Prosto skomplikowana historia

Polska na pół podzielona. Widać to na kazdym, niemal kroku. Podziału nie da się  ukryć także przy okazji obchodów wielkich wydarzeń. Powinny Polaków łączyć, ale dzielą. 40. rocznica porozumień sierpniowych i dwie, odrębne uroczystości. Jedna o godzinie 10.00, druga o 15.00. Obie w Gdańsku, dzieliła je od siebie niewielka odległość.

Wspólnota? Jedność? Solidarność? Na dwóch scenach. Przewodniczący „Solidarności” , Piotr Duda na obchodach rocznicowych, wspólnie z rządem. Idea Niezależnych, Samorządnych Związków Zawodowych wyparowała. https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,26255974,duda-i-morawiecki-na-obchodach-sierpnia-80-nawiazywali-do-bialorusi.htmlBezpardonowa krytyka konkurencji politycznej, zwłaszcza przy okazji tej rocznicy, odbiera prawo do powoływania się na spuściżnę „Solidarności”. „Wiadomości” TVP  zdobyły się dziś na „chwilę prawdy”, by – zaraz potem przypuścić atak na  Lecha Wałęsę- Andrzej Gwiazda oskarżał.https://www.tvp.info/49639258/porozumienia-sierpniowe-andrzej-gwiazda-opozycjonista-demokratyczny-w-prl-nie-mielismy-watpliwosci-ze-lech-walesa-jest-agentem-bezpieki-wieszwiecej Wałęsa wspominał dziś w wywiadzie dla TVN24 własne słowa, wypowiedziane czterdzieści lat temu: „Teraz niesiecie mnie na ramionach. Przyjdzie czas, że będziecie we mnie rzucać kamieniami”. Trudno odmówić intuicji.

Kompleksy, ksenofobia, homofobia, nacjonalizm, przyzwolenie na  propagowanie faszyzmu w miejscach publicznych, awantura o tablice z Postulatami Solidarności.https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Mija-termin-zwrotu-tablic-z-postulatami-Sierpnia-80-ECS-ich-nie-odda-n146553.html Czy,  Bohaterowie Panny „S”, zwłaszcza ci, próbujący tworzyć historię na nowo, pamiętają jeszcze, o co walczyli? Warto , jeszcze raz  przeczytać 21 postulatów. https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=POSTULATY_SOLIDARNO%C5%9ACI

„Solidarność”,była fenomenem także dlatego, że mimo różnic między inteligencją, a  stoczniowcami  i robotnikami, chciano się porozumieć i szukać tego, co wspólne- godność człowieka.http://teksty-zesmakiem.pl/o-godnosc/ Dziś, władza częściej walczy z obywatelem, niż dba o jego godność.  Warto, więcej energii poświęcić na propagowanie prawdy, a nie jedynie własnej wersji wydarzeń.  dla podtrzymania interesu politycznego. Łatwiej będzie przypomnieć sobie, że jeszcze niedawno, wspólne obchody  Sierpnia 80` opozycji z rządem, były możliwe. Tyle, że wtedy obecnie rządząca partia była w roli opozycji.

Opowieść o Przyjacielu

 

Coś przyniosło mnie do Niej na rękach. Musiałam być jeszcze mała, bo niewiele z tego pamiętam. Wiem, że cały czas płakałam, bo chciałam wrócić do mamy. Ona, chwyciła mnie delikatnie i mocno przytuliła.

Zaciekawił mnie Jej głos, bo kiedy zaczęła do mnie mówić, nie mogłam oderwać od Niej oczu. Dopiero, po jakimś czasie zrozumiałam, że przyniosło mnie jedno z tych większych i silniejszych, przynajmniej na pierwszy rzut mojego oka- stworzeń. Ale, jego głos mi się nie podobał. Skrzekliwy. Dostałam swoją miskę, posłanie i kuwetę. Oczywiście, dopiero później zrozumiałam, że są tu specjalnie dla mnie. Uczyłam się je wykorzystywać, bo początkowo myliłam posłanie z kuwetą. Ona, musiała je wyrzucić. Ja,  ku mojemu wielkiemu zadowoleniu odkryłam, że dzięki temu mogę spać z Nią. Najpierw układałam się na Jej nogach. Czasem Ją to chyba denerwowało, bo nie mogła się ruszyć.Ale, potem, kładłam się coraz bliżej i wtedy lepiej słyszałam głoś, który tak lubiłam. Przytulała mnie. Jednak, nie od razu to rozumiałam. Chciałam uciekać, kilka razy ugryzłam Ją w rękę. Krzyczała na mnie wtedy. Uciekałam, bo bałam się krzyku, wolałam, kiedy mówiła spokojnie. I… było mi też trochę głupio… co poradzę, jestem kotem. Czasem drapnę i , choć nie wszystkie koty gryzą te inne stworzenia, mnie się to zdarzało. Przyznaję. Obserwowałam ją wtedy z bezpiecznej odległości, czekając aż znów będzie spokojna. Ocierałam się o jej nogi  i siadałam tak, by mogła widzieć moje zielone oczy, Zawsze pomagało. Wtedy znów brała mnie na ręce albo na kolana…
Bardzo lubiłam miejsce, zwane „balkonem”. Gdy było ciepło, siedziałyśmy razem. Ona wypuszczała mnie zawsze rano, a ja wylegiwałam się na słońcu.. Co jakiś czas, sprawdzała, czy jestem. Kiedy mnie wołała, nie zawsze się odzywałam. Ale, zawsze pozwalałam się znaleźć. Bo, gdy byłam dużo mniejsza, wypadłam z balkonu. Jakieś stworzenie, dopiero po dwóch dniach odniosło mnie do niej. Bardzo się cieszyłam. Ona też. Miałam fajne, kocie życie. Kiedy zostawiała mnie samą, nie mogłam się doczekać kiedy wróci. Jak tylko się pojawiała, sama wskakiwałam jej na kolana, a potem na ręce. Czasem wymykałam się na coś, co nazywa się schodami. Długo mnie potem musiała wołać. Nie wracałam, bo choć trochę się bałam, ciekawość była silniejsza. Albo, wdrapywałam się po oparciu fotela i siadałam Jej na ramieniu.  Nawet wtedy, gdy mój piękny, puszysty ogon został przytrzaśnięty drzwiami. Bardzo bolało. Dopiero potem okazało się, że dzięki temu, Ona wezwała do mnie lekarza, a on powiedział, że przytrzaśnięty ogon uratował mi życie. Miałam, rzadki u kotów, czerniak w ogonie. Ogon mi obcięli. Ale, byłam szczęśliwa. Znowu z nią, w domu.

Miałam żyć trzy tygodnie. Potem, Ona nagle mi zniknęła i oddała do innych stworzeń. Było mi dobrze, ale bardzo tęskniłam… Przyszła. Nie zostawiła mnie. Tak czekałam. Nie mogłam przestać miauczeć z radości, a ona mocno mnie przytuliła i nie wiem, dlaczego, zaraz potem miałam mokrą sierść. Spałyśmy razem. Znów się przytuliłam.
Zapakowali mnie w różową torbę i długo w niej siedziałam. Nie lubiłam tej torby. Kiedy mnie wypuścili, znów Ją zobaczyłam. Znów radość. Zostałyśmy razem. Ale, balkonu nie było. To było inne, nowe miejsce. Ona często wychodziła, ale, na szczęście wracała. Czułam się gorzej, ale nie dawałam znać, bo ona chyba też miała gorsze dni. Byłam dla niej. Zaczepiałam, prowokowałam do zabawy i znów się przytulałam…
Kiedy, znów włożyła mnie do różowej torby, zasnęłam. Obudziłam się na moim ulubionym balkonie. Byłam szczęśliwa. Ale znów źle się czułam. Wezwała lekarza. Trwało to kilka dni. Potem jeździły ze mną na zastrzyki różne stworzenia. Jej było trudno. Po kilku dniach poczułam się lepiej. Ale, na krótko.
„Kiciunia”, znana też jako”Grappa” , odeszła po trzech latach i czterech miesiącach choroby. Myślę, że cierpiała tylko przez kilka ostatnich dni. Bardzo chciałam jej pomóc. Była moim kotem, kochanym łobuzem, którego brakuje mi, jak członka rodziny. Była ze mną jedenaście lat, także w Gdańsku.
 Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi wozić ją na leczenie, dziękuję weterynarzom, którzy przychodzili do domu.
Szczególnie, dziękuję Pani Monice Nowickiej z Inspektoratu Ochrony Zwierząt.https://rejestr.io/krs/682251/inspektorat-ochrony-zwierzat Dziś wiem, że zwierzęta też łączą ludziJ  Wiem, że liczy się miłość i każde, nawet kocie życie, ma ogromną wartość. Bo, jedynie na śmierć, nie mamy wpływu.
 Bogu, dziękuję, że prognozowane trzy tygodnie życia mojego „Szaraka”, zamienił na ponad trzy lata. Dziękuję, że miałam siłę robić wszystko, co do mnie należy, także dzięki Ludziom, których spotkałam.

 

Inspektorat Ochrony Zwierząt potrzebuje  Twojego wsparcia. Organizacja zajmuje się wszystkimi gatunkami zwierząt, prowadząc przede wszystkim działania interwencyjne, prewencyjne, w dalszej kolejności adopcyjne i edukacyjne.
Potrzebna miłość i życzliwa ludzka ręka. Jeżeli możesz dać trochę miejsca i opiekę – zgłoś się.
Dzwoń 507 317 444
Pisz: kontakt@inspektorat.org.pl

Kuchnia polska

Wybory  prezydenckie. W najbliższą niedzielę Polacy wrzucą swój głos do urn wyborczych. Część, podobnie, jak w pierwszej turze, zagłosuje korespondencyjnie.  Szanse obu Kandydatów- Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudy, niemal wyrównane. Na pewno?

Mateusz Morawiecki, wraz z Ministrami, prężnie i dzielnie wspiera kampanię urzędującego Prezydenta. Od  kilku tygodni, wręcz trudno oprzeć się wrażeniu, że rząd jest właściwie zbędny. Jadwiga Emilewicz przemawia z Jasnej Góry, w pełni zaangażowani są Marszałkowie Elżbieta Witek i Ryszard Terlecki. Pojawił się nawet, dawno niewidziany -Marek Kuchciński.  Gdyby coś się w kraju działo, Polacy mogą liczyć sami na siebie albo na cud i interwencję Opatrzności.

Premier, z całą skromnością prosi obecnych na wiecach wyborców, by uwagę skoncentrować na osobie Prezydenta i mocno protestuje, gdy tłum, zamiast „Andrzej”, skanduje „Mateusz”. Ludzie, lekko zdezorientowani, często po chwili ciszy, posłusznie wykonują prośbę. Konsternacja. No bo, jak nie dziękować Premierowi za „czeki” dla poszczególnych samorządów? Niektórym nie mieści się to w głowie. Okazuje się jednak, że można. Jacek Gursz, Burmistrz Chodzieży, w odpowiedzi na promesy, rozdawane przez Premiera w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, przygotował rachunek od mieszkańców. Ostatecznie, nie udało mu się wręczyć go Morawieckiemu osobiście, ale akcja ma już swoich zwolenników i naśladowców w  innych samorządach. https://chodziez.naszemiasto.pl/rachunek-dla-premiera-od-burmistrza-chodziezy-sa-juz/ar/c1-7797716

Nie od dziś, wiadomo, że partia rządząca ogranicza rolę samorządów, stawiając na „centralizację” Istotny wpływ na fatalną sytuację   samorządowych finansów, miała tak zwana „Piątka Kaczyńskiego”, pozwalająca obniżyć PIT, z osiemnastu do siedemnastu procent i wprowadzić PIT zerowy dla młodych- do dwudziestego szóstego roku życia.  Straty, jak mówią samorządowcy, są milionowe i „czeki” od Premiera na pewno ich nie pokryją. Zwłaszcza, że  Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych nie został jeszcze przez Sejm zatwierdzony. Trudno, w tej sytuacji oprzeć się wrażeniu, że Premier, nie tylko rozdaje „czeki” bez pokrycia, ale także czyni z nich narzędzie w kampanii wyborczej Andrzeja Dudy. Warto dodać, że duże, robiące wrażenie i przyciągające uwagę,  „czeki”, w niektórych miejscach rozdano dwukrotnie. Różniła je jedynie szata graficzna. Przykładem- Podlasie.https://natemat.pl/313919,gmina-suprasl-otrzymala-pomoc-od-rzadu-pis-dwa-razy-ten-sam-czek-na-3-mln

Niektórzy, mogą wobec tego stanu rzeczy mieć problem z odniesieniem się do zarzutów, kierowanych do Rafała Trzaskowskiego, stawianych jeszcze przed  pierwszą turą wyborów. Tymczasem, Prezydent Warszawy, podczas spotkań z wyborcami jest na urlopie.

