhvD_BwE
4. http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1121397,skarga-nadzwyczajna-dla-prokuratora-generalnego-i-rpo-w-noweli-ustawy-o-sn.html
5, http://www.sn.pl/aktualnosci/SitePages/Wydarzenia.aspx?ItemSID=390-292d9931-9fa5-4b04-8516-5c932ff6bdf2&ListName=Wydarzenia
6. file:///C:/Users/User/Documents/R%C3%B3%C5%BCne/komunikat-122018kolejne-zmiany-w-ustawach-o-sadach-kolejna-czesc-pozorowanego-dialogu.pdf

Prawda na pierwszy rzut oka?

Upływający czas, natłok codziennych zajęć,  zmęczenie, medialny szum, ale też intelektualne lenistwo i lęk przed prawdą, sprawiają, że coraz częściej ta ostatnia umyka. Czy współczesny człowiek poszukuje jeszcze prawdy? A może wystarczją mu jedynie zasłyszane na dany temat opinie?  Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie to, że wiele z  nich, zdecydowanie od prawdy odbiega.

Często zastanawiam się, jak to możliwe, że  część informacji, które słyszę z ust polityków, niektórych dziennikarzy, czy niestety także niektórych ludzi Kościoła, tak bardzo daleka jest  od prawdy.  Kilka dni temu, zdałam sobie sprawę, jak poważny jest to problem. Zwłaszcza, gdy sprawa dotyczy kwestii istotnych dla ustroju Państwa, czy- jak w tym wypadku- dla Kościoła: Adhortacji posynodalnej Amoris Laetitia. Temat nie jest nowy. 19 września 2016 roku, kardynałowie: Walter Brandmüller, Raymond Burke, Carlo Caffarra i Joachim Meisner , zwrócili się do Papieża Franciszka , prosząc o wyjaśnienie niektórych zapisów adhortacji.  Chodziło o kwestie, budzące troskę i niepokój nie tylko wśród części wiernych, ale także wśród duchownych. Kardynałowie oczekiwali jasnej odpowiedzi na pięć, tak zwanych dubio (wątpliwości) , przedłożonych zarówno Papieżowi, jak i Kongregacji Nauki i Wiary, które miały zakończyć spory, dotyczące papieskiego dokumentu. Pierwsza, moim zdaniem główna  wątpliwość dotyczyła dopuszczenia do Komunii Świętej  osób rozwiedzionych, żyjących w związkach niesakramentalnych. Przyznam, że mnie, jako katoliczkę ta kwestia również mocno zastanowiła. Zwłaszcza, że wiele rozmów, jakie prowadziłam na ten temat z różnymi ludźmi, bedącymi świadomymi członkami Kościoła Powszechnego, kończyło się nic nierozstrzygającym, jałowym sporem. Dopiero dzięki kolejnej rozmowie stało się jasne, że wszyscy coś  na ten temat wiemy- czytamy artykuły,opinie, ale praktycznie nikt z nas nie zadał sobie trudu, by przeczytać Amoris Laetitia. Byłam tak zszokowana, że postanowiłam tę adhortację przeczytać w całości. Dowiedziałam się   o służbie, towarzyszeniu i wsparciu dla narzeczonych, małżonków i całych rodzin. O tym, że młodzi małżonkowie nie mogą być pozostawieni sami sobie. Potrzebują duszpasterzy i innych, doświadczonych małżonków, służacych radą i pomocą.  W sytuacjach rodzącego się konfliktu, gdy nie potrafią sobie z nim poradzić, młodzi nie mogą być sami.  Ale w adhortacji przeczytałam  także, a może przede wszystkim- o miłosierdziu. To jest droga dla każdego wierzącego.  