Wiara działa przez miłość

Wiedza, doświadczenie, poczucie humoru i dystans do spraw powszechnie  uznawanych za trudne.  Odważny, bezkompromisowy obserwator, trafnie komentujący rzeczywistość i kondycję polskiego Kościoła. Przez niektórych posądzany o działania polityczne.

W praktyce, otwarcie krytykuje sojusz tronu z ołtarzem, wskazując na źródło Ewangelii.

Rozmowa z Ojcem Pawłem Gużyńskim OP, dominikaninem, pracującym od 2020 roku w Rotterdamie

Rozmowa przeprowdzona w okresie Wielkiego Postu

Laura Jurga: Ojcze, w jakim miejscu jest obecnie Kościół w Polsce?

Ojciec Paweł Gużyński: Jeżeli to pytanie odniesiemy najpierw do hierarchów i w ogóle duchownych katolickich, to moim zdaniem pod względem psychologicznym opis powinien zawierać takie cechy jak lęk, zagubienie, dezorientacja, poczucie bycia prześladowanym i odrzuconym. To dotyczy także części wiernych. Ale, jest także inna część tego samego Kościoła – grupa świeckich i duchownych, która trafniej odczuwa i diagnozuje sytuację ewidentnego kryzysu. Niemniej, ci, którzy chcieliby przede wszystkim bronić istniejącego status quo, czyli możliwości wspierania się o władzę świecką i zachowania rozmaitych przywilejów Kościoła Rzymskokatolickiego są w większości. Oni wciąż uważają, że jeśli Polak to katolik, i że Kościół powinien być z narodem. Takich wątków jest mnóstwo. Kościół w Polsce jest w dziwnym miejscu najpierw dlatego, że hierarchia charakteryzuje się świadomością archaiczną, często rodem z głębokiego PRL-u.

L. J. Jasne…

P.G. Dla przykładu, białostocki biskup w kontekście marszów równości w Białymstoku  napisał list i wygłosił kazanie wzorując się na Kardynale Wyszyńskim, na jego słynnym „Non possumus!” Zastanawiałem się wówczas dlaczego ks. biskup nie wyczuł groteskowości swojego naśladownictwa.

L. J. Poruszył Ojciec ważne kwestie i wyprzedził moje kolejne pytanie. Chciałam zapytać o zmianę. Jakiej zmiany boi się Kościół i co to znaczy „Kościół z Narodem”? Co z kwestią „Naród z Kościołem?” Pytam w kontekście dokonujących się apostazji.

P.G. To nie jest tylko lęk przed zmianą, ale najpierw przed tym wszystkim, co ich zdaniem nam zagraża, więc mówią „Nie chcemy takiej zmiany”.

L. J. Jakiej zmiany „nie chcemy?”

P.G. „Nie chcemy naruszania ponadtysiącletniej polskiej tradycji” i tak dalej… To jest postawa silnie konserwatywna, w negatywnym znaczeniu tego słowa. Od jej rzeczników słyszymy „Ten „zgniły Zachód”, „Chcą nam przeszczepić swoje niemoralne zasady”., „My się nie możemy na to zgodzić i musimy być od nich mądrzejsi”. Nie tylko hierarchowie mówią w ten sposób. To jest również ton wypowiedzi części polskich europarlamentarzystów, którzy odczuwają jakąś perwersyjną potrzebę, przynajmniej raz w miesiącu, zaprezentowanie w Europarlamencie swoistej parafrazy gestu Rejtana. Inaczej, są chorzy. Być może są to lęki przed wszystkim, co obce, co nie nasze, nie własne. W tym wszystkim mocno obecny jest element religijny i przeświadczenie, że to co obce zawsze pachnie grzechem i zagraża zbawieniu.

L. J.. A, czy to rzeczywiście  pachnie grzechem?

P.G. Ludzie, których świadomość jest archaiczna, posługują się kategoriami poznawczymi z epoki, która dawno przebrzmiała, lecz dla nich wciąż pozostaje absolutnym punktem odniesienia. Większość hierarchów w Polsce neguje niemal każdą propozycję zmian, ponieważ one zawsze jakoś negują ich wyobrażoną lepszą przeszłość. Dlatego, niezależnie od tego, co chcesz zmienić i jak bardzo zmiana jest potrzebna, będzie ona zła, więc jakoś grzeszna.

 L.J. Co z tą apostazją?

