Krzyk, który kruszy mury

Nominację otrzymał od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Orzekał, między innymi w sprawie Janusza Kaczmarka. Nakazał wznowienie umorzonego w 2016 roku postępowania w sprawie przeniesienia obrad Sejmu do Sali Kolumnowej. Dziś, na celowniku władzy, z uchylonym immunitetem sędziowskim. Nie ustaje w obronie niezawisłości sądów.

Rozmowa z Igorem Tuleyą- Sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie, którego władza odsunęła od orzekania.

Laura Jurga: Dużo dzieje się obecnie w Polsce, atmosfera jest bardzo gorąca. Ale, dużo dzieje się także wokół Pańskiej Osoby. Czy mamy jeszcze w Polsce demokrację?

Sędzia Igor Tuleya: Trwa walka o demokrację. W jej obronie stają nie tylko sędziowie. Dziś, walczą zwłaszcza kobiety i młodzież. Oni są na tej pierwszej linii walki o prawa człowieka. Tu, postawiłbym kropkę.

Zapytam, wobec tego o „ulicę”, bo to głównie tu rozgrywa się walka, o jakiej Pan mówi. Młodzi, „zwijani” przez Policję, brutalnie zakuwani w kajdanki, wrzucani do radiowozów. Wśród nich- Janek Radziwon– siedemnastolatek, którego Policja najpierw zawiozła na komendę na warszawskim Żoliborzu, potem trafił na komendę w Piasecznie, gdzie spędził noc, bez możliwości kontaktu z rodzicami, by znów trafić do Warszawy. Tym razem do prokuratury. Czternastolatka z Krapkowic, który udostępnił w sieci post „o Spacerze”, „odwiedziła” w domu Policja. To nie są odosobnione przypadki. Co się dzieje?

I.T. Myślę, że państwo represyjne coraz bardziej pokazuje swoje oblicze. Ale, widzę też w tej sytuacji dobry element… impulsem do tego, że ludzie głośno zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie, było rozstrzygnięcie upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego. O tym, że niezależne sądy, to nie są fanaberie „nadzwyczajnej kasty”, a prawo każdego obywatela, my- Sędziowie mówimy „od zawsze”. Wydaje się, że ludzie zaczynają dostrzegać, że niezależne sądy są potrzebne. Bo, jeśli zostaną upolitycznione to takich rozstrzygnięć, jak- mówiąc w cudzysłowie- ostatni „wyrok” Trybunału Konstytucyjnego, możemy mieć więcej i one zaczną zapadać przed sądami powszechnymi.

Czy, to oznacza, że władza potrzebuje zależnych sądów?

I.T. Oczywiście, że tak. Każda władza, zwłaszcza ta obecna potrzebuje zależnych sądów, ponieważ sądy niezależne, są przeszkodą w podporządkowaniu tej władzy całego państwa. Najbardziej prominentni politycy, nie przez przypadek mówią dziś, że sądy są ostatnim bastionem. Rzeczywiście, my- Sędziowie możemy odpowiedzieć: „Tak, Panie Prezesie, jesteśmy ostatnim bastionem i będziemy bronić wartości demokratycznych”. Jeśli nie będzie niezależnych sądów, to władza w sposób całkowicie niekontrolowany przejmie pozostałe obszary życia. Po demolowaniu i podporządkowaniu sobie niezależnych sądów, przyjdzie czas na niezależne media, organizacje pozarządowe, narzucanie „Kowalskiemu” jednej wizji państwa…

Ale, powiedział Pan, że każda władza działa podobnie, każda potrzebuje sądów. Czym, w takim razie różni się w swoich działaniach obecna władza od poprzedniej?

I.T. Oczywiście, każdy polityk chce wprowadzić swoją wizję, wizję nieograniczonej władzy. Różnica polega na tym, że do tej pory, politycy respektowali praworządność, respektowali wyroki sądów. Natomiast, od 2015 roku, władza kompletnie nie przejmuje się wyrokami sądowymi, a politycy partii rządzącej niszczą praworządność, mają w nosie obywateli i opinię publiczną, także tę światową.

Zapytam, wobec tego o Pańską sytuację. Władza już pozbawiła Pana immunitetu sędziowskiego, obniżyła o dwadzieścia pięć procent wynagrodzenie i odsunęła od orzekania. Proszę wybaczyć to pytanie, ale skoro nie może Pan obecnie orzekać, nadal jest Pan sędzią?

I.T. Tak, jestem sędzią zawieszonym w czynnościach służbowych. Najbardziej dotkliwe jest to, że zostałem odsunięty od orzekania. Rozstrzyganie spraw jest najistotniejsze w pracy sędziowskiej. Nie wiem, czy mogę się nadal czuć sędzią. Dobrowolnie nie zrezygnuję. Politycy będą mnie musieli z tej służby usunąć.

Powiedział Pan, że ta władza nie liczy się także ze światową opinią publiczną. Rozumiem, że to dotyczy także wyroków TSUE.

I.T. Władza nie przestrzega porządku prawnego, nie przestrzega prawa. Na każdy system prawny składają się również orzeczenia sądowe wydawane przez niezależne sądy, a nie quasi organy, które same nie respektują porządku prawnego. Mam tu na myśli tak zwaną Izbę Dyscyplinarną. Władza wykonawcza nie respektowała i nie wykonywała nie tylko wyroków polskich sądów, na przykład administracyjnych , które wypowiadały się, między innymi na temat statutu tak zwanego KRS, i tak zwanej Izby Dyscyplinarnej. Władza nie respektowała również orzeczeń, które zapadały w Sądzie Najwyższym. Mam tu na myśli chociażby Uchwałę trzech połączonych Izb. Ale, w żaden sposób nie wykonano również orzeczeń Trybunałów Europejskich. Rządzący nie podporządkowali się wyrokom sądowym, czyli łamali prawo.

Powiem językiem władzy: Prawo polskie to prawo polskie. Prawo unijne to prawo unijne. Władza przestrzega prawa polskiego…

I.T. Tak, ale z samej Konstytucji RP wynika, że prawo europejskie jest elementem prawa polskiego. A umowy międzynarodowe, mają pierwszeństwo przed prawem krajowym. Jesteśmy w Unii Europejskiej i powinniśmy szanować nie tylko prawo krajowe, ale także porządek europejski.

Czy, respektując ten porządek, jako Państwo rezygnujemy ze swojej suwerenności?

I.T.W żaden sposób. Większość Polaków jest dumna z tego, że jesteśmy nie tylko Polakami, ale także Europejczykami. Przez to, że respektujemy porządek europejski, pokazujemy nie tylko to, że przestrzegamy praworządność, ale również wzmacniamy wspólną Europę.

Większość z nas identyfikuje się z Unią Europejską, Polacy czują się częścią Wspólnoty. Pytanie, czy obecna władza chce, byśmy się tak czuli?

I.T. Jeśli, nasi rządzący łamią zasady demokratyczne, jak praworządność i niezależność Sądów, jednocześnie kontestują orzeczenia sądów europejskich, stawiają się tym samym poza Unią Europejską i wychodzą ze zjednoczonej Europy.

Grozi nam, Pana zdaniem Polexit? Pytam o to w kontekście Veta rządzących. Niezgoda na powiązanie wypłat funduszy unijnych z przestrzeganiem praworządności. O co krzyk? Decyzja na poziomie Wspólnoty już zapadła, a my możemy dziś jedynie stracić ogromne pieniądze. W dodatku, na własne życzenie. Co nam zostanie, jeśli odłożymy na bok partyjną propagandę?

I.T. Nie wiem, jakie są rzeczywiste zamiary rządzących, ponieważ nie jestem politykiem. Ale, jeśli te działania nie doprowadzą do Polexitu, to z pewnością zmarginalizują nasz kraj w Europie. Nie będziemy Państwem, tylko „państewkiem”, które nie przestrzega prawa europejskiego i podstawowych zasad, które funkcjonują w każdym, cywilizowanym kraju. Wydaje się, że nikt z demokratycznego świata nie będzie chciał z takim tworem utrzymywać poważnych, prawdziwych relacji.

Powiedział Pan coś bardzo ważnego, teoretycznie oczywistego: Jest Pan sędzią, nie politykiem. Dlaczego, tak ważny jest trójpodział władzy i dlaczego jest niszczony?

I.T. Trójpodział władzy jest ważny i potrzebny w każdym czasie. Nawet teraz, w czasie pandemii, kiedy wszyscy się już przekonali, że porządek prawny i prawa obywatelskie są naruszane, na przykład podczas protestów. Jeśli nie ma niezależnych sądów, które mogą kontrolować władzę wykonawczą, dochodzi do rozmaitych nadużyć. Decyzje polityków kontestowane są przez różne grupy społeczne i widzimy to teraz na ulicach. Jeśli nie będzie niezależnych sądów, nie będzie rzeczywistej kontroli nad politykami i urzędnikami.

Skoro już jesteśmy przy protestach, zapytam o ich status. Legalne czy nie?

I.T. Nie został ogłoszony ani stan nadzwyczajny, ani wyjątkowy. Obywatele mają prawo wyrażać swoje poglądy. Mają prawo wyrażać niezadowolenie. A, jedną z form wyrażenia takiego niezadowolenia, są protesty uliczne.

Rządzący, politycy, w tym Jarosław Kaczyński mówią o narażaniu ludzi na śmierć…

I.T. Jestem przekonany, że obywatele są świadomi zagrożeń. Ale, bronią ważnych dla nich wartości, dla których gotowi są poświęcić zdrowie, a może także życie.

Wrócę do wątku, który osobiście Pana dotyczy. Choć jest wielu niezłomnych Sędziów, to Pan jest Symbolem wolnych sądów. Dlaczego władza Pana nie lubi?

I.T. Ja, nie czuję się tu jakoś specjalnie wyróżniony przez władzę. Po prostu wzięli na celownik sędziów, którzy orzekają niezawiśle i nazywają rzeczy po imieniu. Do opinii publicznej przebiły się głównie wyroki, w których piętnowałem obecnie rządzących. To nie tylko 2016 rok i wydarzenia w Sali Kolumnowej czy działania organów ścigania, ale także okres 2005-2007. Tak naprawdę, w każdym okresie wydawałem wiele orzeczeń, w których piętnowałem nieprawidłowości nie tylko PIS-u, ale także poprzednich ekip rządzących. Jak już powiedziałem, władza nie lubi sędziów, którzy próbują być niezawiśli.

A, co z KRS i Izbą Dyscyplinarną?

To, co się dzieje w KRS to realizacja planu podporządkowania partii rządzącej sądownictwa, wymiaru sprawiedliwości. Zaczęło się od Trybunału Konstytucyjnego, który został zdemolowany, następnie było przejęcie Krajowej Rady Sądownictwa. Bezprawnie skrócono kadencję starej KRS. Potem – wbrew zapisom Konstytucji – umieszczono tam osoby wybrane przez polityków, nie przez sędziów. Później był atak na sądy powszechne i demolowanie Sądu Najwyższego. Następnie stworzono „bicz” na niepokornych sędziów. Postepowanie dyscyplinarne, zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów zostały całkowicie zdominowane przez jednego polityka – Ministra Sprawiedliwości. Wszystkie te działania służą wyłącznie temu, by niszczyć niezależność wymiaru sprawiedliwości. Trzeba ciągle pamiętać, że jeśli nie będzie wolnych sądów, wówczas nie będzie wolnych wyborów i nie będzie wolnych ludzi.

Czy Pańska sytuacja i, jak powiedzieliśmy także sytuacja wielu innych sędziów, ma wywołać efekt mrożący? Czemu to ma służyć? Macie się przestraszyć?

I.T. Oczywiście, że tak. Szykanowanie sędziów ma wywołać efekt mrożący w całym środowisku sędziowskim. „Jeśli nie będziecie wydawali wyroków po myśli rządzących, narażacie się na represje”. Proszę zobaczyć, jak została zniszczona niezależność prokuratury. Wszystko wskazuje na to, że prokuratorzy działają zgodnie z oczekiwaniami rządzących. Chodzi o to, by ten mechanizm wprowadzić również w sądownictwie. Niewątpliwie po tym, nastąpi również atak na niezależne samorządy prawnicze, zostanie zniszczona niezależność Adwokatury. Także, to nie jest koniec działań.

Dziś, ta zależna prokuratura, prokuratura Zbigniewa Ziobry, może Panu postawić zarzuty. Jak, w praktyce wygląda Pańska sytuacja?

I.T. Rzeczywiście, w tym wniosku o uchylenie immunitetu, Prokuratura wskazała, że miałem przekroczyć i nie dopełnić swoich obowiązków. Miałem ujawnić informacje z postępowania przygotowawczego. Te zarzuty są absurdalne. Jestem przekonany, że przed niezależnym sądem zostanę uniewinniony. Natomiast, ja nie uznaję Izby Dyscyplinarnej za niezależny Sąd. Uważam, że osoby, które tam zasiadają nie są niezawisłe i powinny wstrzymać się z wydawaniem orzeczeń. Tak postanowił Trybunał Sprawiedliwości w postanowieniu z kwietnia 2020 r., zawieszające działalność Izby Dyscyplinarnej. Uważam, że ten organ działa niezgodnie z prawem, więc – będąc konsekwentnym- nie mogę się również stawić na przesłuchanie w Prokuraturze. Gdybym stanął przed prokuratorem, przyznałbym, tym samym, że aprobuję nielegalne działania Izby Dyscyplinarnej. W ten sposób legitymizowałbym bezprawie. Nie stawię się zatem dobrowolnie w Prokuraturze, choć oczywiście, nie ukrywam się i nie uciekam. Mam świadomość tego, że Prokurator może zastosować wobec mnie rozmaite środki przymusu, łącznie z pozbawieniem mnie wolności, by wyegzekwować ode mnie udział w przesłuchaniu. Jestem gotowy w obronie tych zasad, o które walczę od zawsze, takie koszty ponieść.

