Polska potrzebuje stanowczego głosu Kościoła?

Kościół, głoszący Chrystusa nie zajmuje się polityką, jest powszechny, mówi o miłości Boga do człowieka i miłości bliźniego, o Prawdzie.  Dlaczego, więc w polskim Kościele, Najświętrzej Ofierze Chrystusa nierzadko towarzyszą kazania częściej przypominające agitację polityczną, niż głoszenie Ewangelii ? Dlaczego, owa agitacja mylona jest z prawem do moralnej oceny sytuacji politycznej? Dlaczego, tam, gdzie potrzebny jest zdecydowany głos Kościoła, słychać go nie dość wyraźnie?

Kościół(…) w żaden sposób nie utożsamia się z żadną wspólnotą polityczną, ani nie wiąże się z żadnym systemem politycznym(…)Wspólnota polityczna i Kościół, są w swoich dziedzinach niezależne i autonomiczne (…) Kościół winien mieć jednak zawsze i wzsędzie prawdziwą swobodę w głoszeniu wiary(…) a także w wydawaniu oceny moralnej, nawet w kwestiach, dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz, stosując wszystkie i wyłącznie te środki, które zgodne są z Ewangelią. (Sobór Watykański II; Gaudium et spes. za: Tygodnik Powszechny nr 22./2017).
W świetle tych zapisów nie wolno mi milczeć wobec głosów, krytykujących rozdział Kościoła od państwa, nie mogę godzić się na postawy niektórych księży i biskupów, którzy udostępniając kościelną przestrzeń dla polityków, a co gorsza- głównie dla polityków jednej partii, przyczyniają się do ugruntowania jej nieograniczonej władzy, a tym samym do ograniczenia autonomii Osoby i ochrony jej praw przez państwo. Wszystko to ma miejsce, gdy niedzielne kazania częściej nawiązują, nie tyle do oceny sytuacji politycznej, co do poparcia jedynie słusznej politycznej opcji. Gdy Ewangelia, która winna być w centrum rozważań, staje się tłem dla wygłaszanych przez księży poglądów. Wszystko to ma miejsce również wtedy, gdy Kościół nie dość dobitnie mówi o prawach człowieka w kontekście poszanowania trójpodziału władzy- w interesie wolności Osoby. Tu nie mogę nie zauważyć także częstego pomijania przez wielu księży kwestii szacunku do Konstytucji, zakazu jej łamania i patriotyzmu, który winien być dziś rozpatrywany nieco szerzej – nie tylko w odniesieniu do kultywowania pamięci o narodowych bohaterach. Brakuje mi także stanowczego głosu Kościoła w sprawie miejsca i roli Polski w Unii Europejskiej. Ten głos słyszałam w 2004 roku. Czemu dziś przycichł?? Bo Polak jest też Europejczykiem. Bo Unia nie jest naszym wrogiem, bo jesteśmy jej pełnoprawnym Członkiem, bo współczesny patriotyzm, to także poszanowanie dla prawa unijnego. Unia Europejska jest wspólnotą państw. Każda wspólnota przynosi wszystkim jej członkom korzyści, ale czasem- dla dobra ogólu- jednostka lub państwo musi zrezygnować z partykularnego interesu. Czemu Kościół nie mówi, jak zły i wyimaginowany, często też infantylny jest podsycany przez władzę strach przed Unią? Czemu Kościół tak rzadko przywiołuje teksty Jana Pawła II, który popierał akces Polski do UE, który mówił o szacunku i trójpodziale władzy. Czemu Kościół dziś nie edukuje w kwestii dobra wspólnego, jakm jest państwo i odpowiedzialność za nie? Czemu nie mówi głośno o tym, co oczywiste? Milczenie, a zwłaszcza nienazywanie rzeczy po imieniu, też może przyczyniać się do pogłębiania konfliktów i podziału społecznego. Rolą, zaś Kościoła jest budowanie jedności i głoszenie Prawdy: Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.  (Mt. 5, 37). 
Źródła:
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=248
Sobór Watykański II; Gaudium et spes. za: Tygodnik Powszechny nr 22./2017.
https://opoka.org.pl/biblioteka/I/IK/pysklo_2011_prawa_czl.html

Konstytucja i dumne barwy biało-czerwone

Długi majowy weekend. Czas odpoczynku i biesiadowania przy wspólnym stole z rodziną i przyjaciółmi. Ale, czy między upieczoną na grillu karkówką lub kaszanką, Polacy pamiętają jeszcze o ważnych dla nas wszystkich datach? Czy historia stanowi dla nas odległą przeszłość, czy też potrafimy wyciagać z niej wnioski, chroniąc dziedzictwo, jakie zostawiły nam poprzednie pokolenia?