Część ludzi odchodzi ponieważ, ich związek z Kościołem był od zawsze li tylko kulturowy. Jeśli obecnie nie jest to kulturowo „na topie”- „nie muszę być katolikiem, żeby być kimś w społeczeństwie”, to ci ludzie łatwo odpadają. Kościół obecnie ma bardzo zły image, złe notowania, z różnych powodów, więc ludziom się nie opłaca z nim utożsamiać. Nie jest to coś, co umacnia ich pozycje społeczną lub coś, co dodaje im splendoru. Ale, są też tacy, którzy odchodzą w gwałtownej reakcji na różnego rodzaju skandale. Najmniejszą grupą są ci, którzy podejmują decyzję o apostazji, ponieważ przemyśleli wszystko bardzo dokładnie i jest to głęboko umotywowana decyzja…

L. J. Refleksja…

P. G. Najczęściej są to reakcje zgorszenia, niechęci, moralno-estetycznego obrzydzenia, które potrafią wywoływać polscy hierarchowie, gdy mówią brednie i robią rzeczy wstrętne. A tak się dzieje w sprawie pedofilii, w sprawie o. Rydzyka, w sprawach finansowych, gdy używają obrzydliwego języka w stosunku do innych. Ludzie mają moralno-estetyczny odruch wymiotny i dlatego nie chcą mieć z Kościołem nic wspólnego i występują.

L. J. Jest jeszcze dysonans poznawczy…

P. G. U hierarchów nie następuje niestety wystarczająca refleksja, która pozwoliłaby im zrozumieć, że to oni bardzo często są przyczyną odejść z Kościoła.

L. J. Odniosę się do tych bredni, o jakich Ojciec wspomniał. Zapytam o „Strajk Kobiet”, organizowane marsze i postulaty. Czy aborcja jest równa dzieciobójstwu?  Tak twierdzi część prawicowych polityków. Mam też wrażenie, że to ujęcie jest wygodne zarówno dla władzy, jak i dla Kościoła. A kobietom, które uczestniczą w marszach odmawia się tak człowieczeństwa, jak i kobiecości.

P. G. Kobiety uczestniczące w marszach mają bardzo różne motywacje. Są wśród nich gorliwe katoliczki, które sprzeciwiają się niektórym rozwiązaniom prawnym, np. idącym w kierunku penalizacji kobiet popełniających aborcję. Są także katoliczki kulturowe, są kobiety niewierzące, gorliwe ateistki, a nadto ludzie, którzy mają serdecznie dość Kościoła i zioną wobec niego gniewem, a nawet nienawiścią. Przede wszystkim trzeba zapytać o to, co jest przyczyną tego, że osoby tak różne światopoglądowo w pewnym zakresie reagują podobnie. Ale, znaleźliśmy się w sytuacji, w której stawianie istotnych pytań i rzeczywisty dialog mało kogo interesuje.

L. J.  Co z tym można zrobić?

P.G. Jak Pani, zapewne wie, wspólnie z grupą tak zwanych „zwykłych księży”, opublikowaliśmy stanowisko w tej sprawie. Można je znaleźć na stronie  http://zwykli.pl/stanowisko-zkzs-w-sprawie-aborcji/. Staramy się subtelnie pokazać, co należy do Państwa, a co należy do Kościoła w tym względzie, jak należy podejść do kobiet, które z różnych powodów rozważają kwestię aborcji. To jest moja odpowiedź. Niestety, politycy i działacze po obu stronach barykady tego sporu są zbyt daleko od siebie, aby rozmawiać.

L.J.  Dotyka Ojciec ważnej kwestii, którą wielu dziś już dostrzega. Sojusz  tronu z ołtarzem. Strona niebezpiecznie konserwatywna twierdzi często, że niektórzy księża bawią się w politykę. Proszę mi wybaczyć, ale ten zarzut dotyczy również Ojca. Bawi się Ojciec w politykę?