Może nie chodzi tylko o efekt mrożący, ale również o rodzaj politycznego odwetu. Mimo, że jest Pan Sędzią, mianowanym przez Lecha Kaczyńskiego…

I.T. Uważam, że chodzi o zastraszenie sędziów. Na tę sytuację trzeba spojrzeć i zobaczyć, że obrońcy Sądów to Drużyna. Nie chodzi o jednostki. Jest nas wielu, jesteśmy solidarni, jesteśmy razem.

Władza łamie prawo, ale ma swoją całkiem skuteczną narrację. Co My, Obywatele, poza choćby naciskiem, jakim teraz jest ulica- możemy zrobić?

I.T. Należy, w sposób pokojowy okazywać swoje niezadowolenie, nie dać się zagłuszyć rządowej propagandzie. Aby, nie dać się zagłuszyć, trzeba głośno krzyczeć. Krzyk jest w stanie skruszyć najgrubsze mury, jeśli będzie głośny i wydobędzie się z wielu gardeł.

Nie ustawać…

I.T. Tak, jestem przekonany, że obronimy demokrację. Mając tę wiarę- musimy walczyć do końca.

Czuje się Pan „resortowym dzieckiem”?

I.T. Nie, nie czuję się. W młodości chodziłem do szkoły średniej do „Rejtana”, gdzie uczyły się osoby o, tak zwanych otwartych umysłach. Mieliśmy różne zdania i pomysły na życie, ale potrafiliśmy stworzyć wspólnotę. Żyliśmy razem. Myślę, że wychowywałem się w atmosferze wolności.

Mam już ostatnie pytanie: Warto być przyzwoitym?

I.T. Oczywiście, że tak. Zawsze warto być przyzwoitym. I tyle.

Panie Sędzio, bardzo dziękuję za rozmowę. Pozwolę sobie także, podziękować Panu za niezłomność.

Nie bierzecie odpowiedzialności za swój Kościół

Współzałożycielka i wiceprezeska „Kongresu Świeckości”. Walczy o lepszą Polskę i nie boi się o tym mówić. Działaczka „Warszawskiego Strajku Kobiet”, która nie boi się również protestować przeciwko bezprawiu i arogancji władzy. Rozmowa z Bożeną Przyłuską.

Laura Jurga: Niewidziane od dziesięcioleci tłumy, wyległy na ulice polskich miast i miasteczek. Kiedy słucha Pani reakcji rządzących, jakie ma Pani wrażenie?

Bożena Przyłuska: Mam wrażenie, że oni są naprawdę wystraszeni. Na konferencjach premiera wybrzmiewa zawoalowana groźba, choć nieśmiała. Nie wierzą w to, co do nas mówią, ale tak dalece zabrnęli w spiralę kłamstwa i podłości, że nie są w stanie się z tego wycofać. Nie wiem do czego nas to zaprowadzi. Kiedy słucham, niektórych wypowiedzi, mam wrażenie, że rząd idzie na ostre zwarcie. To musi doprowadzić do ostrych, krwawych zamieszek, bo ludzie, którzy wychodzą na ulicę, absolutnie nie odpuszczą. To jest sprawa życia i śmierci. Dla tych setek tysięcy młodych ludzi, to jest sprawa „być albo nie być” Mają dość! Coś w nich pękło. Nie zamierzają stąd wyjeżdżać. To jest, mam wrażenie- skumulowana energia, która pojawiła się w związku z haniebnym wyrokiem Trybunału Julii Przyłębskiej dotyczącym całkowitego zakazu aborcji. Ale, w tych młodych od dawna drzemie wstręt, niewyrażony bunt wobec kompletnie nieprzystających do ich wyobrażeń o życiu, o świecie działań. To, co wyprawia ta władza jest dla tych ludzi nie do przyjęcia. Oni mają dwadzieścia lat, pięć lat temu mieli piętnaście i to jest jedyna władza, jaką znają. Ale oni są obywatelami świata, w telefonach mają całą wiedzę świata i przyjaciół z zagranicy, mają wiedzę na temat rozwiązań prawnych w innych krajach i wiedzą, jak restrykcyjne jest prawo polskie, prawo reprodukcyjne. To nie jest spór światopoglądowy. Uważam, że to obrzydliwe określenie. Ludzie mają dość, bo tu chodzi o prawo liberalne, w sensie wolności i praw człowieka.

Odrobinę uprzedziła Pani moje kolejne pytanie. Chciałam, w ślad za premierem Morawieckim zapytać, o co toczy się spór? Dodam, że na jednej z konferencji prasowych premier oświadczył, że wyrok Trybunału Julii Przyłębskiej nie dotyczy przypadków zagrożenia zdrowia i życia kobiety.

B.P. Paradygmat ekstremistów prawicowych zakłada, że płód jest ważniejszy, niż kobieta. A, już na pewno zakłada, że ten płód ma pełnię praw. To nie jest paradygmat, który uznajemy. Nasz jest całkowicie odmienny. Ale, takie myślenie jest właściwe także ludziom, kobietom, które przeżywają ciążę. Tego nie da się rozstrzygać na papierze, jak chce premier, czy na sali plenarnej lub w TVP info. Papier i TVP info, zniosą wszystko. Tymczasem, my rozmawiamy o torturowaniu kobiet. Nie jest to wymysł „lewaków”. Zostało to usankcjonowane przez Europejski Trybunał Praw człowieka, który stwierdził, że Polska stosuje tortury wobec kobiet, nie dając dostępu do legalnej procedury przerwania ciąży w chwili, gdy płód jest uszkodzony. Takie wyroki zapadały, gdy wady płodu były przesłanką do legalnej aborcji. W tej chwili, nie ma takiej możliwości. Ani w teorii, ani w praktyce. Nie wiem, dokąd nas to zaprowadzi. Mam wrażenie, że idziemy w kierunku wojny domowej. Po naszej stronie jest absolutna desperacja. Po „tamtej” stronie- blokada, związana z handlami politycznymi, które już zostały niejako skonsumowane, Nie wiem, co dalej. Oni wiedzą, że jeśli opublikują ten wyrok TK Julii Przyłębskiej spłonie jakiś budynek rządowy. Może kościół. Eskalacja jest ogromna.

Ja, nie rozdzieram szat. Rozumiem emocje, zgadzam się i rozumiem ten bunt i przesłanie. Dla mnie, jako katoliczki, Bóg niekoniecznie mieszka w budynkach „ręką ludzką uczynionych”. Ale, niszczenie budynków, zwłaszcza kościołów jest jednak barbarzyńskie i wyklucza dialog.

B.P. Jeśli ktoś, kto dorwał się do władzy nad tobą, grozi ci torturami, chodzenie z kartonikiem na pokojowych demonstracjach staje się nieadekwatne. Do czego zdolni są wtedy ludzie, czas pokaże. Lub nie, jeśli rządzący pójdą po rozum do głowy.

Do mnie docierają opinie, obecnych na protestach kobiet. Wiele z nich mówi, że nie tyle opowiada się za całkowitym prawem do aborcji, ile za możliwością dokonywania wolnego wyboru. Część protestujących mówi o powrocie pierwotnego zapisu, który Julia Przyłebska „radośnie” wyrzuciła., więc jeszcze raz-: o co spór?

B.P. Tak naprawdę, spór jest cywilizacyjny. Toczy się o władzę nad rozrodczością i kobietami. Grupy, które w Polsce i na świecie, lobbują za wprowadzeniem całkowitego zakazu aborcji,a które mają kluczowy udział w tym, co się w Polsce w tej chwili dzieje, jak ,”Pro Prawo do życia „czy „Życie i Rodzina”, czyli Kaja Godek, Mariusz Dzierżawski i Ordo Iuris Iuris ze swoją ławką ekspertów. To są organizacje należące do prawicowej sieci ekstremistów. Klementyna Suchanow, w swojej książce „To jest wojna. Kobiety, fundamentaliści i nowe średniowiecze” ”opisała ten mechanizm, opisała jak działają prawicowi ekstremiści. Ultrakonserwatyści. Chociaż ,ja te działania określam słowem nieparlamentarnym. Ci ludzie mają cały pakiet żądań. To nie tylko zakaz aborcji, ale również zakaż antykoncepcji, homoseksualizmu i rozwodów. W tej wizji istnieje mężczyzna i jego inwentarz, przy czym mężczyzna jest wyłącznie heteroseksualny, a kobieta stanowi część jego inwentarza. Opisane jest to w Raporcie „Restoring The Natural Order”(Przywrócenie Naturalnego Porządku) Ekstremiści, tę wizję świata chcą przenieść na dzisiejsze realia, na XXI w. Ale, ludzie są dziś świadomi, wykształceni, wiedzą czego chcą i znają swoje prawa i będą do tego dążyć. To jest zderzenie dwóch wizji świata. Spór toczy się o porządek, o władzę, którą mają utrzymać mężczyźni.

Słucham tego, co Pani mówi i mam wrażenie, że chodzi o naturalny porządek świata, dany nam przez Boga. Mówię to jako osoba wierząca, katoliczka. Z tym porządkiem związana jest także ochrona życia na każdym etapie, co nie zmienia faktu, że to, co się dzieje w naszym kraju, nie mieści mi się w głowie.

B.P. Zachęcam wszystkie osoby, które wierzą, że Bóg stworzył świat, by chroniły swoje płody. Ale, niech nie mówią nam, czego nie wolno, bo ich religia nam tego zabrania. Nie wierzę w Boga. Żyję w Polsce, nie w Watykanie i chciałabym, żeby prawo pomyślane było dla wszystkich, a nie tylko dla osób wierzących. Nie jesteśmy państwem wyznaniowym. Media szafują liczbami, ale za głęboko wierzących, choć nie bardzo wiem, co to znaczy – uważa się dziesięć procent katolików. Jeżeli to ma być państwo wyznaniowe, to ja za chwilę wezmę bagnet i będę walczyć. Po moim trupie wprowadzicie tu państwo wyznaniowe. Miarka się przebrała.

Ja , muszę jeszcze raz podkreślić, że też się na ten stan rzeczy nie zgadzam. Mam świadomość tego, że prawo państwowe nie może uwzględniać tylko katolickiego światopoglądu.
B.P. Wszyscy jesteśmy w Polsce u siebie i dla wszystkich musi się tutaj znaleźć miejsce. Dla niewierzących i wiernych innych wyznań, dla osób o orientacji nieheteronormatywnej, dla feministek, socjalistek i antyfaszystek też. Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę. Ale, nie trzeba być katolikiem, żeby być dobrym człowiekiem.
Absolutnie…

B.P. Chociaż ostatnio mam wrażenie, że jest wręcz odwrotnie. Przepraszam, jeśli za daleko się posunęłam.

Nie, ja też to widzę. Również rozdźwięk między deklarowaną wiarą i wartościami a życiem. Ale, znam na szczęście wielu uczciwych i naprawdę wierzących katolików.

B.P. Jasne, ja też. Ale, oni są teraz po właściwej stronie sporu.

Czuję, że też jestem po tej stronie. Zapytam jeszcze raz o kościoły, o akty wandalizmu. Opinię publiczną to jednak oburza Także przerywanie Mszy świętej… protestujący krzyczą: „To jest Wojna!”…

B.P. Nawiąże do wypowiedzi Marty Lempart. Udzieliła wywiadu w TVN24. Powiedziała, że ją oburza łamanie praw i niszczenie demokracji w Polsce i kłócenie ludzi, nastawianie ich przeciwko sobie. Mnie ta wypowiedź wzruszyła. Ataki na kościoły mnie nie oburzają, są zasłużone. Wspomniała Pani o opinii publicznej. To jest właśnie opinia publiczna. Publika wyraziła swoją opinię. Ja bym tego nie zrobiła, nie potraktowałabym ścian kościołów sprayem. Ale, absolutnie to rozumiem. Nie zdziwię się, jeśli stanie się coś więcej. Nie rozmawiamy o światopoglądzie, a o prawach człowieka., wyborze cywilizacyjnym.

Nie boi się Pani eskalacji? Zwłaszcza, że Jarosław Kaczyński wezwał do, tak zwanej „obrony kościołów”. To nie do przyjęcia. Jednak, zakłócanie Mszy świętej jest dla osób wierzących trudne do zaakceptowania. Wierzymy, że jest tam Żywy Bóg. Nawet ci wierzący, którzy są , jak Pani powiedziała- „po właściwej stronie sporu”, robią w takiej sytuacji krok do tyłu.