Każde wybory, to niekwestionowane święto wolności i demokracji. Ale, czy „głos ludu” ma w naszym kraju jeszcze decydujące znaczenie? W obliczu niektórych wydarzeń i wypowiedzi, można mieć wątpliwości. Poważne. Znów brzmi głos nic nierobiącego sobie z dotychczasowych wezwań Episkopatu, Biskupa Jędraszewskiego, który na stronie internetowej Archidiecezji Krakowskiej, zamieszcza pismo, w którym wszystko jest jasne. Wzywa, by wybrać kandydata, „którego polityczny program jest bliski nauce społecznej Kościoła ze względu na obronę fundamentalnej wartości życia oraz tradycyjnie pojmowaną instytucję małżeństwa i rodziny, a także troskę o zagwarantowanie rodzicom prawa do wychowywanie ich dzieci”.http://”. https://diecezja.pl/aktualnosci/apel-abp-marka-jedraszewskiego-do-wiernych-archidiecezji-krakowskiej-o-wziecie-udzialu-w-wyborach-prezydenckich/

Zastanawiające. Jak, w tej sytuacji mówić jeszcze o pluralizmie Kościoła? Czy polski katolik ma teraz, bez cienia wątpliwości utożsamić wiarę z polityką?https://pl.aleteia.org/2018/03/03/pluralizm-wsrod-katolikow-tego-zadania-jeszcze-nie-odrobilismy/ Co na to Chrystus, który polecał oddać Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie? Okazuje się, jednak, że ten problem mają nie tylko wierni Kościoła Katolickiego. Oto, protestancki pastor, w jednym ze swych kazań, również nie pozostawia wierzącym wyborcom…wyboru. Choć, jak twierdzi, nie zajmuje się polityką.https://www.youtube.com/watch?v=Qw5sDDwiO20&feature=youtu.be&fbclid=IwAR1ACl2H9jKTviAV5Wt1d64PXfBIuaR6u7qI7b_uuYkCWbkQc3GOGwo-gqI

Wielu, wierzących katolików- wyborców PIS i Andrzeja Dudy twierdzi, że za wyborem Kandydata przemawiają fundamentalne wartości: Prawo do, życia, małżeństwo kobiety i mężczyzny oraz wsparcie socjalne, a głębiej- solidaryzm społeczny. Jakby zapomnieli, że sam Kościół mówi o rozdziale Państwa od Kościoła.http://teksty-zesmakiem.pl/2018/06/30/prawda-na-pierwszy-rzut-oka/ Jakby zapomnieli, że wybór Głowy Państwa, to nie to samo, co wybór Głowy Kościoła.

Prezydent musi być kompetentny, niezależny, uczciwy, musi przestrzegać prawa, w tym Konstytucji, musi szanować wszystkich obywateli. Nie może mijać się z prawdą.

https://oko.press/prawne-grzechy-andrzeja-dudy/

Przy okazji, może być wierzący.

Ból z lawendą w tle.

„Zabawa w chowanego”, to film, który poruszył mnie do głębi. Wstrząsająca historia kolejnych ofiar księdza- pedofila. Ale, wstrząsnęły mną także próby bezustannego ukrywania prawdy                    i sprawców przestępstw. Dopuszczają się tego ludzie Kościoła, we współpracy z organami Państwa.

Kiedy byłam dzieckiem, bardzo lubiłam bawić się z moimi rówieśnikami. Wolałam, jednak takie zabawy, które nie wymagały ode mnie zbyt wiele ruchu. Z tego też powodu, nie lubiłam zabawy w tak zwanego „Berka”, nie przepadałam za zabawami z piłką.                  Nie lubiłam też zabawy „W chowanego”, do momentu, gdy nie odkryłam, że, jak dobrze się schowam, to mogę długo siedzieć w jednym miejscu, zanim znajdą mnie inne dzieci. Taka mała strategia. Dziś, z perspektywy dorosłego człowieka wiem, że strategia ukrywania się, ukrywania prawdy lub zamiatania problemu pod dywan, nie ma nic wspólnego z zabawą. Choć, również wiąze się ze strategią.
Film Braci Sekielskich-„Zabawa w Chowanego”https://www.youtube.com/watch?v=T0ym5kPf3Vc mocną mną wstrząsnął. Robiłam przerwy w oglądaniu. Myślę, że nie jestem jedyną, którą targały emocje. Tragedia dzieci, która stała się tragedią młodych mężczyzn. Mogłabym, jako pedagog, zacząć tu pisać o tym, jak ogromną traumę przeżywa regularnie gwałcone dziecko. Dziecko, które z tą traumą wchodzi w dorosłość, niosąc ją przez całe życie. Zwłaszcza, że prywatnie i zawodowo miałam kontakt z dorosłymi, zgwałconymi w dzieciństwie. Często,  jest to nie tylko kwestia bolesnej pamięci, ale także nieodwracalnego, emocjonalnego spustoszenia, uniemożliwiającego normalne życie. Komentarze i opinie, zostawię, jednak psychologom.  Bo, obrzydliwe przekonanie o własnej bezkarności, bierność dążenie do ukrywania prawdty, wstrząsnęly mną równie mocno, jak historia ofiar. Biskup, któremu prokuratura wydaje akta sprawy księdza- pedofila. Tylko po to, by sprawę dalej tuszował.https://polskatimes.pl/zabawa-w-chowanego-nowy-film-braci-sekielskich-prymas-polski-zawiadamia-stolice-apostolska-komentarze/ar/c1-14974208 Prymas Polski, Wojciech Polak, powiedział: :”Film „Zabawa w chowanego”, który obejrzałem pokazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów. Mam na myśli sposób traktowania pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli nie wypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne”. Zawiadamia Stolicę Apostolską, dzwoni do ofiar, proponując konkretne wsparcie.  Tak być powinno. Pytam, jednak, co wyniknie z tych działań na dłuższą metę? Jak, Kościół zamierza się oczyścić i zadośćuczynić wszystkim ofiarom księży – pedofilów, skoro wciąż stara się ukrywać fakty? Kiedy, wreszcie, zachowa się, jak Chrystus, który brzydząc się grzechem, nigdy nie odrzucił człowieka? Nie przekonują mnie słowa Prymasa Polski. Chyba po raz pierwszy, odkąd pamiętam. Jestem katoliczką i kocham mój Kościół,bo zbudował Go Jezus. Ale, Pan budował na prawdzie, nie na okrągłych stwierdzeniach. Co, w sprawie pedofilii w Kościele zmieniło się przez rok, od czasu premiery „Tylko nie mów nikomu”https://www.youtube.com/watch?v=T0ym5kPf3Vc„Ścigamy sprawców, również po to, by stanąć po stronie dobrych księży”- mówi Prymas. Ja, myślałam, że akcenty Kościół inaczej rozkłada. Bo, chciałabym usłyszeć, że ścigamy sprawców przede wszystkim po to, by stanąć po stronie ofiar.
Od dawna nie podoba mi się niebezpieczny związek Kościoła z prokuraturą. Także Kościoła z całą partią rządzącą. To kolejny dowód na to, jak potrzebny jest rozdział Państwa od Kościoła. I kolejny dowód na ohydę PIS-u, które, jak żadna inna partia wczweśniej, nie uwypukliło tej potrzeby tak mocno. Nie przekonują mnie piękne słowa o uczciwych księżach, tych z powołaniem. Znam ich sporo. Dzięki Bogu! Ale, ofiary miały mniej szczęścia i nie wszyscy mają w sobie tyle wiary, ile jeden z gwałconych braci, a zarazem, jeden z bohaterów filmu. Dziś 18 maja -100. rocznica urodzin Jana Pawłą II, którego kocham, jak Kościół, choć liczę się z tym, że on także wiedział o pedofilii w swoim otoczeniu, o lawendowej mafii,https://film.wp.pl/lawendowa-mafia-zabawa-w-chowanego-homolobby-sekielski-6511129436702849a ,która wszelkie obrzydlistwa skrzętnie ukrywa. Czy  Papież -Polak  zdawał sobie sprawę ze skali problemu. Myślę, że nie. Możliwe, że wiele, także  przed nim, ukrywano.  Co, nie zmniejsza skali zła. Brak działań, zmierzających do oczyszcenia definitywnego, próba odwracania wzroku, zamykania uszu, tuszowania spraw i odmawiania odszkodowań ofiarom, położy się cieniem na Kościele na długie lata. Trzeba też pamiętać, że poza sądem ludzkim, istnieje także ten Boży.

Teoretycznie, Państwo prawa

„To, jak państwo radzi sobie z teoretycznie” najsłabszymi ogniwami , jest papierkiem lakmusowym naszej wielkości jako wspólnoty.  Ale, także naszego realnego patriotyzmu.”