Miłosierdzia uczył Chrystus. Nadal uczy. Próżno mi było szukać w adhortacji zapisu o Komunii Świętej dla rozwiedzionych. Znalazłam za to inny zapis: W związku z tym duszpasterz nie może czuć się zadowolony, stosując jedynie prawa moralne wobec osób żyjących w sytuacjach „nieregularnych”, jakby były kamieniami, które rzuca się w życie osób. Tak jest w przypadku zamkniętych serc, które często chowają się nawet za nauczaniem Kościoła, aby „zasiąść na katedrze Mojżesza i sądzić, czasami z poczuciem wyższości i powierzchownie, trudne przypadki i zranione rodziny” (Amoris Laetitia pkt 305). Jest oczywiste, że w przypadku jakichkolwiek niejasności, należy sięgać do Źródła:  Jezus usłyszał to i rzekł do nich: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”(Mk 2,17). Tylko chory szuka pomocy lekarza. Podobnie, jak grzesznik szuka  wsparcia w Kościele.
Konferencja Episkopatu Polski (KEP) – 8 czerwca  przyjęła Wytyczne pastoralne do adhortacji Amoris Laetitia . Biskupi zwracają, między innymi uwagę, że Papież zachęca, aby osoby, które się rozwiodły i zawarły ponowny związek cywilny, były bardziej włączane we wspólnoty chrześcijańskie na różne możliwe sposoby, zważając jednak na to, aby nie powodować zgorszenia (za: https://ekai.pl/ . Kolejne dubio dotyczyło aktualności encykliki Jana Pawła II- Veritatis Splendor, w kontekście zapisów adhortacji. Kocham i szanuję mój Kościół, dlatego nie będę komentować pytań, które zakładają błąd i „winę”Papieża Franciszka. Zwłaszcza, że to pytanie- podobnie, jak trzy pozostałe, dotyczące odpowiedzialności cudzołożnika, grzechu nawykowego i kwestii sumienia,   mają się nijak do treści adhortacji.  Smutne. Dla mnie bolesne. Kwestia niezrozumienia? Jeśli tak, to jak organizować duszpasterstwo i towarzyszenie, o które prosi Papież? Bez umiejętności zrozumienia sedna sprawy, umiejętności rozmowy i aktywnego słuchania, opartego na MIŁOSIERDZIU I SZACUNKU, to niemożliwe.  Papież na dubio nie odpowiedział. Nie mógł. Ma w sobie pokorę i wie, że milczenie jest, w takiej sytuacji złotem.  Dobrze, by pamiętali o tym także polscy katolicy,  zwłaszcza ci, którzy krytykują Franciszka, zarzucając odstępstwa. Pokora i posłuszeństwo Kościołowi wynikają z wiary. Ale, jak pisał Jan Paweł II :Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. (Jan Paweł II, Encyklika Fides et ratio). Docieranie do faktów , nie może zatem polegać tylko na wyszukiwaniu i przetwarzaniu cudzych opinii.  To  nie tylko ogranicza samodzielne myślenie. Może wprowadzić w błąd, oszukać rozum i zmysły. Wprowadza zamęt.   Prawdę można odkryć tylko, gdy dotrze się do źródła. To tak, jakby Czytelnik zastanawiał się, czy na zamieszczonym powyżej zdjęciu prawdziwe są truskawki czy czereśnie.  Może, w razie wątpliwości, trzeba sięgnąć do źródła  i zapytać  Autora.
Źródła:
Posynodalna Adhortacja Apostolska Amoris Laetitia Ojca Świętego Franciszka do Biskupów, do Kapłanów i Diakonów, do Osób Konsekrowanych, do Małzonków Chrześcijańskich i do Wszystkich Wiernych Swieckich O miłości w rodzinie.
biblia.deon.pl
deon.pl
ekai.pl
pch24.pl
stowarzyszeniefidesetratio.pl