B. P . Myślę, że zrobiła Pani błędne założenie. Założyła Pani, że osoby, które wchodzą do kościoła i zakłócają Mszę,, są spoza kościoła. Ja nie wchodzę, bo źle czuję się w kościele. Weszły moje wierzące koleżanki, które chciały pokazać swoim Pasterzom, że nie zgadzają się na to, co wyprawiają ich Pasterze- to wsparcie partii z ambon . To nie jest bunt ateistów.
Kościół ma problem ze swoimi wiernymi?

B.P. Z wiernymi. Powiedziałabym jednak, że przede wszystkim z pasterzami .Jeśli, rozumiemy Kościół jako wspólnotę. Gdybym była katoliczką, zastanowiłabym się, jak zmienić Kościół od środka- tak, by wyprowadzić z niego zło i podłość.

Bardzo Pani dziękuję za te słowa. Są trudne, ale piękne. Ważne, bo patrzy Pani z zewnątrz. Zapytam, czego oczekujecie po tych wizytach w kościołach?

B.P. Jak mówiłam, ja do kościołów nie wchodzę. Protestuję na zewnątrz. Chcemy rozdziału Kościoła od Państwa. Kościół interesuje mnie tylko w takim zakresie, w jakim ja jestem przedmiotem zainteresowania Kościoła. Jeśli ktoś wchodzi mi z butami do domu i rozstawia meble, to wyrzucam go za drzwi. Tak rozumiem moje protesty pod kościołami.

Już wiem, jakie ma Pani przesłanie. Ale, chciałabym zapytać o oczekiwania. Jeśli mamy nie dopuścić do „zwarcia” między nami, do rozlewu krwi i ofiar, to musimy ze sobą rozmawiać i chcieć się wzajemnie usłyszeć. Czego Pani oczekuje od ludzi Kościoła?

B.P. Uważam, że wierni powinni się zbuntować. Mówimy o mafijnym układzie w Kościele: Episkopat – PiS. Ten układ trwa dzięki handlowi politycznemu, dzięki opłacaniu Kościoła za pomocą pieniędzy, działek, przywilejów, w zamian za poparcie polityczne z ambon. To jest dla mnie naruszenie tej świętej granicy między Państwem a Kościołem. To jest granica, której przekraczać nie wolno. Ja nie jestem członkinią Kościoła, nie zamierzam być i nie zamierzam żyć w państwie wyznaniowym. I takich ludzi, jak ja są miliony. W rzeczywistości, do kościoła chodzi ¼ populacji. Reszta jest kompletnie obojętna. Choć teraz, temperatura uczuć pewnie znacznie wzrosła. Bycie katolikiem kulturowym, na przykład samo święcenie jajek, czy ubieranie choinki, nie ma nic wspólnego z przynależnością do Kościoła.. Pani o tym wie.

To prawda.

B.P. Kiedy dzieci były małe, też raz czy dwa święciłam jajka. Nie wiem, co mnie napadło. Może to presja babci. Jakiś bezwład. Człowiek dwudziestoparoletni wprowadza w swoje życie nawyki i rytuały rodzinne. Refleksja przychodzi wcześniej lub później. Dlatego, nie zgadzam się na opinię, że to jakaś większość została zaatakowana przez „lewactwo” i chuligańską mniejszość, bo na ulicach dziś są przede wszystkim inteligenci. To osoby świadome, młode i wykształcone, które w większości nie dopuszczają się aktów chuligańskich, a walczą o swoje prawa. Jakaś niewielka część, posuwa się trochę dalej. Ale, trudno robić z tego wielki szum, mówimy o murach. A tym ludziom właśnie odebrano prawa człowieka.

Jestem w stanie się z tym zgodzić, a na pewno zrozumieć. Choć, nie popieram. ”Obrona kościołów” nie może uderzać w człowieka. Chrześcijanin, katolik nie może odpowiadać agresją.

B.P. Na odebranie praw człowieka, można reagować bardziej radykalnie.

Czy, gdyby ktoś z kościoła, na przykład ksiądz, wyszedł do protestujących i zaczął z nimi rozmawiać, to Pani zdaniem coś by się zmieniło?

B.P. Myślę, że tak. Ale Kościół tak nie funkcjonuje. Większość księży nie wychodzi do swoich wiernych i z nimi nie rozmawia. Większość jest niewykształcona, podległa swoim biskupom, sfeudalizowana. Pewnie są też fajni księża, pewnie głównie w dużych miastach. Ale, moim zdaniem , Kościół to rozgrywa. Są dobrzy i źli księża. To, jak zabawa w „złego i dobrego policjanta”. Wierny ma świadomość, że biskup jest straszny, ale pociesza się, że ma fajnego księdza w parafii. Nie wiem, co musi się wydarzyć, by ludzie otworzyli oczy. Kler jest synonimem zepsucia.

Antyklerykalizm, powinien być cechą każdego myślącego katolika.

B.P. Zdecydowanie tak. Chciałam to powiedzieć. To powinien być ruch wewnątrz Kościoła. Pojęcie antyklerykalizmu należy zredefiniować.

Jeszcze raz uspokoję- wierzący, rozsądni katolicy o tym wiedzą. Ale, zapytam jeszcze raz o potrzebę dialogu. Czy on jest ważny dla protestujących?

B.P. Zilustruję Pani jeden z takich dialogów. Staliśmy pod kościołem Świętego Krzyża w Warszawie. Wyszedł do nas ksiądz. Co powiedział? Stał na barykadzie obrony praw płodu. W sytuacji, gdy nie próbuje się zrozumieć drugiej strony, trudno nawiązać rozmowę. W retoryce kościelnej nie ma miejsca na prawa kobiety. Kobieta ma obowiązki, prawa ma płód.

Mogę zapewnić, że w Kościele również mówi się o prawach kobiety, o szacunku. Problemem jest przekaz. Jestem w tym Kościele i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Choć, nie mogę brać odpowiedzialności za wszystkich hierarchów i ludzi Kościoła, mojego Kościoła., w którym doświadczam też piękna i miłości. Co z tym dialogiem? Co możemy zrobić, żeby zacząć rozmawiać?

B.P. Wydaje mi się, że samoorganizacja wiernych Kościoła Katolickiego, to jest jakiś pomysł. My, nie bardzo mamy z kim rozmawiać. Przepraszam, rozmowa ze stroną Kościoła Katolickiego przypomina rozmowę dupy z kijem. Jeżeli ten Kościół, który Państwo rozumiecie jako Wspólnotę, rzeczywiście ma jakąś podmiotowość i można z nim rozmawiać, bo ma reprezentantów, a nie tylko pasterzy, to jest jakaś droga. Ja i dziesiątki osób, które działają na rzecz świeckiego państwa, jesteśmy wściekli na was, że nie bierzecie odpowiedzialności za swój Kościół. Mamy poczucie, że katolicy deklarują się jako członkowie Wspólnoty, odcinając się jednocześnie od haniebnych słów swoich biskupów, nie biorąc za nie żadnej odpowiedzialności. Oczekiwałabym, że Kościół- Wspólnota ustosunkuje się do tego, co mówi Episkopat.

Rozmawia Pani właśnie z częścią tego Kościoła.. Świadomą, mam nadzieję. Zgadzam się z Pani opinią. Problem, jednak polega na tym, że ta „świadoma część” nie ma innego wyjścia i czasem musi się odciąć. Też jestem zbulwersowana wypowiedziami, na przykład arcybiskupa Jędraszewskiego, nie podpisuję się pod nimi. Takich, jak ja jest wielu. Obiecałam sobie, że jeśli jeszcze raz usłyszę polityczne kazanie, pójdę do Kurii. Pytanie, jednak, co Kuria z tym zrobi.

B.P. Ale, Pani mówi o poruszaniu się wewnątrz instytucji. Ja, mam na myśli wspólnotę .Może ta wspólnota powinna ustosunkowywać się do takich wypowiedzi.

To jest bardzo trudne. Proszę wybaczyć, bo tu nie miejsce na moje wywody, ale prawda jest taka, że gdy o tym mówię, doświadczam co najmniej ostracyzmu.

B.P. Właśnie przyznała Pani, że Kościół jest podzielony…

Bo to prawda. Jak całe społeczeństwo. Kościół nie jest poza nim.

B.P. To może trzeba o tym mówić. Ja się nie czuję kompetentna, przepraszam…

Ale, wbrew temu, co Pani czuje, powiedziała Pani wiele ważnych rzeczy. Wróćmy do protestów. Co zmieniły? Co spowodowały?

B.P. Przede wszystkim to, że wyrok nie jest opublikowany i to, że są osoby, które wycofały swoje poparcie dla tego wniosku.

Kto?

B.P. Między innymi, poseł Dziambor.

A, wypowiedzi premiera o zapisie dotyczącym życia i zdrowia kobiety? Trzeba jeszcze dodać wypowiedzi Julii Przyłębskiej i propozycję prezydenta Dudy, która miała załagodzić sprawę i być przyczynkiem do zakończenia sporu. Co Pani o tym sądzi?
B.P Ta propozycja to bezczelność. To fortel, który się nie udał, bo nie uda się żadne przesunięcie „kompromisu” jeszcze dalej w stronę fundamentalizmu. Powiem więcej, po tym podłym ataku na kobiety w środku pandemii nie tylko nie ma zgody na naruszenie obecnie obowiązującego pseudokompromisu, ale jest silna wola liberalizacji prawa aborcyjnego.
Myślę, że to wyraz głupoty i podłości. Najpierw kazać rodzić kobietom trupy, a potem się wycofywać. Pani Przyłębska nie jest sędzią ani przewodniczącą Trybunału Nielegalnie zajmuje budynek Trybunału.

I wyrok –przedmiot sporu też jest nielegalny.

B.P. Oczywiście, ale to wszystko jest efekt handlu politycznego, nie głębokiej refleksji Nie zmienia to rzeczywistości kobiet w ciąży. Bo ta plenarna, czy ta w dokumentach i tabelkach, realnie dotyka kobiet w ciąży. Szpital Bielański wycofał się z planowych zabiegów…

Zmienili już tę decyzję.

B.P. Ale efekt mrożący pozostaje. Pod szpitalami furgonetki ze zdjęciami płodów, pikiety ludzi wyzywających lekarzy. Lekarze się boją. Efekt, jaki osiągnie władza, to eskalacja. Policja jest bezradna, bo nie ma przepisu, który zakazuje propagowania takich treści.

Co będzie dalej? Czy to już jest etap sporu politycznego?

B.P. Zacznijmy od tego, że między innymi z badań „Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny” wynika, że prawie siedemdziesiąt procent populacji jest za liberalizacją ustawy aborcyjnej. Takie badania prowadziły też inne pracownie. Wynika z nich także, że kobiety o poglądach prawicowych częściej dokonują aborcji, niż panie z tak zwanej” lewej strony”. To pokazuje, że rzeczywistość społeczna jest inna, niż chcą rządzący. Nie spodziewali się, że ludzie wyjdą na ulicę. Chcieli tylnymi drzwiami przepchnąć wyrok z użyciem Trybunału. Nie wiem, co z tym zrobią. Jeśli będą idiotami, doprowadzą do wojny domowej. Będą się musieli zmierzyć z tym, że dla tego, co zrobili nie ma poparcia w ich własnym elektoracie.

Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcie: Pamela Gąsiorowski

Jeśli trzeba- będę wrzeszczeć i tupać nogami!

Niezłomna, walcząca, odważna. Kobieta, matka, żona, posłanka.
Rozmowa z Iwoną Hartwich- jedną z bohaterek protestu dorosłych osób niepełnosprawnych, ich rodziców i opiekunów w Sejmie- wiosną 2018. Obecnie, Posłanką na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej I kadencji.

Laura Jurga: Pani Poseł, słuchała Pani wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego?

Iwona Hartwich: Całości, nie, ale fragmentów słuchałam przez internet.

Jak wrażenia?

I.H. PRL bis. Koszmar. Nawoływanie do wojny religijnej…Oby na ulicach nie polała się krew…

W Sejmie miała Pani swoje wystąpienie. Dlaczego Pani wrzeszczy?

I.H.To opinia marszałka Terleckiego. Stwierdził, że wrzeszczę, bo po wystąpieniu minister Maląg poniosły mnie emocje. Usłyszałam wiele kłamstw. Będę wrzeszczeć, krzyczeć z całych sił i tupać nogami, jeśli mam walczyć o osoby niepełnosprawne.

Rzeczywiście, minister Maląg mówiła o działaniach Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej oraz działaniach rządowych w samych superlatywach: dodatkowe środki finansowe, asystent, wsparcie dla rodzin. Wspomniała także o dialogu, jaki ministerstwo prowadzi ze środowiskiem. Jaka jest rzeczywistość?

I. H. Rodzice muszą dopłacać do wszystkiego. Kiedy z mównicy sejmowej mówiłam o kosztujących 6000 PLN turnusach rehabilitacyjnych, koleżanki na moim profilu społecznościowym napisały sprostowanie. Cena turnusu rehabilitacyjnego, to obecnie 7000 PLN. Ale, to tylko część wydatków. Trzeba dodać pieluchy, sprzęt, buty ortopedyczne, asystenta… A, jeśli chodzi o dialog, to ja wiem od wielu rodziców, że z nimi nikt nie chce rozmawiać. Może… Ministerstwo rozmawia z wybranymi.