Rozmowa z Łukaszem Krasoniem – doradcą Szymona Hołowni ds. osób z niepełnosprawnością. Prywatnie, szczęśliwy mąż i ojciec, społecznik oraz mówca motywacyjny .
Laura Jurga: Sytuacja polityczna w Polsce jest bardzo dynamiczna. „Wybory są nieważne, bo się nie odbyły.”                     Co Pan na to? Co na ten temat myśli kandydat na urząd prezydenta RP, Szymon Hołownia?
Łukasz Krasoń: Rzeczywiście, sytuacja w Polsce jest dynamiczna, jednak jeszcze bardziej, jest absurdalna.                            W teorii, jesteśmy państwem prawa, w praktyce władza ma to gdzieś. Kolejne ustawy i rozporządzenia łamią Konstytucję i zasady jakiegokolwiek poszanowania. Myślę, że dla ludzi spoza naszego „piekiełka” to bardzo przykry obrazek. Szymon Hołownia, od początku wybuchu pandemii koronawirusa nawoływał do oparcia się o najważniejszą umowę społeczną czyli Konstytucję. Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej (który de facto jest od dawna) oraz konstytucyjne przesunięcie daty wyborów – poukładałoby nasze sprawy. Niestety ,jak wiemy to, co najlepsze dla Polski      i jej obywateli, nie zawsze jest tożsame z tym, co jest najlepsze dla partii i jej członków.
Mimo chaosu wokół wyborów korespondencyjnych, ich niezgodności z Konstytucją i zasadami państwa demokratycznego, Szymon Hołownia nie zamierzał rezygnować z kandydowania…
Chęć walki i przeciwstawienia się ohydnym zagrywkom PiS, to coś czym Szymon zaimponował mi szczególnie. Rozumiem, że prawo jest łamane, a standardy demokratyczne pozostawione zostały daleko w tyle, jednak warto spojrzeć na szeroką perspektywę. A, ta pokazuje, że albo zaciśniemy zęby i przy najczystszej intencji wywrócimy ten bandycko nakryty stolik, dzięki czemu będziemy mogli wrócić na właściwe tory. Albo odpuścimy walkę i ostatecznie pozbędziemy się jakiejkolwiek przyszłości. Może zabrzmi to górnolotne, ale biorąc pełną odpowiedzialność za to co się teraz dzieje (i co zdarzy się przy naszej bierności), mamy tylko jedno patriotyczne i obywatelskie wyjście – walczyć.
Prawie nikt nie był przygotowany na epidemię. Przyszła znienacka. Ale, każdy musi sobie jakoś radzić w trudnych realiach. Świat zwolnił. Wielu pozostaje w domach, w niemal całkowitej izolacji. Niewiele mówi się o tym, jak , w tej izolacji radzą sobie  osoby niepełnosprawne. Czy ,  do sztabu Szymona Hołowni trafiają prośby o pomoc od tej grupy? Jakie  działania są najbardziej potrzebne?
Uruchomiliśmy specjalną przestrzeń, poprzez którą ludzie mogą zgłaszać swoje prośby oraz dzielić się trudami swojego aktualnego życia. Wiele z tych relacji przychodzi od osób z niepełnosprawnością i ich rodzin. Pół żartem, pół serio- to duża część społeczeństwa może odczuć dzisiaj to, co czują na co dzień osoby z niepełnosprawnością. Mam tu na myśli długotrwałą izolację i ograniczone formy aktywności. Odsuwając żarty na bok, ukazuje się przed nami, niestety  obraz tragiczny. Osoby, korzystające do tej pory z usług opiekuńczych w domu, w tym momencie- z powodu koronawirusa zostały tej opieki pozbawione. Brak zapewnionej ochrony osobistej opiekunom i fizjoterapeutom doprowadził do masowych urlopów w branży. Ludzie najbardziej potrzebujący zostali z dnia na dzień pozbawieni podstawowej opieki. Dociera do nas dużo takich wiadomości. Poruszałem ten temat także na moim fb (link https://www.facebook.com/100001038710449/posts/3160255440685715) Pomagamy, jak możemy. Nasi wolontariusze (których jest już blisko 10tys) starają się  wspierać osoby z niepełnosprawnością, jak tylko mogą. Niestety, uzdrowienie tej sytuacji wymaga zmian systemowych.
Wspomniał Pan o nieświadczonych  usługach asystencko- opiekuńczych. Jak to wpływa na funkcjonowanie osób niepełnosprawnych i ich rodzin?  Czy sztab ma jakieś dane?
Tak jak powiedziałem- usługi asystencko-opiekuńcze, które i tak były na słabym poziomie, obecnie wołają o pomstę do nieba. Osoby z niepełnosprawnością  i ich rodziny, zostały pozostawione same sobie. Jak duża jest to skala? Nie mamy konkretnych danych, gdyż żadne z ministerstw ich nie prezentuje. Obserwując, jednak doniesienia, napływające z NGO i od różnych  osób, od dawna „siedzących w temacie” skala jest ogromna. Polska kompletnie nie zdaje egzaminu w tej materii.
 Jaki plan, na poprawę  dostępu do usług opiekuńczych i asystenckich ma  Szymon Hołownia, jako prezydent?
Warto jedną rzecz ustalić, na samym początku. Prezydent nie jest odpowiedzialny za kreowanie polityki socjalnej i zdrowotnej. To zadanie rządu i poszczególnych ministerstw. Naszym, jednak zdaniem obszary takie, jak sytuacja osób z niepełnosprawnością lub psychiatrii dziecięcej, są ponad partyjnymi podziałami. To, jak państwo radzi sobie z teoretycznie” najsłabszymi ogniwami , jest papierkiem lakmusowym naszej wielkości jako wspólnoty.  Ale, także naszego realnego patriotyzmu. Szymon Hołownia, tworząc swój program, oparł go o cztery filary i właśnie jednym z nich jest SOLIDARNOŚĆ SPOŁECZNA. Szczegółowy program, dotyczący osób z niepełnosprawnością, będzie niedługo prezentowany. W tym programie największy nacisk kładziemy na cztery aspekty: usługi asystenckie/opiekuńcze oraz wytchnieniowe, poprawa sytuacji osób z niepełnosprawnością na rynku pracy, poprawa regulacji prawnych m.in. dotyczących orzecznictwa, budowanie świadomości społecznej o ważności osób z niepełnosprawnością w naszej społeczności.Oczywiście, nasz program obejmuje znacznie więcej aspektów, w końcu różne niepełnosprawności charakteryzują się innymi potrzebami, jednak staramy się myśleć jak najszerzej. Tworząc go, konsultujemy się ze środowiskami dzieci i dorosłych autystycznych, osób niewidomych i z problemami ze słuchem, osób dotkniętych chorobami rzadkimi czy środowiskami opiekunów. Wsparcie osób z niepełnosprawnością jest czymś nieodzownym w XXI wieku. Co równie ważne, takie wsparcie powinno przejawiać się nie tylko w dodatkach pieniężnych, ale przede wszystkim poprzez stwarzanie odpowiednich warunków do rozwoju i wartościowego, godnego życia.
 Na skutek epidemii, nie działają Warsztaty Terapii Zajęciowej (WTZ). Media donoszą  o rosnącej liczbie zakażonych w Domach Pomocy Społecznej (DPS).  Z czym wiąże się zamknięcie tych placówek? Jak ta sytuacja wygląda obecnie?
Praktycznie, w całym kraju, sytuacja w DPS jest dramatyczna. Braki w środkach ochrony osobistej oraz odpowiedniej liczby testów doprowadziła do załamania stacjonarnej opieki w Polsce. WTZ i różnego typu świetlice również są albo zamknięte albo działają w bardzo ograniczonym zakresie. Podobnie ośrodki terapeutyczne i wypoczynkowo-rehabilitacyjne. Stwarza to szereg problemów. Beneficjenci takich ośrodków nie mają się gdzie podziać, przez co siedzą w domu, co z kolei prowadzi do trudności w zorganizowaniu codzienności w domach . A, rodzice lub opiekunowie pracują na etatach. Z przysyłanych do nas wiadomości wiemy, że setki rodzin stoi nad prawdziwą przepaścią. Państwo, zamiast otulić te osoby szczególną opieką, chociażby przez gwarantowane świadczenia pieniężne i opiekę domową niestety nawala na całej linii. PFRON, który powinien stać na straży tej grupy społecznej ,również opieszale reaguje na sytuację realnych ludzi. Dziwi to podwójnie, gdyż akurat PFRON dysponuje ogromnymi środkami pieniężnymi, które spływają chociażby ze składek- kar od przedsiębiorców, nierealizujących  obowiązku zatrudniania osób z niepełnosprawnością.
Od marca, rząd przekonuje nas, że izolacja, to skuteczna metoda walki z wirusem. Siedzieliśmy w domach. Zwolniła gospodarka, przedsiębiorcy protestują. Jednocześnie, jeszcze niedawno przekonywano, że „wybory są bezpieczne”. W ślad za tym  poszło, tak zwane odmrażanie gospodarki.  Co, o tej sytuacji myśli Szymon Hołownia? Jakiś plan?
Sytuacja jest trudna dla wszystkich. Aby wyjść z niej „zwycięsko” trzeba bardzo aktywnie i elastycznie reagować. Przede wszystkim, należy zadbać o opiekę medyczną oraz utrzymanie płynności finansowej Polaków, a co za tym idzie – polskiej gospodarki. Szymon Hołownia jeszcze w marcu przedstawił swoją „piątkę minimum antykryzysowego” (link https://holownia2020.pl/antykryzysoweminimum/),gdzie w sposób prosty i policzalny opisał, jak możemy ratować nasz kraj przed upadkiem. PiS, wprowadza kolejne tarcze antykryzysowe, które, niestety okazują się durszlakami. Przygotowywane na kolanie ustawy zamiast realnie pomagać wprowadzają tylko chaos. W skrajnych sytuacjach liczy się prostota i dostępność, u nas jest zupełnie odwrotnie. Brak jest planu wyjścia z lockoutu oraz żywej gotówki tam, gdzie najbardziej tego ludzie potrzebują.
 Kwarantanna, sprzyja zacieśnianiu więzi rodzinnych. Ale, także, niestety aktom przemocy i agresji. Czy, w obecnej sytuacji  ofiarami przemocy domowej stają się także osoby niepełnosprawne? A, może doświadczają przemocy częściej, niż inni?
Problem przemocy domowej w Polsce narasta. Zresztą ,nie tylko w Polsce. W bogatych państwach zachodu notuje się wzrost o kilkadziesiąt procent przypadków przemocy domowej. Nie dysponujemy danymi, dotyczącymi stricte osób z niepełnosprawnością. Ale możemy się domyślać, że przemoc stosowana jest także wobec nich.
Osoby niepełnosprawne, na co dzień, muszą stawić czoła różnym trudnościom. Nie tylko tym, związanym z ich ograniczeniami. Często borykają się z wykluczeniem i samotnością. Czy epidemia pogarsza, Pana zdaniem sytuację?
Tak jak mówiłem- dla osób z niepełnosprawnością koronawirus, od strony społecznej zmienił dużo mniej ,niż dla osób zdrowych sprawnych. Osoby z niepełnosprawnością, często już wcześniej były zamknięte w czterech ścianach. Jednym z priorytetów prezydentury Szymona Hołowni będzie budowa nowej świadomości społecznej. Świadomości ,  w której osoba na wózku, czy niewidoma , czy z jakąkolwiek inną niepełnosprawnością, jest pełnoprawnym członkiem wspólnoty, z takimi samymi prawami do realizowania swoich marzeń, zakładania rodziny czy budowania swojej kariery zawodowej jak osoby w pełni zdrowe.
Kto stoi za Szymonem Hołownią?
Za Szymonem Hołownią stoją, w tym momencie już miliony Polaków. Co, chyba najważniejsze, miliony RÓŻNYCH POLAKÓW.

Dziękuję za rozmowę. 

Potrzebny jest Kościół mądry i nieuwikłany. Część II.

„Wydaje mi się, że jest przestrzeń”pomiędzy”. Nie powinniśmy marszów równości zakazywać i wszystkich zapraszać do katedry. Ale nie musimy w nich także uczestniczyć”.