Marchewkowe pole, kotara, epidemia i nietykalność cielesna

Trzydziesty dziewiąty dzień protestu osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. Szansy na porozumienie ciągle brak. Rząd z Protestującymi nie rozmawia, a ich determinacja nie maleje. Emocje sięgają zenitu, bo Protestującym ogranicza się prawa obywatelskie, odbiera godność i szacunek i ignoruje ich postulaty.

Kiedy we środę wieczorem wróciłam do domu i włączyłam telewizor, nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. W korytarzu sejmowym Straż Marszałkowska wykręcała ręce protestującym matkom. O, ile mi wiadomo, przynajmniej do tej pory strażnicy w Sejmie mieli funkcję reprezentacyjną. Przypominają mi się czasy, kiedy to wielokrotnie, bez żadnych problemów- jak każdy obywatel, z dowodem osobistym wchodziłam do gmachu Sejmu, by spotkać się z posłami różnych opcji politycznych. Dyskutowaliśmy o sytuacji osób niepełnosprawnych, ich potrzebach i ograniczeniach, o tym, co trzeba zmienić. Dziś niemiałabym z kim rozmawiać. Przerażają mnie komentarze niektórych posłów, zwłaszcza ze strony obozu rządzącego. Mówią o zagrożeniu epidemiologicznym, o żywych tarczach, patologicznych rodzicach, którym nie można dać pieniędzy do ręki… niektórym nawet smród w Sejmie przeszkadza. Proponuję otworzyć okna- dla dobra wszystkich! Na miłość Boską! Kto wreszcie odważy się powiedzieć głośno, że rząd łamie prawa człowieka, ogranicza wolność  obywatelską, prezentuje postawę pełną pogardy i jawnej kpiny. Marszałek Kuchciński próbuje oddzielić Protestujących od reszty społeczeństwa. Wiesza kotary, grodzi   barierkami. Zupełnie, jakby Sejm był prywatnym polem Marszałka , a nie Dobrem wspólnym Polaków.  Rząd rozmawia.  Ale nie o tym, o czym rozmawiać należy. Organizuje spotkania w Centrum Partnerstwa Społecznego Dialog. Odwraca uwagę społeczeństwa i znów próbuje podzielić środowisko osób niepełnosprawnych. Nic z tego!  Wczoraj brałam udział w IX. posiedzeniu Zespołu ds. Opracowania Rozwiązań w Zakresie Poprawy Syuacji Osób Niepełnosprawnych i Członków Ich Rodzin Poszłam tam, by pilnować  złotoustych Ministrów.  Bo sympatyczny uśmiech minister Raalskiej, czy Ministra Michałkiewicza, mnie nie wystarczy.  Merytoryki niewiele. Słowotwórstwa pod dostatkiem. Wystarczyło mi kilka minut, by zorientować się, że rząd gra na zwłokę i nie zrobi nic. Bo w Prawie polskim i europejskim nie ma kategorii osób całkowicie zależnych. Ale ministrowie mocno bronią swojej tezy o konieczności prawnego usankcjonowania właśnie tego terminu. Rząd nie interesuje, że to kolejny przykład etykietowania, stojący w sprzeczności z zapisami Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. A stąd prosty wniosek, że zmiany w orzecznictwie, jeśli nastąpią, będą wyłącznie pozorowane. Dostęp do rehabilitacji i specjalistów? Ministrowi Królowi przekazałam kopię mojego skierowania na rehabilitację, wraz z informacją przychodni, że skierowanie nie zostanie zrealizowane. Dlaczego?  To partia PiS, w trakcie swoich rządów, ograniczyła przychodniom finansowanie usług. Utrzymały się te placówki, które zaproponowały niższą stawkę za daną usługę i… wygrały konkurs. Mam tu na myśli , tak zwaną rehabilitację domową Praktyka? Rehabilitant z warszawskiego Mokotowa, który dojeżdża do domu pacjenta, mieszkającego na Gocławiu, wie, że w czas zabiegu, wlicza czas dojazdu… Kolejna rządowa fikcja.  W porządku obrad była także opieka wytchnieniowa. Tyle, że zapisy programu Za życiem, nie dotyczą osób dorosłych. Do rządzących nie od dziś mam pretensję o brak kompetencji. Ale mam też pretensję do Kolegów Dziennikarzy. Z telewizji dowiedziałam się, że pod drzwiami sali, w której były obrady stali urzędnicy, niewpuszczający dziennikarzy do środka.  Pan redktor Knapik z TVN 24, wspomniał, że rząd rozmawia z innymi niepełnosprawnymi,  nie tymi w Sejmie. Podział gotowy. Ale, po obradach, gdy wychodziłam, mijałam dwie kamery i ekipy czekające, bez emocji na jakiekolwiek poruszenie. Byłam z Mamą. Nikt na nas nawet nie spojrzał, o nic nie zapytał.  O co tu chodzi?
Różne są opinie na temat protestu i samych Protestujących. Ja, wiem jedno: Ci Ludzie zrobili wiele(choć nie ze wszystkimi się zgadzam), protest popieram, bo życie osób niepełnosprawnych i ich rodzin jest trudniejsze i droższe, niż życie sprawnych i zdrowych obywateli. Myślę, że teraz nie chodzi tylko o pieniądze (rząd nie zrealizował nic-  pomoc rzeczowa, to indywidualne potrzeby, które może, wraz z pacjentem- określać lekarz, a nie jakikolwiek minister,  na papierze), a o deptaną w Sejmie godność . Pozostaje nie tracić ufności, że ktoś w końcu zrozumie, że eskalowanie emocji zdesperowanych rodziców, nie doprowadzi do niczego dobrego. Należy się zatrzymać. Póki jeszcze można.