Jak wygląda kwestia asystenta osoby niepełnosprawnej?

I.H.Można skorzystać z takiej usługi, to prawda. Ale, w praktyce wygląda to tak, że asystent jest wtedy, kiedy działa konkretny projekt.

Usługa czasowa?

I.H. Tak. Mój syn, Kuba ma asystenta do końca grudnia 2020. Kiedy dzwonię do Ośrodka Pomocy Społecznej i pytam, co dalej, nie słyszę żadnych konkretów. Może w styczniu. Może za pół roku. Nikt nic nie wie. Dla Kuby to problem, bo mandat radnego może realizować tylko przy pomocy asystenta. Wtedy też ja nie muszę być cały czas przy nim. Wiele osób jest w takiej sytuacji. Pani minister, mówiła też o dzieciach do trzeciego roku życia i wsparciu dla rodziców. Ale, ja dostaję e-maile i telefony od rodziców i wiem, jak wygląda sytuacja. W czasie protestu w 2018 roku była mowa o kwocie 500 PLN dla osób niepełnosprawnych, mówiliśmy, że tu nie może być kryterium dochodowego. A ono jest. Tymczasem, rodzice dopłacają nawet do tak zwanego SUO, czyli Specjalistycznych Usług Opiekuńczych.

Zapytam, w takim razie o SUO. Środki na te usługi są samorządowe. Pani mówi, że teraz rodzice muszą do tych usług dopłacać. Do mnie docierają informacje, że środki z SUO przesunięte zostały na działania w ramach Ustawy „Za Życiem „W związku z tym minister Maląg ma się teraz czym chwalić. Coś Pani o tym wiadomo?

I.H. Nie. Dowiem się, ale to jest prawdopodobne.

Proszę o interpelację w tej sprawie.

I.H. Dobrze.

Fundusz Solidarnościowy…

I.H. Pan poseł Ociepa chwalił się ostatnio, że przeznaczono kolejne środki finansowe na ten fundusz, ale to nieprawda. Te pieniądze poszły na ” Trzynastki ” i „Czternastki”. Mam dość tych kłamstw. Kiedy o tym mówię w Sejmie, posłanki PiS się śmieją.

Co zmieniło się po Waszym proteście w 2018 roku?

I.H. Postawa społeczeństwa. Zmienił się stosunek do osób niepełnosprawnych. Ludzie są bardziej otwarci, świadomi. Ale, sytuacja dorosłych osób niepełnosprawnych , ich rodzin i opiekunów nadal jest bardzo trudna.
To kwestia systemu orzekania o niepełnosprawności i szerokiego wsparcia. Znam przypadki osób z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu głębokim, które dostają kolejne wezwania na komisję ds. orzekania ZUS. To jest także upodlenie i upokorzenie rodziców. Po co te komisje? Taka wizyta to dla rodzica cała, zaplanowana wyprawa. Powiem też, że Ustawa „Za Życiem”, wokół której było tyle szumu, też niczego nie zmieniła.

Dlaczego?

I.H. Bo dotyczy dzieci – do 18. roku życia…

W tym kraju, po 18. roku życia, z niepełnosprawności zwyczajnie się wyrasta.

I.H. To prawda. Rząd dziś mówi o ochronie życia. Rozmawiam z wieloma rodzicami, także moimi znajomymi. Zapraszają posłów do domu. Dzieci mają różną niepełnosprawność. Można, w ramach wolontariatu umówić się na „dyżur”. Na razie chętnych nie ma. Nas, rodziców nie trzeba przekonywać, że mamy kochać swoje dzieci. Kochamy je z całego serca. Ale, one potrzebują wsparcia. Jako rodzic, jestem często nie tylko matką, ale także pielęgniarką, psychologiem i przyjaciółką.

Potrzebują też dystansu i szansy na samodzielność…

I.H. Tak. Mój Kuba chciałby być samodzielny. Rozmawiamy o tym. Ale, to niemożliwe.

Dlaczego?

I.H. On wymaga stałej pomocy…

Nie uważa Pani, że to kwestia rozwiązań systemowych, a raczej ich braku? Może także kwestia problemu, jaki czasem mają rodzice- chodzi o zobaczenie siebie także w innej, niż rodzic dziecka niepełnosprawnego roli…

I.H. Zgadza się. Ja mam ten problem. Nie zakładam butów na obcasie, bo pcham wózek inwalidzki. Kiedy pojechaliśmy w końcu z mężem na urlop, cały czas zastanawialiśmy się, jak radzi sobie Kuba, który został w domu. Rozmawiamy z Kubą także o tym, że gdyby można było na stałe liczyć na asystenta, mój syn mógłby mieszkać oddzielnie, nie liczyć tylko na pomoc naszą, czy swojego brata, który ma własne życie.

Tymczasem, rząd oddał do użytku jedynie 48 mieszkań chronionych w skali kraju.

I.H. Otóż to!

Co powiedziałaby Pani o dzisiejszej sytuacji w kraju? Popiera Pani protesty kobiet?

I.H. Tak. Jestem katoliczką, nie dokonałabym aborcji. Ale, nie mogę zgodzić się z wyrokiem Julii Przyłebskiej. Kobiet nie można zmuszać do rodzenia chorych dzieci. Ja, miałam inną sytuację. Moja ciąża była „książkowa”. Kuba ma niepełnosprawność na skutek uszkodzenia okołoporodowego. Ale, nie wyobrażam sobie, żeby zmusić kobietę do urodzenia chorego lub śmiertelnie chorego dziecka. To powinien być wybór.

W pełni się zgadzam.

Dziękuję za rozmowę.

Prosto skomplikowana historia

Polska na pół podzielona. Widać to na kazdym, niemal kroku. Podziału nie da się ukryć także przy okazji obchodów wielkich wydarzeń. Powinny Polaków łączyć, ale dzielą. 40. rocznica porozumień sierpniowych i dwie, odrębne uroczystości. Jedna o godzinie 10.00, druga o 15.00. Obie w Gdańsku, dzieliła je od siebie niewielka odległość.

Wspólnota? Jedność? Solidarność? Na dwóch scenach. Przewodniczący „Solidarności” , Piotr Duda na obchodach rocznicowych, wspólnie z rządem. Idea Niezależnych, Samorządnych Związków Zawodowych wyparowała. https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,26255974,duda-i-morawiecki-na-obchodach-sierpnia-80-nawiazywali-do-bialorusi.htmlBezpardonowa krytyka konkurencji politycznej, zwłaszcza przy okazji tej rocznicy, odbiera prawo do powoływania się na spuściżnę „Solidarności”. „Wiadomości” TVP zdobyły się dziś na „chwilę prawdy”, by – zaraz potem przypuścić atak na Lecha Wałęsę- Andrzej Gwiazda oskarżał.https://www.tvp.info/49639258/porozumienia-sierpniowe-andrzej-gwiazda-opozycjonista-demokratyczny-w-prl-nie-mielismy-watpliwosci-ze-lech-walesa-jest-agentem-bezpieki-wieszwiecej Wałęsa wspominał dziś w wywiadzie dla TVN24 własne słowa, wypowiedziane czterdzieści lat temu: „Teraz niesiecie mnie na ramionach. Przyjdzie czas, że będziecie we mnie rzucać kamieniami”. Trudno odmówić intuicji.

Kompleksy, ksenofobia, homofobia, nacjonalizm, przyzwolenie na propagowanie faszyzmu w miejscach publicznych, awantura o tablice z Postulatami Solidarności.https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Mija-termin-zwrotu-tablic-z-postulatami-Sierpnia-80-ECS-ich-nie-odda-n146553.html Czy, Bohaterowie Panny „S”, zwłaszcza ci, próbujący tworzyć historię na nowo, pamiętają jeszcze, o co walczyli? Warto , jeszcze raz przeczytać 21 postulatów. https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=POSTULATY_SOLIDARNO%C5%9ACI

„Solidarność”,była fenomenem także dlatego, że mimo różnic między inteligencją, a stoczniowcami i robotnikami, chciano się porozumieć i szukać tego, co wspólne- godność człowieka.https://teksty-zesmakiem.pl/o-godnosc/ Dziś, władza częściej walczy z obywatelem, niż dba o jego godność. Warto, więcej energii poświęcić na propagowanie prawdy, a nie jedynie własnej wersji wydarzeń. dla podtrzymania interesu politycznego. Łatwiej będzie przypomnieć sobie, że jeszcze niedawno, wspólne obchody Sierpnia 80` opozycji z rządem, były możliwe. Tyle, że wtedy obecnie rządząca partia była w roli opozycji.

Opowieść o Przyjacielu

Coś przyniosło mnie do Niej na rękach. Musiałam być jeszcze mała, bo niewiele z tego pamiętam. Wiem, że cały czas płakałam, bo chciałam wrócić do mamy. Ona, chwyciła mnie delikatnie i mocno przytuliła.

Zaciekawił mnie Jej głos, bo kiedy zaczęła do mnie mówić, nie mogłam oderwać od Niej oczu. Dopiero, po jakimś czasie zrozumiałam, że przyniosło mnie jedno z tych większych i silniejszych, przynajmniej na pierwszy rzut mojego oka- stworzeń. Ale, jego głos mi się nie podobał. Skrzekliwy. Dostałam swoją miskę, posłanie i kuwetę. Oczywiście, dopiero później zrozumiałam, że są tu specjalnie dla mnie. Uczyłam się je wykorzystywać, bo początkowo myliłam posłanie z kuwetą. Ona, musiała je wyrzucić. Ja, ku mojemu wielkiemu zadowoleniu odkryłam, że dzięki temu mogę spać z Nią. Najpierw układałam się na Jej nogach. Czasem Ją to chyba denerwowało, bo nie mogła się ruszyć.Ale, potem, kładłam się coraz bliżej i wtedy lepiej słyszałam głoś, który tak lubiłam. Przytulała mnie. Jednak, nie od razu to rozumiałam. Chciałam uciekać, kilka razy ugryzłam Ją w rękę. Krzyczała na mnie wtedy. Uciekałam, bo bałam się krzyku, wolałam, kiedy mówiła spokojnie. I… było mi też trochę głupio… co poradzę, jestem kotem. Czasem drapnę i , choć nie wszystkie koty gryzą te inne stworzenia, mnie się to zdarzało. Przyznaję. Obserwowałam ją wtedy z bezpiecznej odległości, czekając aż znów będzie spokojna. Ocierałam się o jej nogi i siadałam tak, by mogła widzieć moje zielone oczy, Zawsze pomagało. Wtedy znów brała mnie na ręce albo na kolana…

Bardzo lubiłam miejsce, zwane „balkonem”. Gdy było ciepło, siedziałyśmy razem. Ona wypuszczała mnie zawsze rano, a ja wylegiwałam się na słońcu.. Co jakiś czas, sprawdzała, czy jestem. Kiedy mnie wołała, nie zawsze się odzywałam. Ale, zawsze pozwalałam się znaleźć. Bo, gdy byłam dużo mniejsza, wypadłam z balkonu. Jakieś stworzenie, dopiero po dwóch dniach odniosło mnie do niej. Bardzo się cieszyłam. Ona też. Miałam fajne, kocie życie. Kiedy zostawiała mnie samą, nie mogłam się doczekać kiedy wróci. Jak tylko się pojawiała, sama wskakiwałam jej na kolana, a potem na ręce. Czasem wymykałam się na coś, co nazywa się schodami. Długo mnie potem musiała wołać. Nie wracałam, bo choć trochę się bałam, ciekawość była silniejsza. Albo, wdrapywałam się po oparciu fotela i siadałam Jej na ramieniu. Nawet wtedy, gdy mój piękny, puszysty ogon został przytrzaśnięty drzwiami. Bardzo bolało. Dopiero potem okazało się, że dzięki temu, Ona wezwała do mnie lekarza, a on powiedział, że przytrzaśnięty ogon uratował mi życie. Miałam, rzadki u kotów, czerniak w ogonie. Ogon mi obcięli. Ale, byłam szczęśliwa. Znowu z nią, w domu.

Miałam żyć trzy tygodnie. Potem, Ona nagle mi zniknęła i oddała do innych stworzeń. Było mi dobrze, ale bardzo tęskniłam… Przyszła. Nie zostawiła mnie. Tak czekałam. Nie mogłam przestać miauczeć z radości, a ona mocno mnie przytuliła i nie wiem, dlaczego, zaraz potem miałam mokrą sierść. Spałyśmy razem. Znów się przytuliłam.

Zapakowali mnie w różową torbę i długo w niej siedziałam. Nie lubiłam tej torby. Kiedy mnie wypuścili, znów Ją zobaczyłam. Znów radość. Zostałyśmy razem. Ale, balkonu nie było. To było inne, nowe miejsce. Ona często wychodziła, ale, na szczęście wracała. Czułam się gorzej, ale nie dawałam znać, bo ona chyba też miała gorsze dni. Byłam dla niej. Zaczepiałam, prowokowałam do zabawy i znów się przytulałam…

Kiedy, znów włożyła mnie do różowej torby, zasnęłam. Obudziłam się na moim ulubionym balkonie. Byłam szczęśliwa. Ale znów źle się czułam. Wezwała lekarza. Trwało to kilka dni. Potem jeździły ze mną na zastrzyki różne stworzenia. Jej było trudno. Po kilku dniach poczułam się lepiej. Ale, na krótko.