Druga część rozmowy z księdzem Wojciechem Lemańskim
Laura Jurga: Będę drążyć temat i zapytam, co z obecnością chrześcijan na marszach równości? kardynał Krajewski nawoływał, by ”nie czyścić ławek w kościele”. Ale, chyba nie tylko ja mam wrażenie, że gdy się o tym głośno i często mówi, powstaje duży opór. 
Ksiądz Wojciech Lemański: Czytałem krytyczną opinię osoby ze środowiska LGBT, dotyczącą wypowiedzi kardynała Krajewskiego. To jest środowisko, które strzeże swojej autonomii. Pewne wypowiedzi, które uznajemy za zapraszające, jak na przykład: „Też jesteście cząstką Kościoła”, osoby LGBT uznają za próbę zawłaszczania.
Kwestia języka?
Z pewnością tak. Ale także pewne przewrażliwienie. Ci ludzie tyle razy oberwali od Kościoła, że każde zaproszenie do spotkania odbierają, jak zaproszenie na nabożeństwo, do słuchania pouczeń i strofowania.. Pani wspomniała o obecności i ewangelizacji. Ja wyobrażam sobie tę obecność tak, jak w Białymstoku .Jednak nie chodzi o rzucających kostkami brukowymi, plujących na tych, którzy idą z paradą, a o stojących z gitarami i śpiewających pieśni ewangelizacyjne.
Rzucano słoiki z moczem …
O tym mówię. Uważam, że obecność księdza na paradzie równości, ani księdzu, ani innym uczestnikom nie jest konieczna. Ale w polskich realiach mogłaby się przydać jako swoista tarcza ochronna. Może uczestnicy poczuliby się bezpieczniejsi. Skoro idzie z nimi ksiądz, może już nikt nie będzie rzucał w nich słoikiem z moczem. Wolałbym jednak, by ksiądz stał na poboczu drogi, tonując agresywne zachowania i życzliwie pozdrawiając idących.
Dlaczego?
Wydaje mi się, że jest przestrzeń” pomiędzy”. Nie powinniśmy marszów równości zakazywać i wszystkich zapraszać do katedry. Ale nie musimy w nich także uczestniczyć. Chodzi o to, by przekazać, że „nie jesteśmy tacy, jak wy, ale cieszymy się, że jesteście i akceptujemy waszą inność. Choć, z różnych powodów jest ona dla nas innością, nie tożsamością.”
Inność nie powinna być powodem do agresji, zwłaszcza dla chrześcijanina…
Ale, niestety jest. Nie przeżyliśmy tego, co przeżyły Stany Zjednoczone Ameryki Północnej: Autobusy z miejscami oddzielnie dla czarnych i białych. To było zaledwie kilkadziesiąt lat temu. My tutaj w Polsce mamy, kładące się cieniem na katolicką wspólnotę relacje z Żydami. Część nauczania ojca Maksymiliana Marii Kolbe była wyraźnie antysemicka. Ojciec Kolbe, człowiek niezwykle gorliwy, wyniesiony na ołtarze, miał niezwykły posłuch i szacunek wśród prostego ludu. A, ponieważ Żydów uważał za gorszych i niebezpiecznych, ludzie czytali o tym w „Rycerzu Niepokalanej” i uznawali to za głos Kościoła i prawdę obiektywną. Efekty tego mamy do dziś. Przydałoby nam się wielu takich księży i biskupów, którzy nie tylko w rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim, czy przy okazji Marszu Żywych w Auschwitz , ale przy wielu innych okazjach, przypominali by, że tamtych kart historii powinniśmy się dziś wstydzić. Ojciec Maksymilian dał się zwieźć. Dawszy się zwieźć, zwodził innych. Dziś też istnieje takie niebezpieczeństwo. Wtedy ksiądz Trzeciak głosił w kościołach antysemityzm. Potem papież uznał antysemityzm za grzech. Dziś niektórzy księża atakują a ambony środowiska LGBT.
Polacy muszą mieć jakiegoś wroga?
To jest łatwiejsze. Bo, jak mamy wspólnego wroga, możemy się wobec niego pozycjonować i zjednoczyć.
Zadam inne pytanie: Czy katolik może być antyklerykałem?
Z tego, co mówi Papież Franciszek, klerykalizm jest grzechem. Jeśli klerykalizm jest grzechem, to byłoby właściwe, gdyby wielu katolików zwalczało w sobie pokusę klerykalizmu. Antyklerykalizm kojarzy nam się z formą wrogości wobec kleru. Myślę, że Papież mówi o faworyzowaniu kleru i nadmiernej wobec niego wyrozumiałości, co jest szkodliwe dla samego kleru. Faktem jest, że w Polsce, poza apostołami, duszpasterzami i kapelanami „Dobrej Zmiany”, nie mamy albo mamy nielicznych apostołów pojednania. Ludzi, którzy by nam pokazali, że pozycjonowanie nie służy niczemu dobremu, że można być chrześcijaninem, który nie popiera ani lewicy, ani prawicy, który ma w domu dziecko LGBT+ i nie jest przez to mniej wartościowym obywatelem tego kraju i tej wspólnoty wyznaniowej. To niewiele wymaga. Wystarczy otwartość, tolerancja, chrześcijańska wrażliwość.
I refleksja?
Nieustanna. Ciągłego tłumaczenia, przypominania i nazywania rzeczy po imieniu. Na przykład, nie jest dobrze, że ścieki z prawobrzeżnej Warszawy spływają za Mostem Północnym do Wisły. Ale do 2012 roku spływały tam codziennie, latami, i świat się nie kończył, a prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński. Takie przypominanie sprawia, że nie musimy się nieustannie pozycjonować. Dotyczy to wielu wymiarów naszej codzienności. Dotyczy także Kościoła. Kościół mądry, rozsądny, nieuwikłany i rozumiejący jedną i drugą stronę sporu jest nam dziś potrzebny.
Wiadomo nie od dziś, że rządzący walczą o władzę, potem o jej utrzymanie. O co walczy Kościół?
Władza zawsze wiąże się z jakimiś „wisienkami” na torcie. Kiedyś były to towary w sklepach za firankami albo, w tak zwanych „Pewexach”. Władza miała do nich dostęp. Dziś można komuś udostępnić grunty za kilka procent wartości, umorzyć postępowanie, na przykład dotyczące „Stella Maris”, albo „Caritas” diecezji Płockiej i miliony z PFRON wyłudzone. Jeśli jest się blisko władzy, będąc wobec niej spolegliwym, można liczyć na to, że na przykład na liście pedofilów, nie umieści minister duchownych… Jakiś ksiądz bierze łapówkę i znika. Nikt go nie przesłuchuje. Gdyby to dotyczyło, na przykład asystentów posłów opozycji, CBA wkroczyłoby do domu o szóstej rano.
Nawiązuje Ksiądz do afery wokół „Dwóch Wież”
Tak. Ale mówię o Kościele. Stąd, wspominam o księdzu. Było zeznanie ofiary wykorzystywanej przez kardynała Gulbinowicza. Kardynała nikt nie przesłuchał, nie chodzi o zarzuty. Ale nie było nawet postępowania wyjaśniającego.. .
Sądzi Ksiądz, że Jan Paweł II wiedział o pedofilii w Kościele?
Jestem tego pewien. Trudno mi przywoływać konkretne przypadki. Ale, o tym, że nadciąga kryzys, związany z ujawnieniem przerażającej skali zjawiska, wiedział na pewno. Zwołał biskupów Stanów Zjednoczonych do Watykanu. Czy wiedział o tym, że problem istnieje także w innych krajach, nie wiem. Musiał się domyślać, a przecież mógł zapytać o to nuncjuszy. Największym cieniem na pontyfikacie Jana Pawła II w Polsce kładzie się sprawa arcybiskupa Paetza. Dlatego, że jeżeli sygnały o ewentualnych przestępstwach polskiego arcybiskupa nie mogły dotrzeć do papieża-Polaka, to znaczy, że zaakceptował on funkcjonowanie swojego otoczenia, które filtrowało informacje docierające do papieża. Nie ma znaczenia, czy osobą, która blokowała te informacje był sekretarz- Stanisław Dziwisz czy kardynał Angelo Sodano, czy nuncjusz Kowalczyk. Wszystkie te osoby powołał na stanowiska Jan Paweł II. Jeżeli powołał człowieka, który blokował mu dostęp do informacji o zbrodniach w Kościele, to znaczy, że Papież ponosi za to cząstkę współodpowiedzialności. Nie udało się do dziś wskazać żadnej z tych osób, jako współwinnego. Mieliśmy do czynienia z krzywdą wielu ludzi, która trwała w przypadku arcybiskupa Paetza czy ojca Degollado. Wszystko to działo się za pontyfikatu Jana Pawła II, co kładzie się na tamten pontyfikat długim cieniem Wielu uważa, że Jan Paweł II był gorliwym, świętym człowiekiem. Ja też tak uważam. Ale nie radził sobie w sprawach personalnych. Zbyt ufał swoim współpracownikom. Wielu nie zasługiwało na papieskie zaufanie.
Dziękuję za rozmowę.

Potrzebny jest Kościół mądry i nieuwikłany Część I.

Polscy biskupi i księża wciąż starają się, by ich głos, jak przed laty- z niesłabnącą siłą docierał do wiernych. Ale, wielu chodzących do kościoła katolików ma dziś świadomość nierozliczonych, panujących w nim przestępstw i szkodliwego, zwłaszcza dla Kościoła związku z polityką. Czy polski Kościół pamięta jeszcze o swoim Mistrzu z Nazaretu?