Konstytucja i dumne barwy biało-czerwone

Długi majowy weekend. Czas odpoczynku i biesiadowania przy wspólnym stole z rodziną i przyjaciółmi. Ale, czy między upieczoną na grillu karkówką lub kaszanką, Polacy pamiętają jeszcze o ważnych dla nas wszystkich datach? Czy historia stanowi dla nas odległą przeszłość, czy też potrafimy wyciagać z niej wnioski, chroniąc dziedzictwo, jakie zostawiły nam poprzednie pokolenia?

Czy przywiązujemy jeszcze wagę do narodowych symboli, jak flaga czy godło? A, może problem wielu Polaków polega na tym, że czczą symbole, zupełnie nie znając historii swojego Kraju. Tymczasem, w historii Polski są wydarzenia wzniosłe, dające powody do ogromnej radości i dumy. Nie brakuje także tych trudnych i bolesnych, o których -zwłaszcza ostatnio-pewne grupy mówią nader niechętnie. Jednak, pozwolę tu sobie na stwierdzenie, że największym zagrożeniem dla Polaków jest nieumiejętność wykorzystywania sprzyjających okoliczności. Z tym wiąże się także często brak strategii działania, pewnego politycznego sprytu i przewidywania skutków zdarzeń oraz konsekwencji podejmowanych działań. Niefrasobliwość władców, prywata spiskujących, nierozumnych sprzedawczyków, nie raz były przyczyną zguby Polaków. Nie inaczej  było w maju 1791 roku, kiedy to- ku przerażeniu Katarzyny II- Sejm Wielki uchwalił w Polsce Konstytucję 3 maja, która całkowicie zmieniła ustrój polityczny ówczesnej Rzeczypospolitej. Zlikwidowano bowiem wolną elekcję, wzmacniając jednocześnie władzę wykonawczą. Stanisław August nie brał pod uwagę kolejnego rozbioru Polski; był wręcz przekonany, że Rosja go nie dokona, ponieważ przyczyniłby się do wzmocnienia Prus. Tymczasem, sytuacja  na dworze carycy Katarzyny, a ściślej rzecz ujmując- jej romanse zdawały się Polakom sprzyjać. Udało się ocalić Konstytucję i Polskę. Ale, Katarzyna odwlekała działania ze względu na priorytety. Bowiem, chwilowo ważniejsza niż sprawa polska i wielokrotnie urażona przez polskich posłów ambicja carycy, była dla niej wygrana z Turcją. To, między innymi nieznajomość mentalności i strategii przeciwnika, wspomniana niefrasobliwość i brak działań, zmierzających do stworzenia w Petersburgu stronnictwa, które mogłoby poprzeć niedawno uchwaloną Konstytucję, doprowadziły do wojny  i kolejnego rozbioru. Zawiodła dyplomacja i działania szpiegów. Nie podejrzewano, że Katarzyna zamierza zaatakować Polskę przy pomocy stu trzydziestu tysięcy żołnierzy. Przestano tworzyć armię, przez co Rzeczpospolita stała się łatwym łupem. Nie wiedziano także, że Potocki, Rzewuski, a także Branicki, stworzyli  akt konfederacji, wzywając carycę do interwencji zbrojnej na terenach Polski. Zignorowano także fakt, że Rosja podpisała pokój z Turcją, a król Stanisław August dopiero w grudniu 1791 wysłał do Katarzyny depeszę, w której informował o uchwaleniu Konstytucji. Potraktowała to bardzo osobiście- jak obelgę. 