Czy przywiązujemy jeszcze wagę do narodowych symboli, jak flaga czy godło? A, może problem wielu Polaków polega na tym, że czczą symbole, zupełnie nie znając historii swojego Kraju. Tymczasem, w historii Polski są wydarzenia wzniosłe, dające powody do ogromnej radości i dumy. Nie brakuje także tych trudnych i bolesnych, o których -zwłaszcza ostatnio-pewne grupy mówią nader niechętnie. Jednak, pozwolę tu sobie na stwierdzenie, że największym zagrożeniem dla Polaków jest nieumiejętność wykorzystywania sprzyjających okoliczności. Z tym wiąże się także często brak strategii działania, pewnego politycznego sprytu i przewidywania skutków zdarzeń oraz konsekwencji podejmowanych działań. Niefrasobliwość władców, prywata spiskujących, nierozumnych sprzedawczyków, nie raz były przyczyną zguby Polaków. Nie inaczej  było w maju 1791 roku, kiedy to- ku przerażeniu Katarzyny II- Sejm Wielki uchwalił w Polsce Konstytucję 3 maja, która całkowicie zmieniła ustrój polityczny ówczesnej Rzeczypospolitej. Zlikwidowano bowiem wolną elekcję, wzmacniając jednocześnie władzę wykonawczą. Stanisław August nie brał pod uwagę kolejnego rozbioru Polski; był wręcz przekonany, że Rosja go nie dokona, ponieważ przyczyniłby się do wzmocnienia Prus. Tymczasem, sytuacja  na dworze carycy Katarzyny, a ściślej rzecz ujmując- jej romanse zdawały się Polakom sprzyjać. Udało się ocalić Konstytucję i Polskę. Ale, Katarzyna odwlekała działania ze względu na priorytety. Bowiem, chwilowo ważniejsza niż sprawa polska i wielokrotnie urażona przez polskich posłów ambicja carycy, była dla niej wygrana z Turcją. To, między innymi nieznajomość mentalności i strategii przeciwnika, wspomniana niefrasobliwość i brak działań, zmierzających do stworzenia w Petersburgu stronnictwa, które mogłoby poprzeć niedawno uchwaloną Konstytucję, doprowadziły do wojny  i kolejnego rozbioru. Zawiodła dyplomacja i działania szpiegów. Nie podejrzewano, że Katarzyna zamierza zaatakować Polskę przy pomocy stu trzydziestu tysięcy żołnierzy. Przestano tworzyć armię, przez co Rzeczpospolita stała się łatwym łupem. Nie wiedziano także, że Potocki, Rzewuski, a także Branicki, stworzyli  akt konfederacji, wzywając carycę do interwencji zbrojnej na terenach Polski. Zignorowano także fakt, że Rosja podpisała pokój z Turcją, a król Stanisław August dopiero w grudniu 1791 wysłał do Katarzyny depeszę, w której informował o uchwaleniu Konstytucji. Potraktowała to bardzo osobiście- jak obelgę. 18 maja 1792 roku, rosyjska armia wkroczyła na ziemie Rzeczypospolitej.  To tylko krótki rys wydarzeń, które powinien znać każdy Polak. A, dziś? Czy we współczesnej Polsce możemy doszukiwać się analogii do pewnych wydarzeń? Moim zdaniem, tak. Cały obóz rządzący przekonuje o słuszności dokonywanych przez siebie zmiam. Także w obecnej Konstytucji. Popieram. Tyle, że zmiana ustroju Państwa, jakiej dokonano, likwidując między innymi trójpodział władzy- fundament demokracji, przekazując tę władzę w ręce polityków i jednego człowieka- prokuratora generalnego , a zarazem ministra sprawiedliwości, powinna dokonać się w oparciu o wciąż obowiązującą Konstytucję. Bo, póki co- jest to jedyna, choć niedoskonała Ustawa Zasadnicza w naszym Kraju. Problem w tym, że obecna Konstytucja takich „zmian” nie przewiduje. Jeśli, jednak rządzący mieli inne zdanie, najpierw winni byli zmienić samą Konstytucję. Pytanie, jakie szanse ma przed – siłą rzeczy-upartyjnionym sądem, „zwykły” obywatel?   Podobnie rzecz się ma z proponowanym przez Prezydenta referendum. W naszej tradycji głosujemy „za” lub „przeciw”w odniesieniu do konkretnej, istniejącej wersji, poddanego pod głosowanie Aktu. Nie da się go ocenić zaocznie lub, co gorsza-wybiórczo.
Dalszych analogii, osobiście doszukuję się także w niezrozumiałej dla mnie wrogości wobec Unii Europejskiej. Pamiętam, że, gdy wiele lat temu, tuż po studiach, zaczęłam pracę zawodową, współpracowałam, między innymi z ówczesnym Urzędem Komitetu Integracji Europejskiej. Polska nie była jeszcze Członkiem Unii, a ja – jako młody pedagog specjalny, przygotowywałam dla instytucji, w której pracowałam- dokumenty, prezentacje, pisałam artykuły, jeździłam na konferencje w Kraju i za granicą. Byłam dumna, że uczestniczę w szeroko pojętym procesie legislacyjnym, który sprawiał, że polskie prawo było coraz bardziej dostępne dla Obywatela- także tego z niepełnosprawnością. Minęły lata. W tym czasie wielokrotnie powtarzałam, że sporo trzeba zmienić, poprawić, ale nigdy bym nie pomyślała, że „dane mi będzie” obserwować pewien chaos, nawet regres w dostępie dzieci niepełnosprawnych do edukacji, utrudnienia w dostępie do rehabilitacji, którą rządzący rozpatrują wyłącznie w aspekcie medycznym.  Mogłabym jeszcze długo wymieniać. Wiem jedno: Zarówno nieprzemyślane i złe rozwiązania legislacyjne, jak i wrogie nastroje wobec Unii Europejskiej, której od czternastu lat jesteśmy Członkiem, czy brak inwestycji, przeznaczonych na obronność- to zagrożenie dla suwerenności i bezpieczeństwa naszego Państwa. Warto wyciągać wnioski z historii. 
Źródło:
http://www.newsweek.pl/wiedza/historia/konstytucja-3-maja–co-poszlo-nie-tak,76313,1,1.html