Jest rezydentem w parafii św. Andrzeja Boboli w Łodzi. O Kościele mówi wprost, nie stroniąc od tematów trudnych. Jako publicysta i bloger, dociera do prawdy w oparciu o fakty. Nie boi się własnych, głębokich refleksji i trafiających w sedno opinii. Działa na rzecz dialogu polsko- żydowskiego, nie zapominając o człowieku i pamiętając o Bogu. Rozmowa z księdzem Wojciechem Lemańskim.
Laura Jurga: Co się dzieje w polskim Kościele? Czy jest jeszcze częścią Kościoła Powszechnego z misją Chrystusa?
Ksiądz Wojciech Lemański:  Myślę, że otworzyły nam się oczy. Znacznie szerzej, niż do tej pory, szerzej niż naszym przodkom. Żelazna kurtyna, która była kiedyś, miała ograniczyć nasz zakres widzenia do tego, co rządzący chcieli nam pokazać, co ukryć przed nami, jak chcieli się nam przedstawić. Żelazna kurtyna zniknęła dość niepostrzeżenie. Słyszeliśmy, że jej już nie ma, że nie ma Radia „Wolna Europa”, nie ma audycji BBC dla Polaków. Chyba nie bardzo to rozumieliśmy, niektórzy nie wierzyli, że tak już zostanie. Nie chodziło tylko o to, by mieć możliwość zobaczenia, jak ludzie żyją, ale także, by dostrzegać, jakie mają potrzeby religijne, jak realizują swoje potrzeby kulturalne, edukacyjne, na ile dostępna jest dla nich możliwość podróżowania, emigrowania, zarobkowania. Wielu starszych nie przyzwyczaiło się do tego, chyba do dzisiejszego dnia. Jeśli ktoś wześniej nie zabiegał o paszport, pokonując przeszkody, których kiedyś tak wiele, to dziś mając lat siedemdziesiąt, czy osiemdziesiąt specjalnie się w świat nie wybiera. Natomiast młodzi ludzie uważają, że tak jak jest było zawsze. Bo jakże by inaczej? W biurze podróży, obok oferty wyjazdu do Krynicy Morskiej, jest wyjazd do Chorwacji, czy na Wyspy Dziewicze, do Wenecji i na Karaiby. Gdyby trzydzieści lat temu wybuchła polityczna afera „ ośmiorniczek”, nie wiedzielibyśmy, o co chodzi. Dziś, owoce morza w każdej restauracji i w szanujących się sklepach. Dziś, nikogo nie interesuje informacją o statku z cytrusami, który zacumował w porcie. To wydaje się oczywiste.
Zmiany przyszły zbyt szybko?
Dwadzieścia lat temu telefonia komórkowa była jeszcze dla wybranych, w ślad za nią internet. Ja jeszcze pamiętam, gdy telefon w wiosce był tylko u sołtysa, czy na plebanii. Dziś, rzadko w którym domu jest telefon stacjonarny. Komórka spełnia wszystkie nasze oczekiwania, związane z telefonem. Więcej. jest jednocześnie źródłem informacji. Wszystko https://www.tvn24.pl/raporty/wrzesien-1939,229realizuje nam się w tym ”pudełeczku”, które mamy nieustannie przy sobie. Świat się zmienia, a historia coraz bardziej staje się historią z podręcznika. Oto świętujemy kolejne rocznice. Jedni świętują, a inni, pytają – co to za rocznica. Może trzeba słuchać tych, którzy jeszcze pamiętają wrzesień 1939 roku, marzec 1968., sierpień 1980, grudzień 1981, czerwiec 1989… Oni tak szybko odchodzą. Podobnie bohaterowie Powstania Warszawskiego, bohaterowie poznańskiego czerwca, robotnicy Ursusa i Radomia…
Ale, przecież nadal żyją…
Tak, ale uczestników wojny 1920 roku, nie ma już pośród nas. Inaczej rozmawia się z 85- latkiem, a jeszcze inaczej ze starszymi. 1989 rok nie był tak dawno. Ale, ludzie, którzy urodzili się w 1990, 2000, 2010 roku, to już jedna trzecia społeczeństwa. Oni, o historii „Solidarności” wiedzą z podręczników. Kto jeszcze pamięta na własnej skórze grozę stalinizmu? A, co wiedzą o komunizmie Polacy urodzeni dziesięć, piętnaście lat po wojnie? Żyją jeszcze tacy, którzy go doświadczyli, siedzieli w więzieniach, jak Frasyniuk czy Michnik. Ale, większość słucha opowieści o occie na pustych półkach sklepowych, jak o szklanej górze.
Jak, to, co Ksiądz mówi ma się do Kościoła?
Większość starszych ludzi, powiedzmy połowa społeczności naszego kraju, pamięta Kościół takim, jakim był „za ich czasów”. Kościół związany ze społeczeństwem, Kościół, który to społeczeństwo, ale także władza postrzegała, jako wyraźnie od tamtej władzy oddzielony. Urząd ds. Wyznań, klerycy brani do wojska, brak pozwoleń na budowę kościołów, nauka religii w prywatnych domach w strażackich remizach, w salkach. Nie było już raczej prześladowań takich, jak bezpośrednio po wojnie, natomiast, opowieść o kardynale Wyszyńskim aresztowanym, inwigilowanym, więzionym, to jedną z opowieści o Kościele cierpiącym wraz z narodem. Nasza wiedza zależy od tego, kto nam ją przekazuje. Jeśli mu ufamy, opowieść uznajemy za wiarygodną, jeśli nie szukamy innych źródeł, gdzie ta sama historia może być zupełnie inaczej przedstawiona.
To prawda…
Jak połączymy te czynniki: przemiany, nowe pokolenia, które nam wyrosły, to sobie uświadomimy, że wyniki badań, prowadzone przez polskie sondażownie albo pracownie socjologiczne na uniwersytetach, dotyczące religijności młodego pokolenia, pokazują nam, że młodzi ludzie, mają zupełnie inne doświadczenie Kościoła, niż może nawet większość społeczeństwa, która przeżyła lata 40., 60., 70. . Nie chcę powiedzieć, że młode pokolenie jest dla Kościoła stracone. Ale, na pewno nie pójdzie drogą, którą szło pokolenie naszych rodziców i nasze. Oni nie doświadczają tego, czego my doświadczaliśmy. Obawy, jakie mamy, dla tego pokolenia zwyczajnie nie istnieją. Nie rozumieją, co znaczyła niemożność zawiadomienia rodziny o szczęśliwych narodzinach dziecka w stanie wojennym, bo oni dziś mają komórki.
Przepaść mentalna?
Tak. To trochę, jakby dziś ktoś opowiadał, że przed laty poszedł do sklepu i nic w nim nie było. Młody człowiek powie, że wystarczyło iść do innego sklepu. Nie wiem, czy młodym ludziom, powiedzmy trzydziestoparoletnim, trzeba dziś opowiadać o niedogodnościach tamtych czasó. Było minęło. Przed nimi stoją inne wyzwania, inne możliwości i inne zagrożenia czyhają na nich. Obraz księży, wywożonych do obozów koncentracyjnych, zamykanych w więzieniach, sądzonych, porównywalny jest z męczeństwem pierwszych męczenników. Dla młodych ludzi to bardzo odległa przeszłość. Oni nie spotkali księdza, który zostałby wtrącony do więzienia za wygłoszone kazanie. Oni nie widzieli na własne oczy księdza Jerzego Popiełuszko.
Jak, w takim razie rozumieć porównanie, stojącego, zdaniem części biskupów po stronie prawdy arcybiskupa Jędraszewakiego do księdza Popiełuszko i jak interpretować komunikat Rady Biskupów Diecezjalnych KEP , wyrażających solidarność z Metropolitą Krakowskim?
Ja się z tym nie zgadzam. Był taki czas, jakieś czterdzieści lat temu, kiedy ludzie wsłuchiwali się w listy Episkopatu i szli do katedry, żeby wysłuchać, co biskup ma, do powiedzenia. Według mnie, ten czas minął bezpowrotnie. Pani mówi, że powstał taki komunikat, a ja, zastanawiam się, ile osób się tym zainteresuje. Nie wiem, w ilu kościołach ten tekst będzie czytany. W wielu kościołach praktykuje się dziś krótkie kazania albo tylko rozważanie Ewangelii w ciszy. Dlatego, ludzie, wiedząc, że gdzieś będzie czytany komunikat KEP, mogą taką parafię ominąć. A zwłaszcza gdy jest czytany tak kontrowersyjny list.
Przysłowiowy churching?
On nie jest przysłowiowy. Mówimy o faktycznym przemieszczaniu się pewnej liczby osób. Jeśli, weźmiemy pod uwagą duże miasta takie, jak Warszawa, Łódź, Gdańsk, czy Szczecin, gdzie frekwencja na niedzielnych mszach, w wielu kościołach sięga kilkunastu procent, to trzeba sobie uświadomić, że spośród przyznających się do Kościoła, na msze przychodzi mniejszość, z czego garstka idzie do innego kościoła. Nie jest to wielka skala przemieszczeń. Ale jest zauważalna. A jeżeli homilii, kazań, listów słucha tylko niewielka grupa wiernych, to jaki wpływ ma Kościół na pozostałych? Jestem prawie pewien, że większość z nich nie przeczytała nawet niedzielnej ewangelii i nie wysłuchała jej ani w radiu, ani w telewizji. Może wyjechali na weekend albo dłużej pospali w niedzielę. Nawet zakaz handlu w niedzielę nie zaowocował zwiększeniem frekwencji na niedzielnej Eucharystii. Niektórzy uważają, że wyprawy do centrów handlowych, połączone były u niektórych z wyprawą do kościoła. W pobliżu niektórych centrów handlowych parafie, zauważyły zwiększoną frekwencje wiernych, którzy przychodzili na Mszę przed lub po zrobieniu zakupów.
Czasy się zmieniły. Dziś ludzie nie słuchają już głosu księży z taką uwagą i powagą, jak kiedyś. Wielu katolików niepokoi fakt, że coraz silniejszy jest widoczny w tym Kościele podział. Nasuwa mi się także pytanie o powszechność Kościoła w Polsce, skoro niemała część Polaków, będących w Kościele, nie słucha nawet głosu Papieża. Pozwala w ten sposób na podtrzymywanie narracji niektórych biskupów i księży, na przykład o ideologii LGBT, czy o nacjonalizmie. A, przecież Chrystus nie walczył z człowiekiem. Dokąd zmierza Kościół w Polsce?
Myślę, że u niektórych jest pokusa, by wróciło to, co było. To znaczy, by ten głoś Kościoła był dla wiernych decydujący. Wydaje się, że wielu polskich hierarchów uważa, że, jeżeli Episkopat się zbierze i uchwali jakiś dokument, to ten dokument, niemal natychmiast zmieni rzeczywistość. Stąd dążenie do uchwalenia zakazu handlu w niedziele, całkowity zakaz aborcji, katecheza w szkołach, kapelani w instytucjach państwowych. Wydaje mi się, że polski Kościół niepostrzeżenie stracił umiejętność i skuteczność oddziaływania na wiernych. Już nie wystarcza uczyć wiernych zasad chrześcijańskiej wiary, chcieliby wprowadzić zasady prawa i organy nakłonić do ich egzekwowania. Słyszymy narzekania, że Kościół angażuje się w politykę….
A powinien?
Trudne pytanie. Są dziedziny, w których byłoby dobrze, by Kościół się zaangażował. W innych – niespecjalnie. Niektórzy robią to bez owijania w bawełnę. Grzmią z ambony niektórzy biskupi i księża. Ale, to zapytać – z jakim skutkiem? Taki przykład. Chyba nie znajdzie Pani warszawskiej parafii, w której namawiano do głosowania na Rafała Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy. A wygrał w cuglach, w pierwszej turze. Myślę, że to też pokazuje, że czasem głos Kościoła jest przez wiernych kontestowany.
Co z tego wynika? Czy to oznacza, że nie należy takiej uwagi przywiązywać do opinii Kościoła, zwłaszcza, jeśli się z nią nie zgadzamy? Warszawa ma swoją specyfikę. Ale myślę, że nie da się nie zauważyć, że osoby takie, jak arcybiskup Jędraszewski czy Gądecki, mają wpływ na dużą część wiernych w Kościele. Ich wypowiedzi nie są bez znaczenia. Dlaczego, dla wielu kwestia rozdziału Państwa od Kościoła jest nie do przyjęcia? Przecież to jest zapis Gaudium et Spes. Wydaje mi się, że to ważne także dlatego, że nie da się ludzkich sumień regulować prawnie. 
Spójrzmy na Argentynę i Chile. Kościół uwikłany w politykę, ma w niektórych krajach ręce splamione krwią wiernych. Również krwią księży i sióstr zakonnych, mordowanych przez reżim. Byli też tacy, jak Romero, jak Bergolio, angażujący się po stronie uciśnionych. Chodzi o to, że nie możemy sytuacji Kościoła w Polsce rozpatrywać w swoistej próżni. Gdy Kościół bronił strajkujących , internowanych, zwalnianych z pracy, wtedy to było również polityczne zaangażowanie. Dokumenty kościelne wszystkich przypadków nie uwzględniają. Jednocześnie wiemy, że w różnych wymiarach Kościół daleko odbiega od swego nauczania. Mówimy tu o kwestiach pedofilii, celibatu, alkoholizmu, o nieprawidłowościach finansowych. Można powiedzieć, że jakiś kościół lokalny, w pewnym wymiarze realizuje swoją misję w sposób niezgodny z nauczaniem Kościoła Powszechnego. Ale jednocześnie nie spotkałem się w ciągu mojego życia, żeby jakiś biskup albo ksiądz powiedział wiernym, że jak zagłosują na jakiegoś kandydata, to nie zostaną wpuszczeni do kościoła albo grozi im ekskomunika. Jeżeli ktoś nawet opowiada, że obecny prezydent jest darem od Boga, jak się to jednemu z biskupów zdarzyło, to jedni powiedzą, że to skandal, że biskup mówi takie rzeczy a inni będą bili biskupowi brawo.. Ja uważam, że to głupota i lizusostwo wobec władzy. Inni na tę wypowiedź nie zwrócą uwagi. Był czas, kiedy ludzie głosu biskupów nasłuchiwali. Tysiące ludzi przychodziło, by słuchać księdza Popiełuszko. Ale, te tysiące ludzi, to nie większość. Byłem w tym roku na pielgrzymce łódzkiej. Liczyła około tysiąc sześćset osób, dziewięć grup. W latach 70-tych ubiegłego wieku chodziłem na pielgrzymkę do Częstochowy, z kościoła Paulinów na Nowym Mieście w Warszawie. Wówczas pierwsza grupa liczyła dwa tysiące osób. A grup było kilkadziesiąt. Były grupy młodzieżowe, akademickie. Dziś znacznie mniej wiernych chodzi na pielgrzymki. Czy to oznacza, że zakres oddziaływania Kościoła jest mniejszy? Chyba tak. Natomiast, jeżeli chodzi o odpowiedź na apele Episkopatu i respektowanie głosu Kościoła, to jesteśmy daleko od miejsca, w którym byliśmy, na przykład w latach 70. To jest zupełnie inny Kościół.
Zapytam więc, w odniesieniu do tego, co jakieś pięćdziesiąt lat temu mówił Joseph Ratzinger : Zostanie nas w Kościele garstka?
Zupełnie się z taką zapowiedzią nie zgadzam.https://deon.pl/wiara/duchowosc/prorocze-slowa-ks-josepha-ratzingera,223395 Co do wypowiedzi kardynała Ratzingera, wtedy jeszcze nie był papieżem, uważam, że była to wypowiedź człowieka myślącego, wyciągającego logiczne wnioski. O wielu naszych wypowiedziach, felietonach za jakiś czas ktoś może powiedzieć : „Ten człowiek miał rację”. Widzą chylący się ku upadkowi dom, nietrudno przewidzieć że upadnie. Ale to wizja głęboko niechrześcijańska. Dlaczego chyli się ku upadkowi? Co zrobić, by nie runął? Jeżeli Jezus jest Mesjaszem, który, przyszedł po to, by zbawić wszystkich grzeszników, to czy którykolwiek chrześcijanin może pogodzić się z tym, że jego wspólnota działa tak, jakby jej celem była niewielka wspólnota, wspierających się wzajemnie wyznawców? Co z tymi, którzy są na zewnątrz? Według mnie, wszystkie wspólnoty, które mienią się być chrześcijańskimi, będą nimi o tyle, o ile będą naśladować świadków Jehowy, którzy stoją na skrzyżowaniach i placach, proponując każdemu przechodzącemu Orędzie Jezusa. Nie agresywnie, nie natarczywie, ale wytrwale .
O! Ciekawe…
…Dawno powinniśmy porzucić nasze świątynie. Nie po to, by omijać je z daleka. Ale po to, by z nich wychodzić sobie naprzeciw . Niekoniecznie chodzi o ewangelizację typu: „Ja pana/panią nawrócę”. Tu raczej chodzi o pytanie -”Czy mógłbym w czymś pomóc? Bo jestem Chrześcijaninem”. Myślę, że Kościół w Polsce całemu światu pokazał, jak liczy się z nauczaniem swojego Mistrza, kiedy uchodźcom powiedział: „Nie!”
Koniec części I.

Gdy nie ma już mowy o misji…

Człowiek  wielu pasji. W latach 80. XX. wieku publikował w prasie drugiego obiegu  i poza cenzurą. Zerwał kontakt z mediami i „wszystkim, co państwowe”. Uprawiał „satyrę podziemną” w mediach niezależnych. Do mediów  publicznych wrócił w 1989 roku. Twórca jednego z najpopularniejszych programów satyrycznych – „Dziennik Telewizyjny”.