P. G. W żaden sposób nie mam żalu o to pytanie. Pani pyta, a ja jestem świadomy, że niektórzy takie zarzuty mi stawiają. Jeśli są przekonani, że te zarzuty wobec mojej osoby i mi podobnym są słuszne, to znaczy, że są cynicznymi graczami lub ignorantami. Dla przykładu, jeżeli mówię, że księża nie powinni angażować się politycznie i wskazuję palcem na o. Tadeusza Rydzyka, to oni często podnoszą larum, że ja też uprawiam politykę właśnie przez to co mówię. Dlaczego według nich uprawiam politykę? Bo zwalczam o. Rydzyka. On jest ewidentnie stroną w sporze politycznym, więc jeżeli ja go zwalczam, to z konieczności muszę być jego politycznym przeciwnikiem. Takie rozumowanie wyczerpuje do cna znamiona intelektualnego barbarzyństwa. Są też tacy, którzy stawiają mi zarzut uprawiania polityki, choć z góry wiedzą, że jest on cienki jak barszcz czerwony na dworcu PKP w czasach PRL-u, ale są absolutnymi cynikami i walą czym się da, żeby zniszczyć swojego oponenta. Natomiast najprawdopodobniej, jedni i drudzy, polegliby, gdyby musieli na poważnie zmierzyć się z pytaniem o granice polityczności.

L. J. Pozwolę sobie na pewien osobisty wątek i podziękuję za te słowa. To dlatego, że ja również doświadczam, mówiąc delikatnie- uwag na temat tego, że będąc w Kościele „uprawiam politykę”. Zostałam wykluczona z wielu aktywności. Ale, kiedy używam racjonalnych argumentów, mam ostracyzm, milczenie, czasem krzyk i atak werbalny, przepleciony stekiem bzdur. Wszystko, prócz wspomnianych argumentów. Na początku naszej rozmowy, powiedział Ojciec o tym, że oprócz hierarchów i duchownych jest w Kościele grupa, której chce się coś jeszcze robić, coś zmieniać. W tym kontekście chcę zapytać o „Kongres Katoliczek i Katolików”. Co to za inicjatywa? Skąd jesteście? Kto za Wami stoi? Jesteście jedynymi, którzy chcą działać?

P.G. Oczywiście, że nie jesteśmy jedyną grupą, która dąży do zmian. Takie grupy są związane chociażby z „Więzią”, czy „Tygodnikiem Powszechnym”…

L.J. Są tacy, którzy określają te środowiska mianem „ostrej lewicy”…

P.G. Dziś, pojęcia „lewak lub prawak”, to wyłącznie inwektywy. Zostawmy je na boku…  Istnieje też krakowska inicjatywa ”Kościół i społeczeństwo”, jest wiele wspólnot i grup, które próbują działać na rzecz potrzebnych reform.

W „Kongresie…”szarpnęliśmy się na coś poważnego, co chce być skuteczne na dużą skalę. Tu nie chodzi o bunt teologów na Uniwersytecie, jak np. w Niemczech. Tu, rzeczywiście wszystko idzie od dołu. Kontekst sprawia, że ludzie wspólnie chwytają pewną ideę. Podejmują ją i zaczynają coś robić. W tym sensie, nikt za nami nie stoi. Nie jesteśmy sponsorowani przez Solorza, nikt o złych lub dobrych intencjach nas nie skrzyknął. Zorientowaliśmy się, że wspólnie czegoś podobnego pragniemy, czegoś chcemy i możemy to robić razem. Z tego wyrasta „Kongres…”Jesteśmy grupą osób różnorodnych szukających odpowiedzi na pytania o przyszłość Kościoła. To mamy też zapisane w naszej Deklaracji. Wielu z nas ma bardzo trudne doświadczenia z Kościołem, ale jest to grupa na tyle świadomych katolików, że potrafi sobie z tym poradzić i wierzy w to, że pomysł Pana Jezusa, by zgromadzić ludzi w Kościół jest dobrym pomysłem, który trzeba sensownie zrealizować i w nim uczestniczyć. Trudno nas będzie złamać i zgorszyć, bo dokładnie wiemy z kim i z czym mamy do czynienia i do czego ten ktoś jest zdolny. Nie damy się wyrzucić z Kościoła, będziemy walczyć o Kościół zgodny z Ewangelią. O to nam właśnie chodzi. https://kongreskk.pl/

L. J. Ja, czując się częścią Społeczności Kongresowej, mogę jedynie potwierdzić. Ale, mówimy o kryzysie w Kościele. Wywołuje go wiele czynników, jest wiele punktów zapalnych. Chcę zapytać o coś, co jest bardzo trudne, bolesne- o pedofilię w Kościele. Konkretnie,  mam na myśli zachowanie hierarchów  wobec ofiar.  Bolesny jest przykład kardynała Dziwisza czy biskupa Rakoczego. Z czym mamy do czynienia? Czy to jest unikanie tematu, zamiatanie go pod dywan, zaniechanie, zaniedbanie?