„Kiciunia”, znana też jako”Grappa” , odeszła po trzech latach i czterech miesiącach choroby. Myślę, że cierpiała tylko przez kilka ostatnich dni. Bardzo chciałam jej pomóc. Była moim kotem, kochanym łobuzem, którego brakuje mi, jak członka rodziny. Była ze mną jedenaście lat, także w Gdańsku.

Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi wozić ją na leczenie, dziękuję weterynarzom, którzy przychodzili do domu.

Szczególnie, dziękuję Pani Monice Nowickiej z Inspektoratu Ochrony Zwierząt.https://rejestr.io/krs/682251/inspektorat-ochrony-zwierzat Dziś wiem, że zwierzęta też łączą ludziJ Wiem, że liczy się miłość i każde, nawet kocie życie, ma ogromną wartość. Bo, jedynie na śmierć, nie mamy wpływu.

Bogu, dziękuję, że prognozowane trzy tygodnie życia mojego „Szaraka”, zamienił na ponad trzy lata. Dziękuję, że miałam siłę robić wszystko, co do mnie należy, także dzięki Ludziom, których spotkałam.

 

Inspektorat Ochrony Zwierząt potrzebuje Twojego wsparcia. Organizacja zajmuje się wszystkimi gatunkami zwierząt, prowadząc przede wszystkim działania interwencyjne, prewencyjne, w dalszej kolejności adopcyjne i edukacyjne.

Potrzebna miłość i życzliwa ludzka ręka. Jeżeli możesz dać trochę miejsca i opiekę – zgłoś się.

Dzwoń 507 317 444

Pisz: kontakt@inspektorat.org.pl

Kuchnia polska

Wybory prezydenckie. W najbliższą niedzielę Polacy wrzucą swój głos do urn wyborczych. Część, podobnie, jak w pierwszej turze, zagłosuje korespondencyjnie. Szanse obu Kandydatów- Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudy, niemal wyrównane. Na pewno?

Mateusz Morawiecki, wraz z Ministrami, prężnie i dzielnie wspiera kampanię urzędującego Prezydenta. Od kilku tygodni, wręcz trudno oprzeć się wrażeniu, że rząd jest właściwie zbędny. Jadwiga Emilewicz przemawia z Jasnej Góry, w pełni zaangażowani są Marszałkowie Elżbieta Witek i Ryszard Terlecki. Pojawił się nawet, dawno niewidziany -Marek Kuchciński. Gdyby coś się w kraju działo, Polacy mogą liczyć sami na siebie albo na cud i interwencję Opatrzności.

Premier, z całą skromnością prosi obecnych na wiecach wyborców, by uwagę skoncentrować na osobie Prezydenta i mocno protestuje, gdy tłum, zamiast „Andrzej”, skanduje „Mateusz”. Ludzie, lekko zdezorientowani, często po chwili ciszy, posłusznie wykonują prośbę. Konsternacja. No bo, jak nie dziękować Premierowi za „czeki” dla poszczególnych samorządów? Niektórym nie mieści się to w głowie. Okazuje się jednak, że można. Jacek Gursz, Burmistrz Chodzieży, w odpowiedzi na promesy, rozdawane przez Premiera w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, przygotował rachunek od mieszkańców. Ostatecznie, nie udało mu się wręczyć go Morawieckiemu osobiście, ale akcja ma już swoich zwolenników i naśladowców w innych samorządach. https://chodziez.naszemiasto.pl/rachunek-dla-premiera-od-burmistrza-chodziezy-sa-juz/ar/c1-7797716

Nie od dziś, wiadomo, że partia rządząca ogranicza rolę samorządów, stawiając na „centralizację” Istotny wpływ na fatalną sytuację samorządowych finansów, miała tak zwana „Piątka Kaczyńskiego”, pozwalająca obniżyć PIT, z osiemnastu do siedemnastu procent i wprowadzić PIT zerowy dla młodych- do dwudziestego szóstego roku życia. Straty, jak mówią samorządowcy, są milionowe i „czeki” od Premiera na pewno ich nie pokryją. Zwłaszcza, że Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych nie został jeszcze przez Sejm zatwierdzony. Trudno, w tej sytuacji oprzeć się wrażeniu, że Premier, nie tylko rozdaje „czeki” bez pokrycia, ale także czyni z nich narzędzie w kampanii wyborczej Andrzeja Dudy. Warto dodać, że duże, robiące wrażenie i przyciągające uwagę, „czeki”, w niektórych miejscach rozdano dwukrotnie. Różniła je jedynie szata graficzna. Przykładem- Podlasie.https://natemat.pl/313919,gmina-suprasl-otrzymala-pomoc-od-rzadu-pis-dwa-razy-ten-sam-czek-na-3-mln

Niektórzy, mogą wobec tego stanu rzeczy mieć problem z odniesieniem się do zarzutów, kierowanych do Rafała Trzaskowskiego, stawianych jeszcze przed pierwszą turą wyborów. Tymczasem, Prezydent Warszawy, podczas spotkań z wyborcami jest na urlopie.

Każde wybory, to niekwestionowane święto wolności i demokracji. Ale, czy „głos ludu” ma w naszym kraju jeszcze decydujące znaczenie? W obliczu niektórych wydarzeń i wypowiedzi, można mieć wątpliwości. Poważne. Znów brzmi głos nic nierobiącego sobie z dotychczasowych wezwań Episkopatu, Biskupa Jędraszewskiego, który na stronie internetowej Archidiecezji Krakowskiej, zamieszcza pismo, w którym wszystko jest jasne. Wzywa, by wybrać kandydata, „którego polityczny program jest bliski nauce społecznej Kościoła ze względu na obronę fundamentalnej wartości życia oraz tradycyjnie pojmowaną instytucję małżeństwa i rodziny, a także troskę o zagwarantowanie rodzicom prawa do wychowywanie ich dzieci”.http://”. https://diecezja.pl/aktualnosci/apel-abp-marka-jedraszewskiego-do-wiernych-archidiecezji-krakowskiej-o-wziecie-udzialu-w-wyborach-prezydenckich/

Zastanawiające. Jak, w tej sytuacji mówić jeszcze o pluralizmie Kościoła? Czy polski katolik ma teraz, bez cienia wątpliwości utożsamić wiarę z polityką?https://pl.aleteia.org/2018/03/03/pluralizm-wsrod-katolikow-tego-zadania-jeszcze-nie-odrobilismy/ Co na to Chrystus, który polecał oddać Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie? Okazuje się, jednak, że ten problem mają nie tylko wierni Kościoła Katolickiego. Oto, protestancki pastor, w jednym ze swych kazań, również nie pozostawia wierzącym wyborcom…wyboru. Choć, jak twierdzi, nie zajmuje się polityką.https://www.youtube.com/watch?v=Qw5sDDwiO20&feature=youtu.be&fbclid=IwAR1ACl2H9jKTviAV5Wt1d64PXfBIuaR6u7qI7b_uuYkCWbkQc3GOGwo-gqI

Wielu, wierzących katolików- wyborców PIS i Andrzeja Dudy twierdzi, że za wyborem Kandydata przemawiają fundamentalne wartości: Prawo do, życia, małżeństwo kobiety i mężczyzny oraz wsparcie socjalne, a głębiej- solidaryzm społeczny. Jakby zapomnieli, że sam Kościół mówi o rozdziale Państwa od Kościoła.https://teksty-zesmakiem.pl/2018/06/30/prawda-na-pierwszy-rzut-oka/ Jakby zapomnieli, że wybór Głowy Państwa, to nie to samo, co wybór Głowy Kościoła.

Prezydent musi być kompetentny, niezależny, uczciwy, musi przestrzegać prawa, w tym Konstytucji, musi szanować wszystkich obywateli. Nie może mijać się z prawdą.

https://oko.press/prawne-grzechy-andrzeja-dudy/

Przy okazji, może być wierzący.

Ból z lawendą w tle.

„Zabawa w chowanego”, to film, który poruszył mnie do głębi. Wstrząsająca historia kolejnych ofiar księdza- pedofila. Ale, wstrząsnęły mną także próby bezustannego ukrywania prawdy i sprawców przestępstw. Dopuszczają się tego ludzie Kościoła, we współpracy z organami Państwa.

Kiedy byłam dzieckiem, bardzo lubiłam bawić się z moimi rówieśnikami. Wolałam, jednak takie zabawy, które nie wymagały ode mnie zbyt wiele ruchu. Z tego też powodu, nie lubiłam zabawy w tak zwanego „Berka”, nie przepadałam za zabawami z piłką. Nie lubiłam też zabawy „W chowanego”, do momentu, gdy nie odkryłam, że, jak dobrze się schowam, to mogę długo siedzieć w jednym miejscu, zanim znajdą mnie inne dzieci. Taka mała strategia. Dziś, z perspektywy dorosłego człowieka wiem, że strategia ukrywania się, ukrywania prawdy lub zamiatania problemu pod dywan, nie ma nic wspólnego z zabawą. Choć, również wiąze się ze strategią.

Film Braci Sekielskich-„Zabawa w Chowanego”https://www.youtube.com/watch?v=T0ym5kPf3Vc mocną mną wstrząsnął. Robiłam przerwy w oglądaniu. Myślę, że nie jestem jedyną, którą targały emocje. Tragedia dzieci, która stała się tragedią młodych mężczyzn. Mogłabym, jako pedagog, zacząć tu pisać o tym, jak ogromną traumę przeżywa regularnie gwałcone dziecko. Dziecko, które z tą traumą wchodzi w dorosłość, niosąc ją przez całe życie. Zwłaszcza, że prywatnie i zawodowo miałam kontakt z dorosłymi, zgwałconymi w dzieciństwie. Często, jest to nie tylko kwestia bolesnej pamięci, ale także nieodwracalnego, emocjonalnego spustoszenia, uniemożliwiającego normalne życie. Komentarze i opinie, zostawię, jednak psychologom. Bo, obrzydliwe przekonanie o własnej bezkarności, bierność dążenie do ukrywania prawdty, wstrząsnęly mną równie mocno, jak historia ofiar. Biskup, któremu prokuratura wydaje akta sprawy księdza- pedofila. Tylko po to, by sprawę dalej tuszował.https://polskatimes.pl/zabawa-w-chowanego-nowy-film-braci-sekielskich-prymas-polski-zawiadamia-stolice-apostolska-komentarze/ar/c1-14974208 Prymas Polski, Wojciech Polak, powiedział: :”Film „Zabawa w chowanego”, który obejrzałem pokazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów. Mam na myśli sposób traktowania pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli nie wypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne”. Zawiadamia Stolicę Apostolską, dzwoni do ofiar, proponując konkretne wsparcie. Tak być powinno. Pytam, jednak, co wyniknie z tych działań na dłuższą metę? Jak, Kościół zamierza się oczyścić i zadośćuczynić wszystkim ofiarom księży – pedofilów, skoro wciąż stara się ukrywać fakty? Kiedy, wreszcie, zachowa się, jak Chrystus, który brzydząc się grzechem, nigdy nie odrzucił człowieka? Nie przekonują mnie słowa Prymasa Polski. Chyba po raz pierwszy, odkąd pamiętam. Jestem katoliczką i kocham mój Kościół,bo zbudował Go Jezus. Ale, Pan budował na prawdzie, nie na okrągłych stwierdzeniach. Co, w sprawie pedofilii w Kościele zmieniło się przez rok, od czasu premiery „Tylko nie mów nikomu”https://www.youtube.com/watch?v=T0ym5kPf3Vc„Ścigamy sprawców, również po to, by stanąć po stronie dobrych księży”- mówi Prymas. Ja, myślałam, że akcenty Kościół inaczej rozkłada. Bo, chciałabym usłyszeć, że ścigamy sprawców przede wszystkim po to, by stanąć po stronie ofiar.

Od dawna nie podoba mi się niebezpieczny związek Kościoła z prokuraturą. Także Kościoła z całą partią rządzącą. To kolejny dowód na to, jak potrzebny jest rozdział Państwa od Kościoła. I kolejny dowód na ohydę PIS-u, które, jak żadna inna partia wczweśniej, nie uwypukliło tej potrzeby tak mocno. Nie przekonują mnie piękne słowa o uczciwych księżach, tych z powołaniem. Znam ich sporo. Dzięki Bogu! Ale, ofiary miały mniej szczęścia i nie wszyscy mają w sobie tyle wiary, ile jeden z gwałconych braci, a zarazem, jeden z bohaterów filmu. Dziś 18 maja -100. rocznica urodzin Jana Pawłą II, którego kocham, jak Kościół, choć liczę się z tym, że on także wiedział o pedofilii w swoim otoczeniu, o lawendowej mafii,https://film.wp.pl/lawendowa-mafia-zabawa-w-chowanego-homolobby-sekielski-6511129436702849a ,która wszelkie obrzydlistwa skrzętnie ukrywa. Czy Papież -Polak zdawał sobie sprawę ze skali problemu. Myślę, że nie. Możliwe, że wiele, także przed nim, ukrywano. Co, nie zmniejsza skali zła. Brak działań, zmierzających do oczyszcenia definitywnego, próba odwracania wzroku, zamykania uszu, tuszowania spraw i odmawiania odszkodowań ofiarom, położy się cieniem na Kościele na długie lata. Trzeba też pamiętać, że poza sądem ludzkim, istnieje także ten Boży.