18 maja 1792 roku, rosyjska armia wkroczyła na ziemie Rzeczypospolitej.  To tylko krótki rys wydarzeń, które powinien znać każdy Polak. A, dziś? Czy we współczesnej Polsce możemy doszukiwać się analogii do pewnych wydarzeń? Moim zdaniem, tak. Cały obóz rządzący przekonuje o słuszności dokonywanych przez siebie zmiam. Także w obecnej Konstytucji. Popieram. Tyle, że zmiana ustroju Państwa, jakiej dokonano, likwidując między innymi trójpodział władzy- fundament demokracji, przekazując tę władzę w ręce polityków i jednego człowieka- prokuratora generalnego , a zarazem ministra sprawiedliwości, powinna dokonać się w oparciu o wciąż obowiązującą Konstytucję. Bo, póki co- jest to jedyna, choć niedoskonała Ustawa Zasadnicza w naszym Kraju. Problem w tym, że obecna Konstytucja takich „zmian” nie przewiduje. Jeśli, jednak rządzący mieli inne zdanie, najpierw winni byli zmienić samą Konstytucję. Pytanie, jakie szanse ma przed – siłą rzeczy-upartyjnionym sądem, „zwykły” obywatel?   Podobnie rzecz się ma z proponowanym przez Prezydenta referendum. W naszej tradycji głosujemy „za” lub „przeciw”w odniesieniu do konkretnej, istniejącej wersji, poddanego pod głosowanie Aktu. Nie da się go ocenić zaocznie lub, co gorsza-wybiórczo.
Dalszych analogii, osobiście doszukuję się także w niezrozumiałej dla mnie wrogości wobec Unii Europejskiej. Pamiętam, że, gdy wiele lat temu, tuż po studiach, zaczęłam pracę zawodową, współpracowałam, między innymi z ówczesnym Urzędem Komitetu Integracji Europejskiej. Polska nie była jeszcze Członkiem Unii, a ja – jako młody pedagog specjalny, przygotowywałam dla instytucji, w której pracowałam- dokumenty, prezentacje, pisałam artykuły, jeździłam na konferencje w Kraju i za granicą. Byłam dumna, że uczestniczę w szeroko pojętym procesie legislacyjnym, który sprawiał, że polskie prawo było coraz bardziej dostępne dla Obywatela- także tego z niepełnosprawnością. Minęły lata. W tym czasie wielokrotnie powtarzałam, że sporo trzeba zmienić, poprawić, ale nigdy bym nie pomyślała, że „dane mi będzie” obserwować pewien chaos, nawet regres w dostępie dzieci niepełnosprawnych do edukacji, utrudnienia w dostępie do rehabilitacji, którą rządzący rozpatrują wyłącznie w aspekcie medycznym.  Mogłabym jeszcze długo wymieniać. Wiem jedno: Zarówno nieprzemyślane i złe rozwiązania legislacyjne, jak i wrogie nastroje wobec Unii Europejskiej, której od czternastu lat jesteśmy Członkiem, czy brak inwestycji, przeznaczonych na obronność- to zagrożenie dla suwerenności i bezpieczeństwa naszego Państwa. Warto wyciągać wnioski z historii. 
Źródło:
http://www.newsweek.pl/wiedza/historia/konstytucja-3-maja–co-poszlo-nie-tak,76313,1,1.html