P.G. Wszystkiego po trosze. Ale, fundamentalnie najpierw jest to głęboki poziom nieświadomości problemu, brak poczucia odpowiedzialności za to, co i jak się wydarzyło. Niemniej, to jest bardzo skomplikowane, bo wszyscy i zawsze, w jakimś stopniu jesteśmy dziećmi swoich czasów…

L. J. Tak…

P.G. Dwadzieścia, trzydzieści, pięćdziesiąt lat temu, świadomość dotycząca przestępstw seksualnych, w tym pedofilii, była całkowicie inna. Społeczeństwa, w tym księża i biskupi, zupełnie inaczej postrzegali te sprawy. Nikt tego nie traktował we współczesnych kategoriach. Tyle, że problem polega na tym, że księża powinni patrzeć inaczej, bo patrzą w lustro Ewangelii. Ona powinna być źródłem ich wrażliwości, rozumności i sposobu patrzenia na rzeczywistość. Biskupi, księża zakonnice i zakonnicy są po to, żeby wyrastać ponad przeciętną. Ich chlebem powszednim jest widzieć więcej, rozumieć więcej, dostrzegać bardziej na wskroś. Niestety, czynnik kulturowo-społeczny zdominował przekaz Ewangelii. W szczególności absolutnie barbarzyński sposób traktowania ofiar jest czymś, czego nie da się w żaden sposób usprawiedliwić. Tutaj nie wystarcza zwykłe wypełnienie litery prawa.

L.J. To prawda…

P.G. Można wszystko, co do joty zrobić według prawa. Wszystkie procedury przeprowadzić wzorcowo, lecz ofiary potrzebuje czegoś znacznie więcej. A biskupi niechętnie spotykają się  z ofiarami. Biskupi myślą, że jak zrobią wszystko zgodnie z prawem, to kończy się ich odpowiedzialność. Bycia ludzkim dla ofiar nie da się wymusić prawem, a ofiary tego najbardziej potrzebują.

L.J. Czy to jest także problem kardynała Dziwisza i Episkopatu?

P. G. Przypadek kardynała Dziwisza, to historia sui generis. To jest człowiek, który był przy Papieżu i żyje mitem wytworzonym wokół Jana Pawła II. Jest wiele rzeczy, które mu realnie zawdzięczamy. Ale to także kwestia specyficznej konstrukcji mentalnej kardynała.  On mówi: ”Byłem przy Papieżu i w swojej ojczyźnie tego doświadczam…”.  Te słowa odzwierciedlają stan jego świadomości..  On szedł na fali mitu związanego z Janem Pawłem II, wierzy w ten mit i nie potrafi spojrzeć na przeszłość krytycznie. A w przypadku innych biskupów, przede wszystkim wychowanie seminaryjne sprawiło, że są niezdolni do krytycznej autorefleksji. Mnóstwo ich zachowań, to zachowania reprodukowane z pokolenia na pokolenie. Przez wieki kształtowała się pewna mentalności, pewne postawy, które odziedziczyli po swych poprzednikach. Chodzi tu nade wszystko  o podłoże kościelne. Biskupi są w dużym stopniu ucieleśnieniem wszystkich wspomnianych czynników i dlatego w zderzeniu z rzeczywistością absolutnie sobie nie radzą.

L. J. Zapytam, wobec tego o reformy, o których już Ojciec wspomniał. Jakich reform potrzebuje Kościół?

P. G. Potrzebuje, między innymi reform na poziomie sposobu i kultury sprawowania władzy. Nie chodzi o negowanie urzędu biskupa. Lecz idzie o możliwość weryfikacji, o niezbędne procedury bezpieczeństwa. Gdyby biskupi sprawowali swój urząd podlegając kontroli, to do wielu przestępstw, na przykład pedofilii by nie doszło. Gdyby biskupi konsultowali wiele spraw z innymi osobami, w szerszym niezależnym gronie, to ktoś by im podpowiedział, że absurdem jest przenoszenie pedofila z miejsca na miejsce. Ale, biskupi zwykli dźwiga ciężar władzy wyłącznie na swoich barkach i teraz ponoszą tego konsekwencje. Sposób sprawowania władzy przez biskupa w Kościele musi się zmienić, powinien być transparentny. O to, między innymi się staramy. Także o to, by na nowo naszkicować ramy relacji Państwo-Kościół, by oddzielić Kościół od Państwa i Państwo od Kościoła, by odzyskać autonomię Kościoła wobec Państwa.