Teoretycznie, Państwo prawa

„To, jak państwo radzi sobie z teoretycznie” najsłabszymi ogniwami , jest papierkiem lakmusowym naszej wielkości jako wspólnoty. Ale, także naszego realnego patriotyzmu.”

Rozmowa z Łukaszem Krasoniem – doradcą Szymona Hołowni ds. osób z niepełnosprawnością. Prywatnie, szczęśliwy mąż i ojciec, społecznik oraz mówca motywacyjny .

Laura Jurga: Sytuacja polityczna w Polsce jest bardzo dynamiczna. „Wybory są nieważne, bo się nie odbyły.” Co Pan na to? Co na ten temat myśli kandydat na urząd prezydenta RP, Szymon Hołownia?

Łukasz Krasoń: Rzeczywiście, sytuacja w Polsce jest dynamiczna, jednak jeszcze bardziej, jest absurdalna. W teorii, jesteśmy państwem prawa, w praktyce władza ma to gdzieś. Kolejne ustawy i rozporządzenia łamią Konstytucję i zasady jakiegokolwiek poszanowania. Myślę, że dla ludzi spoza naszego „piekiełka” to bardzo przykry obrazek. Szymon Hołownia, od początku wybuchu pandemii koronawirusa nawoływał do oparcia się o najważniejszą umowę społeczną czyli Konstytucję. Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej (który de facto jest od dawna) oraz konstytucyjne przesunięcie daty wyborów – poukładałoby nasze sprawy. Niestety ,jak wiemy to, co najlepsze dla Polski i jej obywateli, nie zawsze jest tożsame z tym, co jest najlepsze dla partii i jej członków.

Mimo chaosu wokół wyborów korespondencyjnych, ich niezgodności z Konstytucją i zasadami państwa demokratycznego, Szymon Hołownia nie zamierzał rezygnować z kandydowania…

Chęć walki i przeciwstawienia się ohydnym zagrywkom PiS, to coś czym Szymon zaimponował mi szczególnie. Rozumiem, że prawo jest łamane, a standardy demokratyczne pozostawione zostały daleko w tyle, jednak warto spojrzeć na szeroką perspektywę. A, ta pokazuje, że albo zaciśniemy zęby i przy najczystszej intencji wywrócimy ten bandycko nakryty stolik, dzięki czemu będziemy mogli wrócić na właściwe tory. Albo odpuścimy walkę i ostatecznie pozbędziemy się jakiejkolwiek przyszłości. Może zabrzmi to górnolotne, ale biorąc pełną odpowiedzialność za to co się teraz dzieje (i co zdarzy się przy naszej bierności), mamy tylko jedno patriotyczne i obywatelskie wyjście – walczyć.

Prawie nikt nie był przygotowany na epidemię. Przyszła znienacka. Ale, każdy musi sobie jakoś radzić w trudnych realiach. Świat zwolnił. Wielu pozostaje w domach, w niemal całkowitej izolacji. Niewiele mówi się o tym, jak , w tej izolacji radzą sobie osoby niepełnosprawne. Czy , do sztabu Szymona Hołowni trafiają prośby o pomoc od tej grupy? Jakie działania są najbardziej potrzebne?

Uruchomiliśmy specjalną przestrzeń, poprzez którą ludzie mogą zgłaszać swoje prośby oraz dzielić się trudami swojego aktualnego życia. Wiele z tych relacji przychodzi od osób z niepełnosprawnością i ich rodzin. Pół żartem, pół serio- to duża część społeczeństwa może odczuć dzisiaj to, co czują na co dzień osoby z niepełnosprawnością. Mam tu na myśli długotrwałą izolację i ograniczone formy aktywności. Odsuwając żarty na bok, ukazuje się przed nami, niestety obraz tragiczny. Osoby, korzystające do tej pory z usług opiekuńczych w domu, w tym momencie- z powodu koronawirusa zostały tej opieki pozbawione. Brak zapewnionej ochrony osobistej opiekunom i fizjoterapeutom doprowadził do masowych urlopów w branży. Ludzie najbardziej potrzebujący zostali z dnia na dzień pozbawieni podstawowej opieki. Dociera do nas dużo takich wiadomości. Poruszałem ten temat także na moim fb (link https://www.facebook.com/100001038710449/posts/3160255440685715) Pomagamy, jak możemy. Nasi wolontariusze (których jest już blisko 10tys) starają się wspierać osoby z niepełnosprawnością, jak tylko mogą. Niestety, uzdrowienie tej sytuacji wymaga zmian systemowych.

Wspomniał Pan o nieświadczonych usługach asystencko- opiekuńczych. Jak to wpływa na funkcjonowanie osób niepełnosprawnych i ich rodzin? Czy sztab ma jakieś dane?

Tak jak powiedziałem- usługi asystencko-opiekuńcze, które i tak były na słabym poziomie, obecnie wołają o pomstę do nieba. Osoby z niepełnosprawnością i ich rodziny, zostały pozostawione same sobie. Jak duża jest to skala? Nie mamy konkretnych danych, gdyż żadne z ministerstw ich nie prezentuje. Obserwując, jednak doniesienia, napływające z NGO i od różnych osób, od dawna „siedzących w temacie” skala jest ogromna. Polska kompletnie nie zdaje egzaminu w tej materii.

Jaki plan, na poprawę dostępu do usług opiekuńczych i asystenckich ma Szymon Hołownia, jako prezydent?

Warto jedną rzecz ustalić, na samym początku. Prezydent nie jest odpowiedzialny za kreowanie polityki socjalnej i zdrowotnej. To zadanie rządu i poszczególnych ministerstw. Naszym, jednak zdaniem obszary takie, jak sytuacja osób z niepełnosprawnością lub psychiatrii dziecięcej, są ponad partyjnymi podziałami. To, jak państwo radzi sobie z teoretycznie” najsłabszymi ogniwami , jest papierkiem lakmusowym naszej wielkości jako wspólnoty. Ale, także naszego realnego patriotyzmu. Szymon Hołownia, tworząc swój program, oparł go o cztery filary i właśnie jednym z nich jest SOLIDARNOŚĆ SPOŁECZNA. Szczegółowy program, dotyczący osób z niepełnosprawnością, będzie niedługo prezentowany. W tym programie największy nacisk kładziemy na cztery aspekty: usługi asystenckie/opiekuńcze oraz wytchnieniowe, poprawa sytuacji osób z niepełnosprawnością na rynku pracy, poprawa regulacji prawnych m.in. dotyczących orzecznictwa, budowanie świadomości społecznej o ważności osób z niepełnosprawnością w naszej społeczności.Oczywiście, nasz program obejmuje znacznie więcej aspektów, w końcu różne niepełnosprawności charakteryzują się innymi potrzebami, jednak staramy się myśleć jak najszerzej. Tworząc go, konsultujemy się ze środowiskami dzieci i dorosłych autystycznych, osób niewidomych i z problemami ze słuchem, osób dotkniętych chorobami rzadkimi czy środowiskami opiekunów. Wsparcie osób z niepełnosprawnością jest czymś nieodzownym w XXI wieku. Co równie ważne, takie wsparcie powinno przejawiać się nie tylko w dodatkach pieniężnych, ale przede wszystkim poprzez stwarzanie odpowiednich warunków do rozwoju i wartościowego, godnego życia.

Na skutek epidemii, nie działają Warsztaty Terapii Zajęciowej (WTZ). Media donoszą o rosnącej liczbie zakażonych w Domach Pomocy Społecznej (DPS). Z czym wiąże się zamknięcie tych placówek? Jak ta sytuacja wygląda obecnie?

Praktycznie, w całym kraju, sytuacja w DPS jest dramatyczna. Braki w środkach ochrony osobistej oraz odpowiedniej liczby testów doprowadziła do załamania stacjonarnej opieki w Polsce. WTZ i różnego typu świetlice również są albo zamknięte albo działają w bardzo ograniczonym zakresie. Podobnie ośrodki terapeutyczne i wypoczynkowo-rehabilitacyjne. Stwarza to szereg problemów. Beneficjenci takich ośrodków nie mają się gdzie podziać, przez co siedzą w domu, co z kolei prowadzi do trudności w zorganizowaniu codzienności w domach . A, rodzice lub opiekunowie pracują na etatach. Z przysyłanych do nas wiadomości wiemy, że setki rodzin stoi nad prawdziwą przepaścią. Państwo, zamiast otulić te osoby szczególną opieką, chociażby przez gwarantowane świadczenia pieniężne i opiekę domową niestety nawala na całej linii. PFRON, który powinien stać na straży tej grupy społecznej ,również opieszale reaguje na sytuację realnych ludzi. Dziwi to podwójnie, gdyż akurat PFRON dysponuje ogromnymi środkami pieniężnymi, które spływają chociażby ze składek- kar od przedsiębiorców, nierealizujących obowiązku zatrudniania osób z niepełnosprawnością.

Od marca, rząd przekonuje nas, że izolacja, to skuteczna metoda walki z wirusem. Siedzieliśmy w domach. Zwolniła gospodarka, przedsiębiorcy protestują. Jednocześnie, jeszcze niedawno przekonywano, że „wybory są bezpieczne”. W ślad za tym poszło, tak zwane odmrażanie gospodarki. Co, o tej sytuacji myśli Szymon Hołownia? Jakiś plan?

Sytuacja jest trudna dla wszystkich. Aby wyjść z niej „zwycięsko” trzeba bardzo aktywnie i elastycznie reagować. Przede wszystkim, należy zadbać o opiekę medyczną oraz utrzymanie płynności finansowej Polaków, a co za tym idzie – polskiej gospodarki. Szymon Hołownia jeszcze w marcu przedstawił swoją „piątkę minimum antykryzysowego” (link https://holownia2020.pl/antykryzysoweminimum/),gdzie w sposób prosty i policzalny opisał, jak możemy ratować nasz kraj przed upadkiem. PiS, wprowadza kolejne tarcze antykryzysowe, które, niestety okazują się durszlakami. Przygotowywane na kolanie ustawy zamiast realnie pomagać wprowadzają tylko chaos. W skrajnych sytuacjach liczy się prostota i dostępność, u nas jest zupełnie odwrotnie. Brak jest planu wyjścia z lockoutu oraz żywej gotówki tam, gdzie najbardziej tego ludzie potrzebują.

Kwarantanna, sprzyja zacieśnianiu więzi rodzinnych. Ale, także, niestety aktom przemocy i agresji. Czy, w obecnej sytuacji ofiarami przemocy domowej stają się także osoby niepełnosprawne? A, może doświadczają przemocy częściej, niż inni?

Problem przemocy domowej w Polsce narasta. Zresztą ,nie tylko w Polsce. W bogatych państwach zachodu notuje się wzrost o kilkadziesiąt procent przypadków przemocy domowej. Nie dysponujemy danymi, dotyczącymi stricte osób z niepełnosprawnością. Ale możemy się domyślać, że przemoc stosowana jest także wobec nich.

Osoby niepełnosprawne, na co dzień, muszą stawić czoła różnym trudnościom. Nie tylko tym, związanym z ich ograniczeniami. Często borykają się z wykluczeniem i samotnością. Czy epidemia pogarsza, Pana zdaniem sytuację?

Tak jak mówiłem- dla osób z niepełnosprawnością koronawirus, od strony społecznej zmienił dużo mniej ,niż dla osób zdrowych sprawnych. Osoby z niepełnosprawnością, często już wcześniej były zamknięte w czterech ścianach. Jednym z priorytetów prezydentury Szymona Hołowni będzie budowa nowej świadomości społecznej. Świadomości , w której osoba na wózku, czy niewidoma , czy z jakąkolwiek inną niepełnosprawnością, jest pełnoprawnym członkiem wspólnoty, z takimi samymi prawami do realizowania swoich marzeń, zakładania rodziny czy budowania swojej kariery zawodowej jak osoby w pełni zdrowe.

Kto stoi za Szymonem Hołownią?

Za Szymonem Hołownią stoją, w tym momencie już miliony Polaków. Co, chyba najważniejsze, miliony RÓŻNYCH POLAKÓW.

Dziękuję za rozmowę.

Potrzebny jest Kościół mądry i nieuwikłany. Część II.

„Wydaje mi się, że jest przestrzeń”pomiędzy”. Nie powinniśmy marszów równości zakazywać i wszystkich zapraszać do katedry. Ale nie musimy w nich także uczestniczyć”.

Druga część rozmowy z księdzem Wojciechem Lemańskim

Laura Jurga: Będę drążyć temat i zapytam, co z obecnością chrześcijan na marszach równości? kardynał Krajewski nawoływał, by ”nie czyścić ławek w kościele”. Ale, chyba nie tylko ja mam wrażenie, że gdy się o tym głośno i często mówi, powstaje duży opór.