Z perspektywy żelowego misia

Na początku lat 80. XX w. byłam małą dziewczynką. Codzienność była trudna. Stan wojenny, czołgi na ulicach, godzina policyjna, prawie puste półki w sklepach i kartki- nie tylko na żywność. Pamiętam wiele.  Zwłaszcza zmagania moich rodziców, spotkania z rówieśnikami i chwile, gdy z siostrą dzieliłyśmy między sobą bezcenne słodycze. 

W naszym domu często panowała niezwykła atmosfera. Nie wszystko rozumiałam, ale wyczuwałam coś podniosłego.  Mój tata- historyk i publicysta, a zarazem pułkownik Wojska Polskiego- z powodu przekonań w latach 70. oddał legitymację partyjną. Łatwo nie było. Pisał prawdę, między innymi o  agresji sowieckiej na Polskę oraz zbrodni katyńskiej.  Wiele tekstów publikował pod pseudonimem, obnażając absurd i obłudę przyjaźni polsko-radzieckiej. Mama- dzielnie wspierała tatę- również wtedy, gdy wzywany był do Głównego Zarządu Politycznego (GZP), a ona, zmagając się ze strachem- zanosiła mu lekarstwa na serce. Ale mama robiła znacznie więcej. Pomagała innym rodzicom, którzy mieli dzieci z niepełnosprawnością ruchową, taką jak moja. W roku 1979 założyła Koło  Pomocy Dzieciom o Niepełnej Sprawności Ruchowej, przy Towarzystwie Przyjaciół Dzieci (TPD), które kilka lat później przekształciło się w Krajowy Komitet. I tak- z grupą  innych operatywnych i walecznych rodziców, miała odwagę pukać do drzwi ministrów, urzędów, dyrektorów fabryk, a także do nie tak licznych wówczas prywatnych przedsiębiorców. To wtedy powstała legitymacja dziecka niepełnosprawnego (moja miała nr 1.), uprawniająca do darmowych przejazdów komunikacją miejską, wraz z opiekunem. Pamiętam fantastyczne imprezy okolicznościowe, organizowane w klubie na Osiedlu Inflancka. Bawiliśmy się z naszym sprawnym rodzeństwem i innymi dziećmi z osiedla. Nikt nie koncentroiwał się na inności. Dla nas było to naturalne.  Dziś mówi się o integracji społecznej, wtedy wszystkich, którzy mieli jakiekolwiek ograniczenia częściej określano mianem kaleki, przez co większą karierę robiło słowo izolacja.  Na tych spotkaniach było zawsze ogromnie dużo radości. Szczególnie w Święta Bożego Narodzenia, gdy  charytatywnie występowali artystyści, były dyskoteki, a dzieci dostawały prezenty przekazane w darze od rodzin z zagranicy. To było niezwykłe. Najbardziej czekałam na żelowe misie i batoniki czekoladowe, które dziś można kupić prawie w każdym sklepie. Wracałyśmy z siostrą do domu i wszystkie słodkie zdobycze rozkładałyśmy z zachwytem na dywanie, podziwiając kolorowe opakowania.  Podział nie zawsze był sprawiedliwy. Czasem wygrywało prawo sprytniejszego. I tak, któregoś dnia, korzystając z nieuwagi mojej siostry, zjadłam jej porcję miśków. W akcie dziecięcej rozpaczy, nazwała mnie wstrętnym misiojadem.
Do żelowych misiów ( i nie tylko) mam słabość do dziś. Po latach zrozumiałam jednak, że  spotkania z rówieśnikami pomogły mi radośnie przeżywać dzieciństwo- mimo trudności, a czasem bólu fizycznego, jaki przynosiła niepełnosprawność.
Dziś żyję w zupełnie innej rzeczywistości, innym Kraju. Zmieniła się mentalność- inaczej postrzega się osoby z niepełnosprawnością, a integracja nie jest już fikcją. Jednak, mimo wielu pozytywnych zmian, wciąż czuję się tak, jakby zamiast praw i należnego szacunku-proponowano mi żelowego misia. Na osłodzenie życia i odwrócenie uwagi od tego, co ważne, trudne. Doświadczam dyskryminacji, czuję się wykluczana.  