L. J. Da się to zrobić, skoro mamy Gadium et spes, a  fakty mówią za siebie? Nie wiem, czy Ojciec się ze mną zgodzi, ale uważam, że obecnie to kategoria fikcji. Kiedy ja o tym mówię, spotykam się, w najlepszym razie ze ścianą, częściej z atakiem.

P. G. Pani Redaktor, kilka dni temu, w ramach „Kongresu….” mieliśmy spotkanie grupy, w którą jestem zaangażowany: Relacje Państwo-Kościół. https://teksty-zesmakiem.pl/prawda-na-pierwszy-rzut-oka/ Znakomity wstęp Profesora Andrzeja Zolla, wiele znakomitych głosów w dyskusji. Oprócz tego, że trzeba wprowadzić nowe regulacje prawne, ze względu na sytuację, w której jesteśmy, to czymś absolutnie fundamentalnym jest zmiana obyczajów i kultury prawnej w Polsce. Stosunku do prawa i stosowania tego prawa. To, co najgorszego stało się w naszym kraju, to zniszczenie tkanki kultury prawnej. Prawo działa skutecznie tylko wśród ludzi szanujących reguły kultury prawnej, to znaczy takich, którzy szanują zasady i obyczaje. Świat takich ludzi, to świat w którym ważniejszy jest obyczaj, a prawo staje się jego dopełnieniem. A to właśnie w Polsce zostało zdemolowane. Dlatego, na spotkaniu przywoływano Gaudium et Spes, ale ja odwoływałem się także do Deklaracji Wolności ,Religijnejhttp://ptm.rel.pl/czytelnia/dokumenty/dokumenty-soborowe/sobor-watykanski-ii/168-deklaracja-o-wolnosci-religijnej-dignitatis-humanae.html, która moim zdaniem jest jeszcze ważniejszym dokumentem, niż „Gaudium et Spes”, chociaż, co do rangi, to oczywiście ważniejsza jest Konstytucja o Kościele. Jednak, to „Deklaracja…” powoduje poważniejsze konsekwencje dla relacji Państwo-Kościół. Wszystko trzeba wydobyć na światło dzienne, opatrzeć nowym szkieletem przepisów, ale to nie zadziała, dopóki nie odtworzymy tkanki kultury prawnej, kultury obyczaju i szacunku do zasad.

L.J. To jest podstawa. Tyle, że będzie nam trudno, chociażby w obliczu ataku na sędziów. Przypadek Sędziego  Tuleya, to moim zdaniem przykład upadku obyczajów , o jakim Ojciec powiedział. Nie wiem, jak długo będziemy ten bałagan sprzątać, a przede wszystkim, kiedy będziemy mogli zacząć. Teraz, jako kobieta, zapytam o kobiety. O nasze miejsce i rolę w Kościele.

P. G. To kolejny, wielki temat „Kongresu…” Kontekst dynamiki społecznej jest absolutnie oczywisty. Oczywistym dla nas jest to, że mówiąc o miejscu i roli kobiety w Kościele, musimy najpierw realnie to miejsce zwrócić kobietom, miejsce, które „od zawsze” do nich należy. Musimy je na nowo odzyskać, by kobiety były w pełni podmiotowo traktowane, obecne w Kościele, żeby miały udział w sprawowaniu różnych funkcji, urzędów i władzy, żeby nie były obywatelkami Kościoła gorszej kategorii. Praca w Kongresie wre…

L.J. Potwierdzam…

P.G. Mnie to cieszy, a przekonuje mnie Paul Evdokimov – prawosławny teolog, który w swojej książce „Kobieta i zbawienie świata”, interpretując scenę grzechu pierworodnego, stawia tezę, że kobieta jest płcią silniejszą religijnie. Adam w tej scenie zachowuje się, jak totalny pantoflarz. Gdy Bóg pyta, co się stało, odpowiada, że ”Ewa mu kazała..” Evdokimov pisze, że uderzenie poszło w najsilniejszy element, bo pierwiastek żeński odpowiedzialny jest za relacje i komunię. Dlatego kobieta została zaatakowana. Facet złemu trafił się niejako w  pakiecie. Ja to, oczywiście upraszczam, bo nie sposób opisać tu wszystkiego, ale odsyłam do książki, wydanej przed laty przez dominikańskie wydawnictwo „W drodze”. Ewangelie relacjonują, że kobiety miały mniejszy problem z wiarą w zmartwychwstanie, niż mężczyźni.