Rozmowa z Jackiem Fedorowiczem- związanym z  mediami, tak o zasięgu lokalnym, jak ogólnopolskim.  Aktor, grafik, felietonista, satyryk, prozaik i radiowiec. To tylko część zawodów, jakie uprawia. Nie lubi mówić  o nich w kategoriach talentu. Choć, profesjonalnie i  z zaangażowaniem wykonuje swoją pracę.
Laura Jurga: Zapytam Pana, jako satyryka. Czy Polacy mają poczucie humoru?
 Jacek Fedorowicz:  Jedni mają, inni nie, podobnie ma się rzecz ze wszystkimi innymi  nacjami…
…ale jest Pan także aktorem, grafikiem, felietonistą, z wykształcenia artystą-malarzem, reżyserem ,scenarzystą, prozaikiem i radiowcem.https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=BIM-BOM Człowiek o wielu talentach. Która z tych profesji jest Panu najbliższa? Dlaczego?
Najbliższa jest mi zawsze ta, której akurat używam. W tej chwili skupiam się, żeby dobrze wypaść w rozmowie z Panią, więc najbliżej mi do felietonisty i radiowca. Muszę jednak dokonać pewnej korekty w sformułowaniu, którego Pani użyła w pytaniu, otóż dziękuję za wspomnienie o moich talentach, nie mniej jest to określenie niewłaściwe. To nie były nigdy talenty, to były talenciki. Całe życie ubolewałem nad tym, że natura poskąpiła mi jakiegoś wyraźnego talentu w jednym kierunku, obdarzyła mnie za to pewnymi skłonnościami w wielu różnych kierunkach, co właśnie należałoby potraktować raczej jako „talenciki”. Ale nie narzekam, nauczyłem się z tym żyć. Najczęściej dane mi było korzystać ze skłonności do rozśmieszania rodaków, co nie znaczy, że próby w tym kierunku zawsze kończyły się powodzeniem.
Z czego śmieją się Polacy?
Z tego co wszyscy. Głównie z cudzego nieszczęścia.
Odszedł Pan z Telewizji w 2006 roku. Ale, już w 2010, niejako z rekomendacji Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, był Pan w Radzie Programowej TVP. Zapytam, więc o telewizję. Co się stało z TVP i jej misją?
 To chyba oczywiste, że od chwili  przejęcia TVP przez partię rządzącą nie ma mowy o żadnej misji, poza misją robienia dobrze partii rządzącej.
Pański Program „Dziennik Telewizyjny”, który  parodiował sposób przekazywania informacji, był bardzo popularny. Mam wrażenie, że podobna parodia dzisiejszych „Wiadomości”, nie trafiłaby raczej do wszystkich. Gdzie, Pana zdaniem tkwi problem?
Problem tkwi w skutecznym podzieleniu polskiego społeczeństwa na dwa wrogie obozy. To, co spodobać się może zwolennikom opozycji, wzbudzi co najmniej niechęć zwolenników władzy i odwrotnie. Skoro wspomniała Pani mój „Dziennik Telewizyjny”, https://www.youtube.com/watch?v=yyPrO6bKEHs to tam moją ambicją była nie tylko parodia  sposobu przekazywania wiadomości. Przede wszystkim starałem się tam pokazać, jak łatwo jest manipulować informacją. Kłamać. Każdy epizodzik w tym programie zasadzał się na tym, że bierzemy jakieś zdarzenie nakręcone przez telewizje informacyjne, czy jakąś wypowiedź polityka i przy pomocy najprostszych środków, jak odpowiedni montaż, czy dokręcenie innego pytania, z tej wypowiedzi robimy wypowiedź o zupełnie innym znaczeniu. A, ze zdarzenia – zupełnie inne zdarzenie. Fałszujemy rzeczywistość w sposób widoczny, oczywisty i prosty technicznie. Wydawało mi się (o, jakże byłem naiwny!), że odkrywając telewidzom mechanizmy kłamstwa, jakoś ich na to kłamstwo uczulę, uodpornię. Niestety, dzisiejsze „Wiadomości” stosują moje metody z „Dziennika” zupełnie poważnie i- co gorsza skutecznie, bo przecież widz kochający władzę, we wszystko, co pokazują „Wiadomości” – święcie wierzy.  
A dzisiejsza władza… ma poczucie humoru?
Proszę o następne pytanie.
 W stanie wojennym nie chciał Pan mieć kontaktu z  telewizją rządową. Co było wówczas najtrudniejsze do przyjęcia: kłamstwa władzy? A może uderzenie w kulturę i inteligencję?
Nie miałem kontaktu z telewizją przez całe lata 80.,aż do https://culture.pl/pl/tworca/jacek-fedorowicz kampanii wyborczej  przed 4 czerwca 1989 i nie tylko z telewizją, ale i z radiem, prasą, w ogóle ze wszystkim co było państwowe. Żadnych kontaktów. Nie dlatego, że mnie nie chcieli. Ja nie chciałem. Działałem wyłącznie w mediach niezależnych, niecenzurowanych, traktowanych jako działalność nielegalna i nierzadko karalna. Dlaczego? Po wprowadzeniu stanu wojennego uznałem, że skończył się czas aluzji i niedomówień, trzeba o tym systemie mówić prosto z mostu. Kultura podziemna kwitła, więc uderzenie w kulturę i inteligencję było nieskuteczne. Zaś z kłamstwami władzy było to co zawsze: jedni wierzyli, inni nie, z tym że w latach 80.- tych niewierzących w to, co głosi władza było, moim zdaniem znacznie więcej.
Czy, w obecnej sytuacji w Polsce, znajduje Pan jakieś analogie do tamtych czasów?
Analogie się wręcz narzucają, ale to byłoby zbyt łatwe. Podstawowa różnica polega na tym, że – ujmując rzecz w ogromnym uproszczeniu – wtedy większość Polaków tęskniła za demokracją i chciała na Zachód, a dziś większość pokochała system wodzowski i tęskni za Wschodem. Od razu powiem, że mam nadzieję, że nie jest to przytłaczająca większość, że może się opamięta i, że w efekcie prezesowi Kaczyńskiemu jednak nie uda się wyprowadzić nas z Unii Europejskiej.       
 Ma Pan doświadczenie w publikowaniu  w prasie, tak zwanego drugiego obiegu i poza cenzurą. Uprawiał Pan także” satyrę podziemną” Obawia się Pan, w naszych realiach „powtórki z rozrywki” i na tyle silnej ingerencji władzy w kulturę i sztukę, że pewne teksty znów będą podlegać cenzurze?
W obozie władzy już od dawna podlegają. W obozie przeciwników władzy, wciąż nie, ponieważ władza ma przewagę i uznała, że może to tolerować.  Jak długo taka sielanka potrawa – nie wiadomo. Jeżeli władza zlikwiduje niezależne media, na pewno będzie reakcja, powtórzy się jakiś rodzaj działalności nielegalnej, ale będzie ona wyglądała już zupełnie inaczej niż w latach 80. Nastąpił przecież niebywały postęp techniczny.  
Powiedzenie : „Kto ma media, ten ma władzę”, zdaje się być dziś szczególnie aktualne. Choć media, to ważne narzędzie w rękach każdej władzy, nikomu w wolnej Polsce nie udało się tak skutecznie podzielić narodu, tworząc nie tylko informacyjną bańkę ale także dwie rzeczywistości.  Jak to możliwe, w XXI wieku, kiedy każdy, bez większych problemów może weryfikować informacje?
To bardzo proste. Część narodu, żyjąca w obcej mi bańce informacyjnej, żyje w tej bańce, bo jest jej z tym dobrze. Oni nie mają najmniejszego zamiaru weryfikować informacji, bo te, które otrzymują od TVP w pełni im odpowiadają. Wierzą we wszystko, bo chcą wierzyć. Przed każdą prawdziwą informacją podrzucaną im z boku będą się bronić rękami i nogami.  
Był Pan  członkiem komitetu poparcia prezydenta Bronisława Komorowskiego przed wyborami prezydenckimi w 2010 i 2015. Dlaczego, Pańskim zdaniem prezydent poniósł porażkę w ostatnich wyborach?
Był to pierwszy sukces prowadzonej od lat ,bardzo skutecznej działalności prezesa Kaczyńskiego. Nie docenialiśmy prezesa.
„Gdańsk  2019- Święto Wolności i Solidarności” za nami. Ale wciąż świętujemy  30 lat polskiej wolności Potrafimy się nią cieszyć?  Czy umiemy z niej korzystać, mając świadomość, że nie jest dana raz na zawsze? Co, w tym kontekście myśli Pan o działaniach władzy, skierowanych przeciw samorządowcom ?
 Prezes nie spocznie, dopóki nie wykończy samorządów, w takim kształcie w jakim działały one dotychczas. Na szczęście samorządowcy to rozumieją i wciąż jeszcze się trzymają. Życzę im powodzenia.
Co dziś Pana najbardziej w Polsce  niepokoi?
To, że „tamta bańka” nie chce choćby rzucić okiem w przyszłość, nie myśli nawet o własnych dzieciach. Ja mam trójkę prawnuków i bardzo bym nie chciał, żeby dorastały w niedemokratycznym, a w dodatku pustynnym kraju.
Recepta dla Polski.
Na razie –  powstrzymać prezesa. To podstawowy warunek, żeby wyjść ze śmiertelnej choroby.
Dziękuję za rozmowę.

„Miś”na bis?

Pomiędzy pracą, a gotowaniem obiadu, słucham informacji o atakach na RPO, rozwalaniu polskiej szkoły, podpalaniu przy użyciu denaturatu nogi brata, braku zgody na edukację seksualną( o, której mówi sam papież Franciszek), zmianach klimatycznych,” które Polski nie dotyczą”, niebezpiecznych zmianach w Kodeksie Karnym i kilku innych. Nie nadążam.

Dziś usłyszałam, że TSUE wydał wyrok, który powinien być przestrogą dla każdego innego Państwa, a raczej dla jego władz, by nigdy nie pomyślano tak, jak polskie władze myślą dzisiaj.http://wyborcza.pl/7,75398,24931314,to-kaganiec-na-rzad-pis-prawnicy-komentuja-wyrok-tsue.html Żadnej władzy nie wolno podnosić ręki na wolne Sądy, sędziów i wydawane przez nich niezawisłe wyroki. Gdyby nie okoliczności, powiedziałabym ,że jestem dumna, bo mogłam stać wśród tych obywateli, którzy wbrew wszystkiemu, wolnych Sądów bronili.http://teksty-zesmakiem.pl/2018/07/09/prawo-ktore-dziala-wstecz/ Ale dziś, paradoksalnie znacznie bardziej, dumna jestem z Czechówhttps://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-czechy-antyrzadowa-manifestacja-tlumy-na-ulicach-pragi,nId,3059362 i Turków; nie do końca się orientuję, jak funkcjonuje u nich opozycja, jednak to obywatele mieli w tych krajach głos decydujący i pokazali, że rozumieją zasady demokracji oraz niebezpieczeństwo jej utraty. W 1989 roku, to Polska była wzorem dla świata. Przychodzą mi do głowy mocne słowa klasyka:”Miałeś, chamie złoty róg, miałeś,chamie czapkę z piór. Ostał ci się jeno…” Tu, pewna refleksja: niedopowiedzenia mają moc. To, co słyszę od części moich znajomych i czasem czytam w sieci, napawa mnie strachem i obrzydzeniem, bo wychodzi na to, że część obywateli naszego kraju ma w sobie tyle agresji do inaczej myślących współobywateli, że gdyby wzrok i słowo mogły fizycznie zabijać, Polacy byliby na najlepszej drodze do samozagłady. Sytuacę pogarszają skandaliczne zachowania policji i nadużycia,które ugruntowują  podział w społeczeństwie, dając przyzwolenie na rosnącą agresję i mowę nienawiści. Także wobec podejrzanych o najbardziej podłe czyny. Ale jeszcze nieskazanych, bądź zatrzymanych lub skazanych niesłusznie. Skoro agresywny może być policjant, dlaczego nie wolno obywatelowi?    http://wyborcza.pl/7,162657,24923245,kolejny-wyrok-europejskiego-trybunalu-praw-czlowieka-polska.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza&fbclid=IwAR1NzpwHAYVuKjygv-EpWzW1bfbd6BuvgbabXO0rCxyAyT-_Z891ULV_9_Y Wydawać by się mogło, że instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO), stojącego na straży praw i wolności jednostki, nie powinna wzbudzać społecznych kontrowersji. Nie powinna. W naszym kraju jest, jednak inaczej. Bo, oto  ataków za należące do niego działania doczekał się Adam Bodnar. Ba! Nie tylko on, także jego rodzina. Tymczasem, stanie po stronie prawa i  obrona każdego obywatela przed silnym, nadużywającym władzy państwem jest w interesie nas wszystkich.https://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/nagonka-na-rzecznika-praw-obywatelskich-to-jest-obrzydliwe,947267.htmlNie, Szanowni Państwo, wbrew obiegowym opiniom, nie bawię się w politykę. Bo staram się mieć w życiu wyłącznie czyste ręce i intencje. Dlatego zapytam moich Współobywateli: Przyjaciół ,Znajomych, Czytelników, których część wyjechała już na wakacje. Patrzę na piękne, wakacyjne zdjęcia w sieci i zastanawiam się, czy  część Polaków nadal myśli, że chodzi o walkę międzypartyjną, która ich nie dotyczy?  Dlaczego myślicie, że bałagan w Polsce, który nam zafundowano posprząta się bez Waszego udziału? Dlaczego milczycie? Bo liczy się poparcie „tej”, a nie „tamtej” opcji?  Rząd stosuje mistrzowską metodę ogłaszania niedemokratycznych rozwiązań, z których się potem spektakularnie wycofuje, zyskując zwolenników. Premier ustala rozkład pociągów, a Minister Sprawiedliwości już nie poda do sądu pracowników naukowych. „Ludzkie Pany,” normalnie! Ilu z nas oglądało słynną komedie Stanisława Barei? https://www.youtube.com/watch?v=9JQkOdBJi8EA, ilu z nas nadal myśli, że to zamierzchła przeszłość, która już nie wróci albo bajka, która ich nie dotyczy? W październiku wybory, niezależnie od tego, co zrobi opozycja- ten kraj jest naszym krajem i jeśli nam się wydaje ,że władza już pozamiatała albo, że opozycja jest tak ospała, że nic się już nie zmieni, to mam dobrą wiadomość : zmiany trzeba zaczynać od siebie! Do roboty, Ludzie, Pobudka!