Mam wrażenie, że ten problem przybiera na sile. Konkrety? Byłam niedawno u lekarza- ginekologa na rutrynowej wizycie kontrolnej. Powinnam dodać, że wizytę umawiałam telefonicznie, w jednej z warszawskich przychodni, w której od lat jestem pacjentką. Zapytałam , czy w gabinecie jest automatycznie opuszczany fotel i poprosiłam, by zaznaczono, że potrzebuję pomocy położnej. Zapewniono mnie, że jest odpowiedni fotel, a położna na pewno nie odmówi pomocy. W dniu wizyty, czekając na swoją kolej, dowiedziałam się, że jest ponad półgodzinne opóźnienie. Czekałam nadal. Kiedy weszłam do gabinetu, poprosiłam położną o pomoc w rozwiązaniu butów i podaniu ręki przy wchodzeniu na fotel. Usłyszałam krótkie – Ja mam teraz śniadanie! Kiedy ośmieliłam się zwrócić do lekarza i powiedzieć także o opóźnieniu (miałam wyznaczoną inną wizytę w tej samej przychodni, a czas nie stał w miejscu), usłyszałam, że powinnam być z opiekunem. Spokojnie, ale stanowczo zaprotestowałam. Mieszkam sama, prowadzę dom, pracuję zawodowo. Potrzebuję czasem niewielkiego wsparcia w codziennych czynnościach. Ale nie mam opiekuna. To powinna być i jest wyłącznie moja decyzja. Zaprotestowałam, bo jestem, jak inne pacjentki- mam prawa. I podczas wizyty lekarskiej  oczekuję pomocy. Zwłaszcza, że pani doktor była bardzo zdziwiona, że zamiast pończoch mam rajstopy, bo to bardzo opóźnia, a przecież sama narzekałam na opóźnienia. Trudno mi było uwierzyć w to, co usłyszałam, więc zapytałam tylko, czy aby na pewno, przy  kilkustopniowym mrozie powinnam zakładać pończochy. Odpowiedzi nie usłyszałam.
Wielokrotnie, pracując jako pedagog, czy nauczyciel akademicki, zwracałam uwagę na prawa i obowiązki osób niepełnosprawnych. Wielokrotnie pisałam też, że bariery są przede wszystkim w ludzkim umyśle.  W maju  2017 roku byłam jednym z  ekspertów rządowego Programu Za życiem.  W mediach było o nim głośno, ale  gdy dziś spotykam się z organizacjami rodziców  osób niepełnosprawnych, mało kto słyszał, choćby o  opiece wytchnieniowej- jednym z ważniejszych założeń Programu. Miało ono ulżyć w opiece nad dzieckiem lub dorosłą osobą niepełnosprawną, w chwili gdy  rodzic lub opiekun nie może jej sprawować, na przykład na skutek zdarzeń losowych. 120 godzin rocznie- nie ma się czym chwalić. Może stąd ta cisza. Kolejny żelowy miś? A przecież widać, jaki ma to związek z ptróbą zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych i protestami wielu rodziców dzieci niepełnosprawnych. Nie znam żadnej normalnie myślącej kobiety, która chciałaby dokonać aborcji. Ale znam wiele matek, które są zmęczone, bo niepełnosprawność dziecka, to nie tylko nieprzespane noce, ale często także patrzenie na cierpienie – nierzadko przy braku środków do życia i na rehabilitację, leki i możliwości odpoczynku. Wtedy rodzi się frustracja.  Ja też sprzeciwiam się aborcji. Jestem za życiem. Jednak mam świadomość, że narodziny, to dopiero początek.  W tym kontekście nie interesuje mnie też, czy ktoś używa określenia  osoba z niepełnosprawnością, czy po prostu niepełnosprawna. Mam dość  nieprzemyślanych zwrotów, które są  kalką językową, eufemizmów, które, jak żelowe misie próbują podkolorować i osłodzić codzienność, nie wnosząc realnych zmian. Irytują mnie programy, pisane z myślą o osobach niepełnosprawnych, finansowane, na przykład  z funduszy unijnych, a często nieuwzględniające rzeczywistych potrzeb beneficjentów. Irytuje mnie marnowanie gigantycznych pieniędzy w tym zakresie: Brak konsultacji ze środowiskiem, czy brak odpowiednich narzędzi,  by programy wdrożyć i realizować. Wydaje mi się to szczególnie istotne w kontekście coraz częśtszego narzekania i krytyki Unii Europejskiej. Mamy inną alternatywę? Jaką?  Jeśli nie chcemy Unii Europejskiej i jej pieniędzy, zwróćmy się do naszego Państwa. Może wśród zalewu wyborczych, populistycznych haseł- tak rządowych, jak i opozycyjnych, choć jedno doczeka się realizacji i poprawi jakość życia osób niepełnosprawnych i ich rodzin.  Bo inaczej, jeśli ktoś tak, jak ja lubi żelowe misie- w pewnym momencie poczuje zdecydowany przesyt i nudności.