L. J. To prawda…

P. G. Dlatego trzeba te pytania o miejsce kobiety w Kościele stawiać.

L. J. Mamy Wielki Post. Coraz bliżej do Świąt Wielkanocnych. Ale, mamy też w Polsce lockdown. Na razie częściowy. Sytuacja jest rozwojowa.  Ale zamknięte są galerie handlowe, kina, teatry i muzea. Za to- nadal otwarte kościoły. Co Ojciec o tym myśli? Czy Jezus wymaga od nas bycia w kościele w czasie pandemii?

PG.  Po kolei. Trudno, w tak ciężkiej egzystencjalnie sytuacji, zamknąć kościoły w ogóle. Ludzie szukają duchowego wsparcia w tak trudnej sytuacji. To, z jednej strony. Z drugiej, trudno jest zakładać, że w skali społecznej ludzie będą potrafili mądrze z tego korzystać. Teoretycznie, gdyby ludzie potrafili zachować mądrość i reguły,  korzystając z kościołów, nie byłoby problemu. Ale, trudno przyjąć, że na raz wchodzi do kościoła dziesięć, dwadzieścia osób, przy zachowaniu odstępów na danej powierzchni, kapłan odprawia Mszę i wszystko jest w rygorze anty- pandemicznym. Fajnie by było. Niestety, skuteczniejszym rozwiązaniem jest pozamykanie kościołów. Bo ludzie nie potrafią sobie samym postawić granic i znajdować  właściwy umiar. Otwarte są za to sklepy spożywcze…

L.J. W obu sytuacjach, mamy do czynienia z potrzebą….

P.G. Potrzebą pokarmu. Najskuteczniej byłoby pozamykać wszystko i płacić, na przykład tylko online. Jednak, funkcjonujemy jako ludzie trochę inaczej. Nikogo nie zwalnia to z odpowiedzialności za życie i zdrowie własne i innych. Naturalną postawą człowieka wolnego, wierzącego jest postawa, że uczestniczę w liturgii świątecznej, jeśli nie zagraża to mojemu lub cudzemu zdrowiu. Ale, jeśli miałbym siebie lub kogoś narazić na utratę zdrowia albo życia, to tego nie robię. Reguły na czas pandemii. Proste, jak metr sznurka.

L. J. Słyszę czasem, że Pan Jezus i Łaska Boża chroni przed zachorowaniem w kościele, że Pan Jezus nie zaraża…

P. G. Tego typu argumenty nazywam „przerostem pobożności nad kompetencją”. Albo bardziej złośliwie: ”mistycyzujący bezwład umysłowy” Jeden z księży, którego nazwisko przemilczę mówił, że ręce księdza posmarowane olejami świętymi, nie mogą zarażać. Problem polega na tym, że mogą i zarażają.

L. J. Ojcze, słowo na Wielki Post dla wierzących. Ale też kilka słów o tym, jak zasypywać podział, byśmy spokojniej, niż obecnie mogli razem funkcjonować…

P. G. Słowa, raczej na Święta Paschalne. Dla wierzących, Opowieść  Paschalna powinna być zasadą hermeneutyczną, dzięki której umiemy odczytywać rzeczywistość i wchodzić w dynamikę zmiany. Bo to jest opowieść o tym, że przez śmierć dochodzimy do nowego życia. Nie ma nic cenniejszego, niż zyskanie tego nowego życia. Ono najpierw oznacza, że ja zmieniłem się w taki sposób, że potrafię więcej kochać. „Fides quae per caritatem operatur” – wiara działająca przez miłość, to jest papierek lakmusowy. Pamiętajmy, że potrafimy być głęboko religijni nie mając nic wspólnego z miłością i chrześcijaństwem.

W chrześcijaństwie, jeśli chcesz zdać sprawę ze swojej wiary, musisz pokazać jak kochasz. Tego nam życzę na Wielki Post, żeby każdy przez okres pokuty i nawrócenia, doszedł do nowego życia.

L. J. Amen.  Bardzo Ojcu dziękuję za rozmowę.