Droga do uczczenia wolności

Długo nie miałam pewności, czy uda mi się dotrzeć do Gdańska. Najpierw czekałam na potwierdzenie  akredytacji dziennikaskiej. Kiedy ją dostałam, moja radość tak mocno mieszała się z niedowierzaniem, że pokój i bilety kolejowe, rezerwowałam niemal w ostatniej chwili.

(Ze specjalną dedykacją dla Ani i Michała) 

31 maja 2019. Piątek. 
9:00
Śniadanie, które nie przechodziło mi przez gardło. Chciałam jechać. Bardzo. Ale miałam też całkiem sporo obaw, na które złożyło się pare czynników. Kilka dni wcześniej (28 maja) otrzymałam akredytację dziennikarską. A to oznaczało, że zostałam wpisana na oficjalną listę dziennikarzy, mających zgodę na udział i relację  z obchodów Święta Wolności i Solidarności w Gdańsku. W tym , oczywiście  z  Europejskiego Centrum Solidarności (ECS) . Przede wszystkim,  przytłaczała mnie świadomość, że wybieram się na duże wydarzenie, które będzie relacjonowane przez największe media z kraju i zagranicy. Dobrze, mam dyplom całkiem zacnej Akademii Dziennikarstwahttps://akademia.stacja7.pl/#&gid=1&pid=30, którą zresztą skończyłam z wyróżnieniem,  współpracuję z kilkoma redakcjami, mam na koncie całkiem sporo publikacji i  pracowałam w radiu internetowym. Ale, nie czyni to ze mnie dziennikarza z wieloletnim stażem, z mainstreamowych mediów. Kiedy o tym pomyślałam, poczułam lekki strach i poranna kawa straciła na chwilę smak. Wyjazd był coraz bliżej. Coraz bardziej się bałam. Rozmyślaniom nie było końca. Postanowiłam jednak działać.
11.00-17.00
Przewidziany wcześniej wypad na zakupy, pozwolił mi się trochę rozluźnić i zapomnieć o stresie. Moi Przyjaciele- Ania i Michał mieli wziąć ślub . Potem wesele, na  które byłam zaproszona. Pojechałam więc, kupić niezbędne dodatki do mojej kreacji.
17.00-22.00
Wróciłam do domu nieco zmęczona. Ale, powoli docierało do mnie (kolejny raz w życiu), że marzenia są po to, by je spełniać. Nie po to, by się spełniały. Bo nic nie dzieje się samo, a najdrobniejszy nawet sukces wiąże się najczęściej z ogromną pracą, wyrzeczeniami i zaangażowaniem. Przynajmniej ja tak mam. Teoretycznie, mogłam zacząć przygotowania do wyjazdu, jak tylko dostałam pismo. Problem polegał jednak na tym, że chyba nie do końca wierzyłam, że w ogóle znajdę się w Gdańsku. Miałam też nieplanowaną przeprawę z bankiem. Zastanawiałam się, czy tylko ja mam takie przygody z przelewami, które potrafią gdzieś utknąć. Dokładnie wtedy, kiedy pieniądze są mi najbardziej potrzebne. Długo nie wiedziałam też, czy przypadkiem nie pojadę do gdańskiego ECS sama. Sytuacja w mojej rodzinie trochę się skomplikowała. Pierwotnie, znacznie wcześniej zaproponowałam wspólny wyjazd mojej mamie- z okazji Dnia Matki i jej kolejnej rocznicy urodzin (nie napiszę, której. Bo mi tego nie wybaczy:). Wyjazd mamy był jednak  pod dużym znakiem zapytania, a ja nie miałam już czasu, by szukać kogoś, kto by ze mną pojechał. Wiedziałam, że poradzę sobie sama. Ale wiedziałam też, że w Gdańsku, w różnych miejscach będzie dużo ludzi. Nie czuję się pewnie, kiedy jestem w tłoku. Sytuacja nie była prosta, także dlatego (uważam, że trzeba to napisać), że całkiem spora grupa znanych mi ludzi, z którymi teoretycznie mogłabym jechać, nie uznała gdańskich obchodów trzydziestej rocznicy pierwszych, częściowo wonych wyborów za godne uwagi. Smutne. Ale, jeszcze bardziej zasmuciło(a może wkurzyło) mnie to, że TVP mówiła o obchodach w ECS jako o święcie postkomuny i jej przyjaciół Dziwnwe, że rządzący przemiczeli fakt obecności w swych szeregach byłych(?), zdeklarowanych komunistów, jak  Kryże czy  Piotrowicz i Jasiński.https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/piotrowicz-jasinski-kryze-gorszy-sort-polakow-w-pis,603666.html I kilku innych. Tak łatwo manipulować ludżmi. Warto, bu zwolennicy PiS, Polacy, którzy pamiętają komunę, przypomnieli sobie też, jak wyglądała i, jak działała machina PRL-owskiej propagandy w mediach. Warto, by młodzi, którzy nie pamiętają, sięgali do prawdziwej hostorii swojego kraju. Nie tej, pisanej przez obecną władzę, na jej własny użytek.https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/4-czerwca-1989-r-obchody-4-czerwca-co-sie-wydarzylo,940786.html 
Zaczęłam przeglądać oficjalne materiały prasowe, które od kilku dni były już w mojej skrzynce e- mailowej. Moja radość znów mieszała się z niedowierzaniem. Do tego stopnia, że wtedy jeszcze nie udostępniłam transmisji LIVE. Ani na Facebooku, ani na blogu. Pokój chciałam zarezerwiować po kolejnej rozmowie telefonicznej z mamą, która stwierdziła, że postara się wszystko tak zorganizować, żebyśmy mogły razem pojechać. Znalazłam ciekawą ofertę noclegu na http://bookingcom.pl Ale miałam problemy z komputerem i nie mogłam zarezerwować pokoju. Pozatym, nigdy wcześniej nie korzystałam z tego portalu. Kłębiące się we mnie wątpliwości rozwiała Kamilla, moja Przyjaciółka, z którą długo rozmawiałam o jej doświadczeniach  z rezerwacją.  Po kilku próbach, już  w nocy- udało mi się dokonać płatności.
1 czerwca 2019. Sobota.
8.30.-13.00. Śniadanie, kawa, krótka prasówka i obejrzany  magazyn kulturralny-  Drugie Śniadanie Mistrzów https://www.tvn24.pl/drugie-sniadanie-mistrzow,40,m  Potem- intensywne przygorowania, do czekającej mnie uroczystości zaślubin Ani i Michała.
13.00-17.00.
Przygotowałam sobie lekką przekąskę. Gotowane warzywa. Wkrótce okazało się, że to była dobra decyzja. Czytałam zaległe artykuły.
17.00. – 2.00.
 Znajomi zabrali mnie samochodem do kościoła. Panna Młoda wyglądała pięknie. Ślub był wzruszający, a wesele przygotowane perfekcyjnie. Jedzenie było wyśmienite i było go pod dosttkiem.  Zabawa była fantastyczna.
2 czerwca 2019. Niedziela.
Długo spałam. Po takiej imprezie, nie spodziewałam się niczego innego. Mamie udało sie kupić jedne z ostatnich biletów w kasie warszawskiego Dworca Centralnego. Pendolino. Dopiero poczułam, że nie ma już odwrotu. Wyjazd we wtorek o 7.30.  Obejrzałam kilka relacji z początków obchodów w Gdańsku. Próbowałam zjeść jakiś obiad. Ale nie mogłam nic przełknąć. Wieczorem poszłam tylko do kościoła.
3 czerwca 2019. Poniedziałek.
8.30 Szybkie śniadanie z aromatyczną kawą. Jak zawsze.
9:00-17:00
Niemal cały dzień poświęciłam na oglądanie live streaming z ECS, które były dla mnie dostępne. Byłam podekscytowana. Znów poczułam radość, którą zmąciło zachowanie Premiera Morawieckiego na terenie ECS. Właściwie incydent. Ale wiele mówiący. Premier nie podał ręki i nie zareagował na zaproszenie Prezydent Gdańska- Aleksandry Dulkiewicz. Miałam najgorsze skojarzenia. Co wynika z tego, gdy władza centralna ignoruje samorządową? Nic dobrego. Tym, którzy nie pamiętają, powiem tylko, że centralizację państwa, Polska już przerabiała. W czasach słusznie minionych.  Premier zachował się tak, jaby był u siebie i szedł po swoje. Pomijam już fakt, że wykazał kompletny brak kultury wobec Prezydent Miasta- Gospodarza  uroczystości, na którą Mateusz Morawiecki został oficjalnie zaproszony, pismem z  11 kwietnia 2019. Ale zignorował zaprpszenie. Patrzyłam, jak zmierza do słynnej Sali BHP, https://www.gdansk.pl/subpages/multimedia/gfx/publikacje/promocja/2010/Folder_solidarno_PL_M.pdf w której Solidarność (już nie ta, do której kiedyś należało dziesięć milionów ludzi), organizowała spotkanie z okazji czterdziestej rocznicy pielgrzymki jana Pawła II do Polski. Tyle, że Papież -Polak przyjechał wtedy do Warszawy. Trudno mi było nie odnieść w tej sytuacji wrażenia, że Premier chce koniecznie zdyskredytować obchody, zorganizowane w Gdańsku, pokazując kto tu rządzi. Zastanowiłam się przez chwilę, komu zależy na podsycaniu podziału w społeczeństwie i co powiedziałby o tej sytuacji Jan Paweł II.
Na Blogu  i na Facebooku udostępniłam transmisję LIVE. Konferencje były bardzo ciekawe. Ale ,na udostępniony przeze mnie materiał, zareagowało około trzydziestu osób. Nie miałam pewności czy mnie to złości, zasmuca, czy przeraża. Świętowaliśmy trzydziestą rocznicę pierwszych, częściowo wolnych wyborów i nie dla wszystkich Polaków okazał się to powód do świętowania.http://teksty-zesmakiem.pl/2019/06/03/swieto-wolnosci-i-solidarnosci-w-gdansku/?fbclid=IwAR1IXiP5HgrOestJM_GHe9Rsg80llN6 Trudno było być razem  (albo ... Trudno tak, razem być nam ze sobą…) bo rząd zorganizował alternatywny koncert, rekonstrukcję rządu, uroczyste  posiedzenie Senatu i przesłuchanie Ministra Rostowskiego . A przecież, o idei gdańskich obchodów mówił  jeszcze zmarły Prezydent, Paweł Adamowicz.  Chciał, by te dni łączyły Polaków. I może w tym tkwił problem. Prezydent Duda do Brukseli pojechał…
18:00-23.00
Pranie, sprzątanie i pakowanie plecaka. Zanim położyłam się spać, nastawiłam budzik.
4 czerwca 2019. Wtorek!
Obudziłam się równo z dzwonkiem: 5:15. Miała być 4:45. Ten drobny błąd kosztował mnie sporo stresu, bo przed siódmą miał przyjechać Michał, mój niezawodny kolega, który mnie i mamę zawoził na dworzec. Z trudem ogarnęłam siebie i kota, który na dwa dni zostawał sam w domu. Udało się. Michał był punktualnie. Mama też. Wsiedliśmy do samochodu . Ale już po kilkuset metrach jazdy, okazało się, że jest na trasie potworny korek i nie mamy szans zdążyć na dworzec. Wypadek. Stały nawet tramwaje. Mama nie mogła usiedzieć i wyszła z samochodu. Ja  i Michał, staraliśmy się zachować spokój. Przemknęła mi przez głowę myśl, że od początrku mam trochę trudności z tym wyjazdem. Krótka modlitwa. Bóg naprawdę szybko odpowiada! Zawołałam mamę. Wsiadła do samochodu lekko zdezorientowana. Michal podjął szybką decyzję i zawrócił, między stojącymi pojazdami. Pojechaliśmy na Dworzec Wschodni, zyskując dzięki temu dodatkowych kilkanaście minut.
7:30-11:00