Ksiądz Wojciech Lemański: Czytałem krytyczną opinię osoby ze środowiska LGBT, dotyczącą wypowiedzi kardynała Krajewskiego. To jest środowisko, które strzeże swojej autonomii. Pewne wypowiedzi, które uznajemy za zapraszające, jak na przykład: „Też jesteście cząstką Kościoła”, osoby LGBT uznają za próbę zawłaszczania.

Kwestia języka?

Z pewnością tak. Ale także pewne przewrażliwienie. Ci ludzie tyle razy oberwali od Kościoła, że każde zaproszenie do spotkania odbierają, jak zaproszenie na nabożeństwo, do słuchania pouczeń i strofowania.. Pani wspomniała o obecności i ewangelizacji. Ja wyobrażam sobie tę obecność tak, jak w Białymstoku .Jednak nie chodzi o rzucających kostkami brukowymi, plujących na tych, którzy idą z paradą, a o stojących z gitarami i śpiewających pieśni ewangelizacyjne.

Rzucano słoiki z moczem …

O tym mówię. Uważam, że obecność księdza na paradzie równości, ani księdzu, ani innym uczestnikom nie jest konieczna. Ale w polskich realiach mogłaby się przydać jako swoista tarcza ochronna. Może uczestnicy poczuliby się bezpieczniejsi. Skoro idzie z nimi ksiądz, może już nikt nie będzie rzucał w nich słoikiem z moczem. Wolałbym jednak, by ksiądz stał na poboczu drogi, tonując agresywne zachowania i życzliwie pozdrawiając idących.

Dlaczego?

Wydaje mi się, że jest przestrzeń” pomiędzy”. Nie powinniśmy marszów równości zakazywać i wszystkich zapraszać do katedry. Ale nie musimy w nich także uczestniczyć. Chodzi o to, by przekazać, że „nie jesteśmy tacy, jak wy, ale cieszymy się, że jesteście i akceptujemy waszą inność. Choć, z różnych powodów jest ona dla nas innością, nie tożsamością.”

Inność nie powinna być powodem do agresji, zwłaszcza dla chrześcijanina…

Ale, niestety jest. Nie przeżyliśmy tego, co przeżyły Stany Zjednoczone Ameryki Północnej: Autobusy z miejscami oddzielnie dla czarnych i białych. To było zaledwie kilkadziesiąt lat temu. My tutaj w Polsce mamy, kładące się cieniem na katolicką wspólnotę relacje z Żydami. Część nauczania ojca Maksymiliana Marii Kolbe była wyraźnie antysemicka. Ojciec Kolbe, człowiek niezwykle gorliwy, wyniesiony na ołtarze, miał niezwykły posłuch i szacunek wśród prostego ludu. A, ponieważ Żydów uważał za gorszych i niebezpiecznych, ludzie czytali o tym w „Rycerzu Niepokalanej” i uznawali to za głos Kościoła i prawdę obiektywną. Efekty tego mamy do dziś. Przydałoby nam się wielu takich księży i biskupów, którzy nie tylko w rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim, czy przy okazji Marszu Żywych w Auschwitz , ale przy wielu innych okazjach, przypominali by, że tamtych kart historii powinniśmy się dziś wstydzić. Ojciec Maksymilian dał się zwieźć. Dawszy się zwieźć, zwodził innych. Dziś też istnieje takie niebezpieczeństwo. Wtedy ksiądz Trzeciak głosił w kościołach antysemityzm. Potem papież uznał antysemityzm za grzech. Dziś niektórzy księża atakują a ambony środowiska LGBT.

Polacy muszą mieć jakiegoś wroga?

To jest łatwiejsze. Bo, jak mamy wspólnego wroga, możemy się wobec niego pozycjonować i zjednoczyć.

Zadam inne pytanie: Czy katolik może być antyklerykałem?

Z tego, co mówi Papież Franciszek, klerykalizm jest grzechem. Jeśli klerykalizm jest grzechem, to byłoby właściwe, gdyby wielu katolików zwalczało w sobie pokusę klerykalizmu. Antyklerykalizm kojarzy nam się z formą wrogości wobec kleru. Myślę, że Papież mówi o faworyzowaniu kleru i nadmiernej wobec niego wyrozumiałości, co jest szkodliwe dla samego kleru. Faktem jest, że w Polsce, poza apostołami, duszpasterzami i kapelanami „Dobrej Zmiany”, nie mamy albo mamy nielicznych apostołów pojednania. Ludzi, którzy by nam pokazali, że pozycjonowanie nie służy niczemu dobremu, że można być chrześcijaninem, który nie popiera ani lewicy, ani prawicy, który ma w domu dziecko LGBT+ i nie jest przez to mniej wartościowym obywatelem tego kraju i tej wspólnoty wyznaniowej. To niewiele wymaga. Wystarczy otwartość, tolerancja, chrześcijańska wrażliwość.

I refleksja?

Nieustanna. Ciągłego tłumaczenia, przypominania i nazywania rzeczy po imieniu. Na przykład, nie jest dobrze, że ścieki z prawobrzeżnej Warszawy spływają za Mostem Północnym do Wisły. Ale do 2012 roku spływały tam codziennie, latami, i świat się nie kończył, a prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński. Takie przypominanie sprawia, że nie musimy się nieustannie pozycjonować. Dotyczy to wielu wymiarów naszej codzienności. Dotyczy także Kościoła. Kościół mądry, rozsądny, nieuwikłany i rozumiejący jedną i drugą stronę sporu jest nam dziś potrzebny.

Wiadomo nie od dziś, że rządzący walczą o władzę, potem o jej utrzymanie. O co walczy Kościół?

Władza zawsze wiąże się z jakimiś „wisienkami” na torcie. Kiedyś były to towary w sklepach za firankami albo, w tak zwanych „Pewexach”. Władza miała do nich dostęp. Dziś można komuś udostępnić grunty za kilka procent wartości, umorzyć postępowanie, na przykład dotyczące „Stella Maris”, albo „Caritas” diecezji Płockiej i miliony z PFRON wyłudzone. Jeśli jest się blisko władzy, będąc wobec niej spolegliwym, można liczyć na to, że na przykład na liście pedofilów, nie umieści minister duchownych… Jakiś ksiądz bierze łapówkę i znika. Nikt go nie przesłuchuje. Gdyby to dotyczyło, na przykład asystentów posłów opozycji, CBA wkroczyłoby do domu o szóstej rano.

Nawiązuje Ksiądz do afery wokół „Dwóch Wież”

Tak. Ale mówię o Kościele. Stąd, wspominam o księdzu. Było zeznanie ofiary wykorzystywanej przez kardynała Gulbinowicza. Kardynała nikt nie przesłuchał, nie chodzi o zarzuty. Ale nie było nawet postępowania wyjaśniającego.. .

Sądzi Ksiądz, że Jan Paweł II wiedział o pedofilii w Kościele?

Jestem tego pewien. Trudno mi przywoływać konkretne przypadki. Ale, o tym, że nadciąga kryzys, związany z ujawnieniem przerażającej skali zjawiska, wiedział na pewno. Zwołał biskupów Stanów Zjednoczonych do Watykanu. Czy wiedział o tym, że problem istnieje także w innych krajach, nie wiem. Musiał się domyślać, a przecież mógł zapytać o to nuncjuszy. Największym cieniem na pontyfikacie Jana Pawła II w Polsce kładzie się sprawa arcybiskupa Paetza. Dlatego, że jeżeli sygnały o ewentualnych przestępstwach polskiego arcybiskupa nie mogły dotrzeć do papieża-Polaka, to znaczy, że zaakceptował on funkcjonowanie swojego otoczenia, które filtrowało informacje docierające do papieża. Nie ma znaczenia, czy osobą, która blokowała te informacje był sekretarz- Stanisław Dziwisz czy kardynał Angelo Sodano, czy nuncjusz Kowalczyk. Wszystkie te osoby powołał na stanowiska Jan Paweł II. Jeżeli powołał człowieka, który blokował mu dostęp do informacji o zbrodniach w Kościele, to znaczy, że Papież ponosi za to cząstkę współodpowiedzialności. Nie udało się do dziś wskazać żadnej z tych osób, jako współwinnego. Mieliśmy do czynienia z krzywdą wielu ludzi, która trwała w przypadku arcybiskupa Paetza czy ojca Degollado. Wszystko to działo się za pontyfikatu Jana Pawła II, co kładzie się na tamten pontyfikat długim cieniem Wielu uważa, że Jan Paweł II był gorliwym, świętym człowiekiem. Ja też tak uważam. Ale nie radził sobie w sprawach personalnych. Zbyt ufał swoim współpracownikom. Wielu nie zasługiwało na papieskie zaufanie.

Dziękuję za rozmowę.

Potrzebny jest Kościół mądry i nieuwikłany Część I.

Polscy biskupi i księża wciąż starają się, by ich głos, jak przed laty- z niesłabnącą siłą docierał do wiernych. Ale, wielu chodzących do kościoła katolików ma dziś świadomość nierozliczonych, panujących w nim przestępstw i szkodliwego, zwłaszcza dla Kościoła związku z polityką. Czy polski Kościół pamięta jeszcze o swoim Mistrzu z Nazaretu?

Jest rezydentem w parafii św. Andrzeja Boboli w Łodzi. O Kościele mówi wprost, nie stroniąc od tematów trudnych. Jako publicysta i bloger, dociera do prawdy w oparciu o fakty. Nie boi się własnych, głębokich refleksji i trafiających w sedno opinii. Działa na rzecz dialogu polsko- żydowskiego, nie zapominając o człowieku i pamiętając o Bogu. Rozmowa z księdzem Wojciechem Lemańskim.

Laura Jurga: Co się dzieje w polskim Kościele? Czy jest jeszcze częścią Kościoła Powszechnego z misją Chrystusa?

Ksiądz Wojciech Lemański: Myślę, że otworzyły nam się oczy. Znacznie szerzej, niż do tej pory, szerzej niż naszym przodkom. Żelazna kurtyna, która była kiedyś, miała ograniczyć nasz zakres widzenia do tego, co rządzący chcieli nam pokazać, co ukryć przed nami, jak chcieli się nam przedstawić. Żelazna kurtyna zniknęła dość niepostrzeżenie. Słyszeliśmy, że jej już nie ma, że nie ma Radia „Wolna Europa”, nie ma audycji BBC dla Polaków. Chyba nie bardzo to rozumieliśmy, niektórzy nie wierzyli, że tak już zostanie. Nie chodziło tylko o to, by mieć możliwość zobaczenia, jak ludzie żyją, ale także, by dostrzegać, jakie mają potrzeby religijne, jak realizują swoje potrzeby kulturalne, edukacyjne, na ile dostępna jest dla nich możliwość podróżowania, emigrowania, zarobkowania. Wielu starszych nie przyzwyczaiło się do tego, chyba do dzisiejszego dnia. Jeśli ktoś wześniej nie zabiegał o paszport, pokonując przeszkody, których kiedyś tak wiele, to dziś mając lat siedemdziesiąt, czy osiemdziesiąt specjalnie się w świat nie wybiera. Natomiast młodzi ludzie uważają, że tak jak jest było zawsze. Bo jakże by inaczej? W biurze podróży, obok oferty wyjazdu do Krynicy Morskiej, jest wyjazd do Chorwacji, czy na Wyspy Dziewicze, do Wenecji i na Karaiby. Gdyby trzydzieści lat temu wybuchła polityczna afera „ ośmiorniczek”, nie wiedzielibyśmy, o co chodzi. Dziś, owoce morza w każdej restauracji i w szanujących się sklepach. Dziś, nikogo nie interesuje informacją o statku z cytrusami, który zacumował w porcie. To wydaje się oczywiste.

Zmiany przyszły zbyt szybko?

Dwadzieścia lat temu telefonia komórkowa była jeszcze dla wybranych, w ślad za nią internet. Ja jeszcze pamiętam, gdy telefon w wiosce był tylko u sołtysa, czy na plebanii. Dziś, rzadko w którym domu jest telefon stacjonarny. Komórka spełnia wszystkie nasze oczekiwania, związane z telefonem. Więcej. jest jednocześnie źródłem informacji. Wszystko https://www.tvn24.pl/raporty/wrzesien-1939,229realizuje nam się w tym ”pudełeczku”, które mamy nieustannie przy sobie. Świat się zmienia, a historia coraz bardziej staje się historią z podręcznika. Oto świętujemy kolejne rocznice. Jedni świętują, a inni, pytają – co to za rocznica. Może trzeba słuchać tych, którzy jeszcze pamiętają wrzesień 1939 roku, marzec 1968., sierpień 1980, grudzień 1981, czerwiec 1989… Oni tak szybko odchodzą. Podobnie bohaterowie Powstania Warszawskiego, bohaterowie poznańskiego czerwca, robotnicy Ursusa i Radomia…

Ale, przecież nadal żyją…

Tak, ale uczestników wojny 1920 roku, nie ma już pośród nas. Inaczej rozmawia się z 85- latkiem, a jeszcze inaczej ze starszymi. 1989 rok nie był tak dawno. Ale, ludzie, którzy urodzili się w 1990, 2000, 2010 roku, to już jedna trzecia społeczeństwa. Oni, o historii „Solidarności” wiedzą z podręczników. Kto jeszcze pamięta na własnej skórze grozę stalinizmu? A, co wiedzą o komunizmie Polacy urodzeni dziesięć, piętnaście lat po wojnie? Żyją jeszcze tacy, którzy go doświadczyli, siedzieli w więzieniach, jak Frasyniuk czy Michnik. Ale, większość słucha opowieści o occie na pustych półkach sklepowych, jak o szklanej górze.