Cisza

Współcześni ludzie żyją w coraz większym hałasie. Ruch uliczny, dzwoniące w torbach i plecakach telefony, głośna muzyka, reklamy. To tylko niektóre czynniki, skutecznie zagłuszające ciszę. Ciszę, której człowiek bardzo potrzebuje, i przed którą stara się uciec…w jeszcze większy hałas.

Mnóstwo spraw: praca, dom, dzieci, zakupy, niezapłacone  rachunki. A do tego jeszcze te codzienne korki na ulicach. I znów nie ma czasu.  Dzień podobny do dnia. W ciągłym biegu, z przekonaniem, że odpoczynek to luksus dla wybranych. W pośpiechu czytana gazeta. Rzadziej książka- na tę trzeba mieć przecież ten cenny czas. Tylko gdzie on się, właściwie podział? Skąd wziąć chwilę wytchnienia, refleksji, może nawet zadumy nad człowieczym losem? Jak odnaleźć  w sobie ciszę? Najpierw, trzeba zadać inne pytanie: Po co jej, w ogóle szukać? Mało kto przyzna, że ciągłe zatroskanie i niemal bezustanna gonitwa, to idealny pomysł na życie. Większość ludzi twierdzi, że odpoczynek jest bardzo ważnym elementem ich egzystencji. Znacznie gorzej z praktyką. Tymczasem, odpocznienie to nowy początek, nowa szansa, okazja do zebrania nowych sił. Ale, ów nowy początek bardzo często związany jest z ciszą. Ciszą, w której człowiek odkrywa samego siebie, swoje najgłebsze pragnienia, ale także ból i porażki, zepchnięte często w najskrytsze zakamarki własnej pamięci. Może właśnie dlatego wielu ludzi woli hałas, nie wiedząc, że cisza jest szansą na rozwój, na zmianę i nową rzeczywistość. Rzeczywistość, która rodzi się  dzięki stawaniu w prawdzie, prawdzie o sobie samym. Trzeba ogromnej odwagi i niemało pokory, by tę prawdę przyjąć: Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli  (J.8,31-32)- powiedział Jezus, który dwa tysiące lat temu umierał na krzyżu- wtedy znaku hańby i pogardy. Król Świata wziął na siebie nasze winy: On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu (2 Kor 5,21). Wzgardzony i wyszydzony przez ludzi. Grzechy ludzkośći, które Go przygniotły, sprawiły, że nawet przez Ojca czuł się opuszczony. Dramat Boga-Człowieka, który umiera w samotności. Przegrał? Przecież po Wielkim Piątku- czasie Męki i Śmierci Chrystusa, następuje cisza Wielkiej Soboty. Pan, Stwórca Wszechświata leży w grobie. To już koniec? Wystarczy na chwilę się zatrzymać, by w ciszy Grobu, także w swojej parafii,   człowiek  usłyszał odpowiedź:  JA JESTEM ZMARTWYCHWSTANIEM i ŻYCIEM. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. (J 11,25) 9. Jego Grób okazał się pusty, bo niewysłowiona Męka i Śmierć doprowadziły do radości Niedzieli Zmartwychwstania.
Święta Wielkiej Nocy, to coś więcej niż spotkanie przy zastawionym stole, czy czas weekendowych wyjazdów. Chrystus żyje! Właśnie w tym czasie przychodzi do każdego osobiście- z szansą na to, by  każdy patrzył na siebie i innych Jego oczami. Oczami, w których jest nieskończona miłość. Oddał życie.  To szansa na odrodzenie, na nowy początek: Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary.  Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu.  Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili (Hbr 4,14-16)

Świat jest pełen Boga i Jego niespodzianek!

Byłam niedawno w Lublinie. Kolega, który zgodził się mnie tam zawieźć, dołóżył starań, bym, mimo utrudnień na drogach dojechała na czas. Moja mama jechała na tylnym siedzeniu i dyskretnie zerkała na licznik. Ja, co jakiś czas zerkałam na zegarek. Dojechaliśmy punktualnie. 

Bóg jest przy mnie zawsze. Wspiera w każdym czasie.  Delikatny, z dyskretną obecnością, szanujący moją wolę.
Po dość trudnym, ale ważnym dla mnie spotkaniu, o które się modliłam, a którego efektów nie jestem w stanie przewidzieć- zupełnie niespodziewanie dostałam sms-a o treści : Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu. Zorientowałam się, że nie znam numeru telefonu, który wyświetlił się, gdy odebrałam wiadomość. Poczułam się tak, jakbym dostała sms-a z Nieba. Był dla mnie potwierdzeniem drogi, którą idę, obecności Boga i wezwaniem do zaufania. Ogarnęła mnie radość i ulga. Odetchnęłam i dopiero wtedy zobaczyłam piękno,otaczającej mnie architektury Lublina. Poszliśmy na krótki spacer. Wpadliśmy na pomysł, by jechać na obiad do Nałęczowa. Uwielbiam to miasto. Nawet, jeśli wiosną wciąż utrzymuje się zimowa aura.
Byliśmy głodni, zmarzliśmy. Obiad był pyszny, w jednej z moich ulubionych, nałęczowskich kawiarni Ewelina. Placki ziemniaczane z odrobiną łososia i śmietany. I rewelacyjna sałatka z serem pleśniowym, marynowaną gruszką, żurawiną, morelami i sosem musztardowo-miodowym.  Zadzwoniłam pod nieznany mi numer.  Okazało się, że to mój kolega. Podziękowałam mu za niezwykłą wiadomość. Nie mógł wiedzieć o moim spotkaniu. Ale Bóg wiedział. On pamięta o każdej obietnicy. Trzeba Mu tylko uwierzyć: W taki sam sposób Abraham uwierzył Bogu i to mu poczytano za sprawiedliwość. Zrozumiejcie zatem, że ci którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama (Gal 3,6-7).