W pociągu, obie odetchnęłyśmy z ulgą. Z przyjemnością wypiłyśmy podaną przez obsługę kawę, zjadłyśmy kanapki i zaczęłyśmy planować działania. Wiedziałam, że muszę, jak najszybciej dotrzeć do ECS, by  odebrać identyfikator dziennikarski. O 12:00 przewidziane było przemówienie Prezydent Gdańska, odśpiewanie Hymnu (na dziedzińcu, przy okrągłym stole) i poczęstunek- tort z okazji święta odzyskanej wolności. Chciałyśmy tam być. Wiedziałam, że identyfikator mediów, pozwoli nam na bycie bliżej wielu wydarzeń. Najpierw, jednak zadzwoniłam do właściciela zarezerwowanej kwatery i powiedziałam, że podjedziemy na chwilę, by zostawić plecaki. Nie było żadnego problemu. Właściciele okazli się bardzo mili, a pokój czysty i przytulny, z aneksem kuchennym i łazienką. W bardzo ładnej okolicy Gdańska-Wrzeszcza. Naprawdę polecam. Choć, osobom niepełnosprawnym może być trudno ze względu na schody, prowadzące do wejścia.
12:00- 15:00
Z naszej kwatery, pojechałyśmy taksówką do ECS. Z biciem serca wjechałam oszkloną windą na trzecie piętro, gdzie w Biurze Prasowym, miałam odebrać identyfikator. Już na mnie czekał. Byłam bardzo przejęta i wzruszona. Z dumą powiesiłam go sobie na szyi.https://www.facebook.com/mojeporyroku/photos/a.2355479758067874/2355479731401210/?type=3&theater Podobny,został wypisany na miejscu dla mamy, która miała adnotację: opiekun. Wyjątkowo nie lubię tego słowa, nie oddaje mojej rzeczywistości i czasem czuję się upokorzona. Ale teraz nie było to istotne.  Byłam szczęśliwa, znalazłam się w strefie, wraz z innymi dziennikarzami. Wysłuchałyśmy fragmentów wystąpienia Bogdana Lisa,http://www.encysol.pl/wiki/Bogdan_Lis wypiłyśmy kawę, mijając po drodzę Henrykę Krzywonos http://www.encysol.pl/wiki/Henryka_Krzywonos-Strycharska i Monikę Olejnik.
12.00 ECS, W samo południe
Wraz z innymi uczestnikami, wyszłyśmy na dziedziniec ECS, gdzie trwało już zapowiadane wystąpienie Prezydent Aleksandry Dulkiewicz. Poruszyło mnie.  Wiele słów dotyczyło mnie samej. Śpiewaliśmy Hymn. Byłyśmy tuż przy scenie. Gdańską Deklarację Wolności i Solidarności podpisałyśmy, jednak przez internet. Tłok był ogromny. Tortu też nie udało nam się spróbować. Mój identyfikator nie uwzględniał  takiego tłoku.  Ale, nie to było najważniejsze. Wróciłyśmy do budynku na kolejną kawę, tym razem z ciastkiem. Udało mi się porozmawiać z Michałem Bonim, Zbigniewem Janasem, Jackiem Fedorowiczemhttps://culture.pl/pl/tworca/jacek-fedorowicz. i Hanną Gronkiewicz -Waltz.https://zyciorysy.info/hanna-gronkiewicz-waltz/ Wiedziałam, że to jedyna szansa, by spróbować umówić się na kilka wywiadów. Udało się! http://teksty-zesmakiem.pl/zdjecia/ 
15:00- 23.00
Postanowiłyśmy jechać na Długi Targ. Miałyśmy dużo czasu, bo Wiec, z udziałem Prezydentów: Wałęsy,http://www.encysol.pl/wiki/Lech_Wa%C5%82%C4%99sa Kwaśniewskiego i Dulkiewicz oraz Przewodniczącego Rady Europejskiej- Tuska, miał odbyć się dopiero o 18.30. Ale, po ilości ludzi, jakich mijałyśmy w ECS, nie miałyśmy wątpliwości, że będą tłumy. Zajęłyśmy miejsce w restauracji, która była bardzo blisko rozstawianej sceny. Ku, mojej radości, tuż za mną siędziała przy stoliku Henryka Krzywonos. Tym razem, zdobyłam się na odwagę i podeszłam, by zapytać o możliwość spotkania i rozmowę, którą mogłabym opublikować.  Dostałam zgodę i bardzio mnie ucieszyła otwartość mojej Rozmówczyni. Wszystko układało się po mojej myśli. W końcu mogłam się rozluźnić i poczuć nadmorski wiatr we włosach.  Postanowiłyśmy, z mamą, że trzydziestolecie wolnej Polski, trzeba uczcić dobrą kolacją i kieliszkiem białego wina. Zamówiłyśmy sałatkę z kozim serem, pieczone ziemniaczki i kęski z gęsi. Pyszne! Do tego toast. Za wolną Polskę! (Wierzymy, że taką pozostanie). Po dwóch godzinach, na Długim Targu było mnóstwo ludzi. Gdy zaczęły się zaplanowane wystąpienia,https://www.facebook.com/100004872588702/videos/1197595487079526/?id=100004872588702 był już prawdziwy tłum.https://www.facebook.com/mojeporyroku/videos/670072170098824/UzpfSTEwMDAwNDg3MjU4ODcwMjoxMTk3NjM5MTQ3MDc1MTYw/?id=100004872588702 Wbrew informacjom TVP. Bo na Wiecu było, conajmniej kilkanaście tysięcy ludzi. Około 21.00, zamówiłyśmy taksówkę, by wrócić do naszej kwatery.  Gdańsk jest pięknym, rozwijającym się miastem. Miałam też wrażenie (subiektywne, bo wizyta krótka), że żyje się tu łatwiej, niż w Stolicy. Zobaczyłam to także w chwili, gdy taksówka była w stanie podjechać, niemal dokładnie we wskazane miejsce. Warszawska Starówka nie jest tak dostępna. Byłyśmy zmęczone. Ale podekscytowane i na swój sposób- szczęśliwe. Chciałam jeszcze wstąpić do Katedry.niestety, była zamknięta.  Na wieczorny koncert, nie miałyśmy już siły.  Zwłaszcza, że na to wydarzenie, nie dostałam akredytacji. Po drodze, drobne zakupy na śniadanie.  Gospodyni pomogła nam rozłożyć duże łóżko. Chwilę  później, spałyśmy.
 5 czerwca 2019. Środa,
7:00.
Obudziłam się. Mama jeszcze spała. Ja, chciałam obejrzeć zdjęcia, jakie zrobiłyśmy, opisać i kilka udostępnić na Facebooku. Odebrałam też wiadomość, że o 12.00, w restauracji ECS,  odbędzie się podsumowujące spotkanie dla dziennikarzy, z udziałem Prezydent Dulkiewicz.
9:00-11:30
Zjadłyśmy śniadanie. Ubrałyśmy się i spakowałyśmy plecaki, które do wieczora zgodził się przechować gospodarz. Byłyśmy względnie blisko od Archikatedry Oliwskiej,którą widziałam, jako dziecko.http://www.archikatedraoliwa.pl/ Chciałam najpierw tam pojechać, bo byłam(i jestem) wdzięczna Bogu za wolną Polskę i te dwa dni w Gdańsku. Przed spotkaniem, nie miałyśmy wiele czasu. Ale, bardzo mi zależało na, choć krótkiej modlitwie.
12:00-15.00.
ECS- spotkanie dla dziennikarzy nie było długie. Tym razem, w  całym budynku było zdecydowanie mniej ludzi.  Rozmawiałam chwilę z  Basilem Kerskim – Dyrektorem ECS.  Potem, miałyśmy już czas dla siebie. Najpierw smaczne przekąski i kawa, kilka zdjęć, później trochę czasu spędziłam w muzealnej księgarni. Kupiłam książkę Pawła Adamowicza Gdańsk jako Wspólnota. Już po lekturze kilku stron, zrozumiałam, że był niezwykłym człowiekiem, wręcz wizjonerem. Zrozumiałam, dlaczego obecny rząd tak bardzo uderza w samorząd i mami ludzi bzdurami o landyzacji Polski. Człowiek taki, jak Prezydent Adamowicz, mógł być albo rozumiany i, jako samorządowiec, wspierany przez rząd albo tak dalece nierozumiany i krytykowany, że aż marginalizowany i ośmieszany.A, przecież , przez dziesięciolecia, doświadczenia polskiego samorządu były wzorem dla rodzących się w świecie demokracji. Uczyli się od nas także Węgrzy, których dobrą, wieloletnią praktykę, w 2010 roku, zaprzepaścił premier Orban. Warto wnioski wyciągać.   Obejrzałyśmy jeszcze wystawę Chrisa Niedenthal. Ja, akurat nie moglam przegapić takiej okazji Ta wystawa, utwierdziła mnie, że nasza bezkewawa rewolucja, Okrągły Stół i Wolne Wybory 1989, były błogosławieństwem. https://ecs.gda.pl/title,pid,1975.html
Na koniec, zrobiłyśmy zdięcia przy specjalnie przygotowanym, biało-czerwonym, okrągłym stole i na terenie budynku ECS. Poprzedniego dnia było to znacznie trudniejsze. Posiedziałyśmy chwilę przy fontannie. W końcu, zamówiłyśmy taksówkę i pojechałyśmy do Bazyliki Mariackiej.http://www.mygdansk.com.pl/kosciol-mariacki-w-gdansku.php Chciałam pomodlić się przy grobie Prezydenta Adamowicza. Najpierw, jednak, zobaczyłam przepiękne zdjęcie,uśmiechniętego Prezydenta. Takie zdjęcie powoduje, że tudno uwierzyć , że go nie ma.
W końcu przyszedł czas na pożegnalny obiad. Znalażłyśmy fajną knajpkę na Długim Targu. Zjadłam pyszną pizzę. Z gruszką, kaszanką i serem pleśniowym. Rozkosz dla podniebienia!
18:00
Jedziemy po plecaki i na dworzec. Dołącza do nas Ela, moja koleżanka, którą spotkałam poprzedniego dnia na Wiecu. Nie miałyśmy czasu, żeby spotkać się w Warszawie, to wpadłyśmy na siebie w Gdańsku.Do domu dotarłyśmy o 22:00. Kot był szczęśliwy. Ja, pełna wrażeń.
P.S.
14.06.2019. Piątek. Warszawa.
Referat Prasowy Urzędu Miejskiego w Gdańsku podaje, że w obchodach Święta Wolności i Solidarności, wzięło udział 220 000 osób. 13 czerwca(środa), o godzinie 12:00, na konferencji prasowej podsumowano obchody. Aleksandra Dulkiewicz odczytała fragment listu śp. prezydenta Pawła Adamowicza z 11 stycznia 2019 r.,do polskich samorządowców.
„Odpowiedzialność za nadanie rocznicy 4 czerwca 1989 roku odpowiedniej rangi, spada na władze samorządowe. Gorąco zapraszam do udziału w gdańskichuroczystościach, jak też współpracy, by nadać im wymiar ogólnopolski.” Ten cel udało się zrealizować. Wskazują na to pozostałe dane, przywołane przez Gdański Referat Prasowy: ECS odwiedziło 119 886 osób (04 czerwca – 27 702 osób). Strefę Społeczną, przygotowaną przez Fundację Gdańską odwiedziło 41 000, strefę kultury, kolejne 20 000, zaś na koncertach bawiło się 39 000 osób.  Obchody były obchodzone w całym kraju – do udziału w obchodach zarejestrowało się 922 samorządowców.
Prezydent Dulkiewicz:
„Chciałabym podziękować kilkudziesięciu tysiącom darczyńców, bez których Święto Wolności i Solidarności nie byłoby możliwe. Odruch serca wielu ludzi świadczy o tym, że ważne jest to, aby dziś zastanowić się nad znaczeniem słów: wolność, solidarność, co znaczy 30 lat wolności . Jesteśmy dumni, że święto miało wymiar ogólnopolski, bo wiemy, że wiele gmin, dużych i mniejszych miejscowości obchodziło u siebie rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów. To nie jest koniec naszych wspólnych działań. Rozpoczynamy dyskusję o nowej Polsce i o tym jak wspólnie, również razem z organizacjami pozarządowymi, budować lepszy ład naszych mniejszych i większych ojczyzn.”
Od siebie dodam, że wszystkie , zamieszczone na blogu zdjęcia są autentyczne. Robiłam je osobiście, moim telefonem. Zdjęcia robiła także moja mama, również należącym do niej telefonem. Wyjaśnienie to wydaje mi sie konieczne, ze względu na pojawiające się wątpliwości niektórych Czytelników, dotyczące prawdziwości zdjęć. Mam nadzieję, że podane wyżej liczby oraz to wyjaśnienie, pomogą zrozumieć , jak niebezpieczna jest wszelka socjotechnika. Zwłaszcza ta, stosowana na masową skalę. Wszystkim Tym, zaś, którzy mają wątpliwości, czy warto świętować rocznicę 4 czerwca 1989, wcześniej Okrągły Stół, polecam historię Chińczyków. Ich masakra miala miejsce tego samego dnia – 4 czerwca. Przeczytałam gdzieś bardzo proste, a zarazem głębokie zdanie: „Lepiej wypić razem wódkę, niż do siebie strzelać”. Osobiście, polecam wino. Autora tych słów proszę o wybaczenie, że nazwiska nie pomnę.