Jak, to, co Ksiądz mówi ma się do Kościoła?

Większość starszych ludzi, powiedzmy połowa społeczności naszego kraju, pamięta Kościół takim, jakim był „za ich czasów”. Kościół związany ze społeczeństwem, Kościół, który to społeczeństwo, ale także władza postrzegała, jako wyraźnie od tamtej władzy oddzielony. Urząd ds. Wyznań, klerycy brani do wojska, brak pozwoleń na budowę kościołów, nauka religii w prywatnych domach w strażackich remizach, w salkach. Nie było już raczej prześladowań takich, jak bezpośrednio po wojnie, natomiast, opowieść o kardynale Wyszyńskim aresztowanym, inwigilowanym, więzionym, to jedną z opowieści o Kościele cierpiącym wraz z narodem. Nasza wiedza zależy od tego, kto nam ją przekazuje. Jeśli mu ufamy, opowieść uznajemy za wiarygodną, jeśli nie szukamy innych źródeł, gdzie ta sama historia może być zupełnie inaczej przedstawiona.

To prawda…

Jak połączymy te czynniki: przemiany, nowe pokolenia, które nam wyrosły, to sobie uświadomimy, że wyniki badań, prowadzone przez polskie sondażownie albo pracownie socjologiczne na uniwersytetach, dotyczące religijności młodego pokolenia, pokazują nam, że młodzi ludzie, mają zupełnie inne doświadczenie Kościoła, niż może nawet większość społeczeństwa, która przeżyła lata 40., 60., 70. . Nie chcę powiedzieć, że młode pokolenie jest dla Kościoła stracone. Ale, na pewno nie pójdzie drogą, którą szło pokolenie naszych rodziców i nasze. Oni nie doświadczają tego, czego my doświadczaliśmy. Obawy, jakie mamy, dla tego pokolenia zwyczajnie nie istnieją. Nie rozumieją, co znaczyła niemożność zawiadomienia rodziny o szczęśliwych narodzinach dziecka w stanie wojennym, bo oni dziś mają komórki.

Przepaść mentalna?

Tak. To trochę, jakby dziś ktoś opowiadał, że przed laty poszedł do sklepu i nic w nim nie było. Młody człowiek powie, że wystarczyło iść do innego sklepu. Nie wiem, czy młodym ludziom, powiedzmy trzydziestoparoletnim, trzeba dziś opowiadać o niedogodnościach tamtych czasó. Było minęło. Przed nimi stoją inne wyzwania, inne możliwości i inne zagrożenia czyhają na nich. Obraz księży, wywożonych do obozów koncentracyjnych, zamykanych w więzieniach, sądzonych, porównywalny jest z męczeństwem pierwszych męczenników. Dla młodych ludzi to bardzo odległa przeszłość. Oni nie spotkali księdza, który zostałby wtrącony do więzienia za wygłoszone kazanie. Oni nie widzieli na własne oczy księdza Jerzego Popiełuszko.

Jak, w takim razie rozumieć porównanie, stojącego, zdaniem części biskupów po stronie prawdy arcybiskupa Jędraszewakiego do księdza Popiełuszko i jak interpretować komunikat Rady Biskupów Diecezjalnych KEP , wyrażających solidarność z Metropolitą Krakowskim?

Ja się z tym nie zgadzam. Był taki czas, jakieś czterdzieści lat temu, kiedy ludzie wsłuchiwali się w listy Episkopatu i szli do katedry, żeby wysłuchać, co biskup ma, do powiedzenia. Według mnie, ten czas minął bezpowrotnie. Pani mówi, że powstał taki komunikat, a ja, zastanawiam się, ile osób się tym zainteresuje. Nie wiem, w ilu kościołach ten tekst będzie czytany. W wielu kościołach praktykuje się dziś krótkie kazania albo tylko rozważanie Ewangelii w ciszy. Dlatego, ludzie, wiedząc, że gdzieś będzie czytany komunikat KEP, mogą taką parafię ominąć. A zwłaszcza gdy jest czytany tak kontrowersyjny list.

Przysłowiowy churching?

On nie jest przysłowiowy. Mówimy o faktycznym przemieszczaniu się pewnej liczby osób. Jeśli, weźmiemy pod uwagą duże miasta takie, jak Warszawa, Łódź, Gdańsk, czy Szczecin, gdzie frekwencja na niedzielnych mszach, w wielu kościołach sięga kilkunastu procent, to trzeba sobie uświadomić, że spośród przyznających się do Kościoła, na msze przychodzi mniejszość, z czego garstka idzie do innego kościoła. Nie jest to wielka skala przemieszczeń. Ale jest zauważalna. A jeżeli homilii, kazań, listów słucha tylko niewielka grupa wiernych, to jaki wpływ ma Kościół na pozostałych? Jestem prawie pewien, że większość z nich nie przeczytała nawet niedzielnej ewangelii i nie wysłuchała jej ani w radiu, ani w telewizji. Może wyjechali na weekend albo dłużej pospali w niedzielę. Nawet zakaz handlu w niedzielę nie zaowocował zwiększeniem frekwencji na niedzielnej Eucharystii. Niektórzy uważają, że wyprawy do centrów handlowych, połączone były u niektórych z wyprawą do kościoła. W pobliżu niektórych centrów handlowych parafie, zauważyły zwiększoną frekwencje wiernych, którzy przychodzili na Mszę przed lub po zrobieniu zakupów.

Czasy się zmieniły. Dziś ludzie nie słuchają już głosu księży z taką uwagą i powagą, jak kiedyś. Wielu katolików niepokoi fakt, że coraz silniejszy jest widoczny w tym Kościele podział. Nasuwa mi się także pytanie o powszechność Kościoła w Polsce, skoro niemała część Polaków, będących w Kościele, nie słucha nawet głosu Papieża. Pozwala w ten sposób na podtrzymywanie narracji niektórych biskupów i księży, na przykład o ideologii LGBT, czy o nacjonalizmie. A, przecież Chrystus nie walczył z człowiekiem. Dokąd zmierza Kościół w Polsce?

Myślę, że u niektórych jest pokusa, by wróciło to, co było. To znaczy, by ten głoś Kościoła był dla wiernych decydujący. Wydaje się, że wielu polskich hierarchów uważa, że, jeżeli Episkopat się zbierze i uchwali jakiś dokument, to ten dokument, niemal natychmiast zmieni rzeczywistość. Stąd dążenie do uchwalenia zakazu handlu w niedziele, całkowity zakaz aborcji, katecheza w szkołach, kapelani w instytucjach państwowych. Wydaje mi się, że polski Kościół niepostrzeżenie stracił umiejętność i skuteczność oddziaływania na wiernych. Już nie wystarcza uczyć wiernych zasad chrześcijańskiej wiary, chcieliby wprowadzić zasady prawa i organy nakłonić do ich egzekwowania. Słyszymy narzekania, że Kościół angażuje się w politykę….

A powinien?

Trudne pytanie. Są dziedziny, w których byłoby dobrze, by Kościół się zaangażował. W innych – niespecjalnie. Niektórzy robią to bez owijania w bawełnę. Grzmią z ambony niektórzy biskupi i księża. Ale, to zapytać – z jakim skutkiem? Taki przykład. Chyba nie znajdzie Pani warszawskiej parafii, w której namawiano do głosowania na Rafała Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy. A wygrał w cuglach, w pierwszej turze. Myślę, że to też pokazuje, że czasem głos Kościoła jest przez wiernych kontestowany.

Co z tego wynika? Czy to oznacza, że nie należy takiej uwagi przywiązywać do opinii Kościoła, zwłaszcza, jeśli się z nią nie zgadzamy? Warszawa ma swoją specyfikę. Ale myślę, że nie da się nie zauważyć, że osoby takie, jak arcybiskup Jędraszewski czy Gądecki, mają wpływ na dużą część wiernych w Kościele. Ich wypowiedzi nie są bez znaczenia. Dlaczego, dla wielu kwestia rozdziału Państwa od Kościoła jest nie do przyjęcia? Przecież to jest zapis Gaudium et Spes. Wydaje mi się, że to ważne także dlatego, że nie da się ludzkich sumień regulować prawnie.

Spójrzmy na Argentynę i Chile. Kościół uwikłany w politykę, ma w niektórych krajach ręce splamione krwią wiernych. Również krwią księży i sióstr zakonnych, mordowanych przez reżim. Byli też tacy, jak Romero, jak Bergolio, angażujący się po stronie uciśnionych. Chodzi o to, że nie możemy sytuacji Kościoła w Polsce rozpatrywać w swoistej próżni. Gdy Kościół bronił strajkujących , internowanych, zwalnianych z pracy, wtedy to było również polityczne zaangażowanie. Dokumenty kościelne wszystkich przypadków nie uwzględniają. Jednocześnie wiemy, że w różnych wymiarach Kościół daleko odbiega od swego nauczania. Mówimy tu o kwestiach pedofilii, celibatu, alkoholizmu, o nieprawidłowościach finansowych. Można powiedzieć, że jakiś kościół lokalny, w pewnym wymiarze realizuje swoją misję w sposób niezgodny z nauczaniem Kościoła Powszechnego. Ale jednocześnie nie spotkałem się w ciągu mojego życia, żeby jakiś biskup albo ksiądz powiedział wiernym, że jak zagłosują na jakiegoś kandydata, to nie zostaną wpuszczeni do kościoła albo grozi im ekskomunika. Jeżeli ktoś nawet opowiada, że obecny prezydent jest darem od Boga, jak się to jednemu z biskupów zdarzyło, to jedni powiedzą, że to skandal, że biskup mówi takie rzeczy a inni będą bili biskupowi brawo.. Ja uważam, że to głupota i lizusostwo wobec władzy. Inni na tę wypowiedź nie zwrócą uwagi. Był czas, kiedy ludzie głosu biskupów nasłuchiwali. Tysiące ludzi przychodziło, by słuchać księdza Popiełuszko. Ale, te tysiące ludzi, to nie większość. Byłem w tym roku na pielgrzymce łódzkiej. Liczyła około tysiąc sześćset osób, dziewięć grup. W latach 70-tych ubiegłego wieku chodziłem na pielgrzymkę do Częstochowy, z kościoła Paulinów na Nowym Mieście w Warszawie. Wówczas pierwsza grupa liczyła dwa tysiące osób. A grup było kilkadziesiąt. Były grupy młodzieżowe, akademickie. Dziś znacznie mniej wiernych chodzi na pielgrzymki. Czy to oznacza, że zakres oddziaływania Kościoła jest mniejszy? Chyba tak. Natomiast, jeżeli chodzi o odpowiedź na apele Episkopatu i respektowanie głosu Kościoła, to jesteśmy daleko od miejsca, w którym byliśmy, na przykład w latach 70. To jest zupełnie inny Kościół.

Zapytam więc, w odniesieniu do tego, co jakieś pięćdziesiąt lat temu mówił Joseph Ratzinger : Zostanie nas w Kościele garstka?

Zupełnie się z taką zapowiedzią nie zgadzam.https://deon.pl/wiara/duchowosc/prorocze-slowa-ks-josepha-ratzingera,223395 Co do wypowiedzi kardynała Ratzingera, wtedy jeszcze nie był papieżem, uważam, że była to wypowiedź człowieka myślącego, wyciągającego logiczne wnioski. O wielu naszych wypowiedziach, felietonach za jakiś czas ktoś może powiedzieć : „Ten człowiek miał rację”. Widzą chylący się ku upadkowi dom, nietrudno przewidzieć że upadnie. Ale to wizja głęboko niechrześcijańska. Dlaczego chyli się ku upadkowi? Co zrobić, by nie runął? Jeżeli Jezus jest Mesjaszem, który, przyszedł po to, by zbawić wszystkich grzeszników, to czy którykolwiek chrześcijanin może pogodzić się z tym, że jego wspólnota działa tak, jakby jej celem była niewielka wspólnota, wspierających się wzajemnie wyznawców? Co z tymi, którzy są na zewnątrz? Według mnie, wszystkie wspólnoty, które mienią się być chrześcijańskimi, będą nimi o tyle, o ile będą naśladować świadków Jehowy, którzy stoją na skrzyżowaniach i placach, proponując każdemu przechodzącemu Orędzie Jezusa. Nie agresywnie, nie natarczywie, ale wytrwale .

O! Ciekawe…

…Dawno powinniśmy porzucić nasze świątynie. Nie po to, by omijać je z daleka. Ale po to, by z nich wychodzić sobie naprzeciw . Niekoniecznie chodzi o ewangelizację typu: „Ja pana/panią nawrócę”. Tu raczej chodzi o pytanie -”Czy mógłbym w czymś pomóc? Bo jestem Chrześcijaninem”. Myślę, że Kościół w Polsce całemu światu pokazał, jak liczy się z nauczaniem swojego Mistrza, kiedy uchodźcom powiedział: „Nie!”

Koniec części I.